Szalona impreza z księdzem Andrzejem Jake'm Paulem. Mieszanka wybuchowa

2 godzin temu
Na trybunach Jake Paul i ksiądz Andrzej z polskiej reprezentacji. - Było jak na imprezie - mówiła polska chorąża Natalia Czerwonka o wyścigu na 1000 metrów na igrzyskach w Mediolanie. Na tej imprezie padły aż dwa rekordy olimpijskie!
Natalia Czerwonka, chorąża reprezentacji i najbardziej doświadczona z 30. olimpijek na starcie biegu na 1000 m, wystartowała rozsądnie, a skończyła jak szalona.

REKLAMA







Zobacz wideo



Na półmetku zawodów czas tzw. otwarcia, czyli pierwszych 200 m oraz pierwszego kółka miała niemal najgorszy ze wszystkich, a drugiego niemal najlepszy. – Mam tak zawsze. Wolno się rozpędzam. I wiem, iż w drugiej części muszę cisnąć. Ale i tak było dobrze, jak na niezłej imprezie – powiedziała za metą. I pobiegła oglądać swoją koleżankę, Karolinę Bosiek.
Wyścig wygrała Holenderka Jutta Leerman, bijąc rekord olimpijski (1 min 12,31 s), jak dwa dni wcześniej Francesca Lollobrigida na 3000 m. Wtedy Holenderki nie zdobyły żadnego medalu, teraz dwa najważniejsze. Druga, Femke Kok (1 min 12,59 s) też pobiła rekord olimpijski, ale chwilę wcześniej niż Leerman. Czerwonka była 15., ze stratą 3,78 s, Bosiek – 22. (4,29 s).
Jake Paul, znany youtuber i pięściarz, oglądał zawody wraz z ochroniarzem. Był raczej bezpieczny. Niedaleko był duszpasterz sportowców i jeden z dwóch kapelanów reprezentacji Polski, ks. Andrzej Waś.
Łyżwiarstwo szybkie jako mieszanka wybuchowa
To niesamowite, jak bardzo łyżwiarstwo szybkie jest zakręconym sportem i nie chodzi tylko o to, iż jeździ się w kółko. Bieg Czerwonki jest tego dowodem. Wczoraj na treningu czuła się zestresowana, dzisiaj jak na imprezie. Wczoraj musiała pogadać z psycholożką, dzisiaj przyszedł ksiądz. Wczoraj nie czuła lodu, dziś to nie stanowiło żadnego problemu.



Trudno o bardziej wymagającą dyscyplinę i tak ciężką do zaszufladkowania. Dynamika, siła, szybkość, wytrzymałość, umiejętność regeneracji, tolerancja na wysiłek beztlenowy, wszystko to decyduje o sukcesie. Tylko w jakim stopniu? Bądź tu mądry! Weźmiesz do ręki książkę fachową, literaturę naukową, będziesz szukał opisu idealnego łyżwiarza, i nie znajdziesz. Bo zawsze najważniejsze zdanie zacznie się od "to zależy". To zależy, bo rekord świata mogą pobić zawodnicy o całkowicie innych cechach organizmu. Miks jak w kociołku Panoramiksa.
W kolarstwie, sporcie siostrzanym, bo łyżwiarze na rowerach bardzo dużo jeżdżą dla utrzymania formy, pracuje się ciężko, ale dużo treningów jest powolnych, zmęczenie się kumuluje godzinami i to jest gwóźdź programu. W łyżwiarstwie wszystkie treningi są brutalne, nieprzyjemne z punktu widzenia fizjologii, bo choćby wyścigi na 500 i 1000 m, nazywane sprintem, tak naprawdę sprintem nie są, tylko ciężkim zasuwem na granicy wymiotów, sprowadzającym organizm do stanu śmietnika, zapaskudzonego trującymi odpadami energetycznych przemian, mleczanami, fosforanami. To boli.
I właśnie do tego wróciła po dwuletniej przerwie Natalia Czerwonka. Czegoś jej w życiu brakowało.
Ona sama mówi, iż nie zasłużyła na to, żeby ostatnimi igrzyskami był dla niej Pekin. Tam też miała być chorążą reprezentacji, ale zaraz po przylocie zapadła na Covid i po długiej kwarantannie dopuszczono ją do zawodów tuż przed startem. Wszyscy pamiętamy okropne wyglądające igrzyska, w których obowiązywały drakońskie przepisy.



38 lat to kawał życia i w życiu Czerwonki mnóstwo się wydarzyło – pomyślmy, to już jej piąte igrzyska. Zaczęło się 16 lat temu w Vancouver od mocnego uderzenia, które otrzymała i zapamiętała na bardzo długo. Jej koleżanki zdobyły zaskakujący medal w wyścigu drużynowym, ale Czerwonka była tylko rezerwową. Wszystko tam szło na żyletki, jak to się mówi w sporcie, i dziewczyny nie dały jej miejsca w żadnym biegu. Nie dostała medalu. Kiedy cztery lata później w Soczi drużyna weszła do finału, gdzie miała się zmierzyć z Holandią – wynik z taką potęgą był z góry wiadomy – Czerwonka ustąpiła miejsca koleżance, Katarzynie Woźniak, dziś żonie szefa misji Konrada Niedźwiedzkiego.
Powroty Natalii Czerwonki
Czerwonka wróciła do sportu w październiku 2024 r., ale przecież nie był to jej pierwszy powrót, bo niemal dokładnie dekadę wcześniej, jadąc na rowerze wpadła na traktor, złamała kręgosłup i wtedy przerwę miała niemal roczną. Wygląda na to, iż ten powrót jest ciekawszy, a na pewno przyjemniejszy: Czerwonka śmiała się, iż przygotowuje się z podopiecznymi klubu, który założyła. W Mediolanie startuje jako zawodniczka Akademii Sportowego Rozwoju Natalii Czerwonki. Właśnie skończył się klubowy obóz sportowy, sami rodzice go zorganizowali, bo wiedzieli, iż Natalia jest teraz, hmm, mocno zajęta. – Kochają sport, kochają mnie, a ja kocham ich. Jestem tutaj jedyną zawodniczką, która prowadzi swój własny klub łyżwiarski. Muszę do nich wracać, szóstych igrzysk nie będzie.


Sport przyciąga prawdziwymi, mocnymi emocjami i trzeba mieć do nich odpowiednio mocną głowę. Wyobraź sobie: w sobotę Lollobrigida sensacyjnie pobiła rekord olimpijski, co prawdopodobnie tak mocno zdeprymowało faworytki Ragne Wiklund i Joy Buyne oczekujące na swój bieg i obserwujące euforię trybun, iż nie były w stanie się pozbierać, gdy wybił ich czas. Choć osiągały w tym sezonie o niebo lepsze wyniki. Czerwonka odnalazła to coś poza sportem. I ma na tyle mocną głowę, iż jej to nie przeszkodzi w najważniejszym starcie, 20 lutego na dystansie 1500 m. W nim jej wolny start nie przeszkodzi tak bardzo jak w poniedziałek.
Idź do oryginalnego materiału