Świątek znów wpadła w tarapaty i spojrzała na Abramowicz. Niepokojące pięć słów

1 godzina temu
- Nie wiem, co się stało - rzuciła Iga Świątek do członków sztabu, gdy niespodziewanie jej gra posypała się w 3. rundzie Australian Open. Wszyscy inni też nie znali odpowiedzi. Wcześniej wydawała się idealnie odnajdywać w saunie, którą był kort podczas meczu z Anną Kalinską. To kolejny taki przypadek u polskiej tenisistki. Ale znów uniknęła bolesnych konsekwencji, wygrywając z Rosjanką 6:1, 1:6, 6:1.
Iga Świątek nie przepada za występami w sesji nocnej, ale dzięki temu w sobotę warunki do gry w 3. rundzie Australian Open były choć trochę bardziej znośne (37 stopni Celsjusza). I początkowo Polka rzeczywiście ledwo się spociła w spotkaniu z Anną Kalinską, które miało być jej pierwszym poważnym testem w tegorocznej edycji turnieju w Melbourne. Sama jednak wpędziła się w wielkie tarapaty, choć Rosjanka wydawała się być już na deskach.

REKLAMA







Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. "Mam nadzieję, iż jeszcze sporo przede mną"



Rosjanka była na deskach, aż stało się to. Były trener Świątek nie dowierzał
Świątek już w meczu otwarcia z Yue Yuan (7:6, 6:3) zaliczyła kilka sytuacji, w których mogła zapalić się lampka alarmowa. Chińska kwalifikantka w pierwszym secie wywierała bowiem skutecznie presję na faworytce, która – jak sama potem przyznała – była początkowo "zardzewiała". Z teoretycznie bardziej wygodną dla niej pod kątem stylu gry Marie Bouzkovą wygrała 6:2, 6:3. Ale też kilkakrotnie w jej grze było trochę popłochu, który skutkował błędami i m.in. stratą 1:3, którą musiała odrabiać w drugiej partii. Choć Czeszka nie miała żadnych tenisowych argumentów, by jej zagrozić. Pojedynek z zajmującą 33. miejsce w rankingu WTA Kalinską miał być pierwszą poważną weryfikacją dla drugiej rakiety świata. Najpierw wprowadził nas w świetny nastrój, ale na koniec pozostawił z nutą niepokoju.
Kalinska ma duży potencjał i moc uderzenia, a najlepszą receptą jest wybijanie jej z rytmu. Świątek wzorowo robiła to w pierwszej odsłonie. I o ile jej znakiem rozpoznawczym jest topspinowy forhend, to tym, co zwykle ją nie zawodzi jest bekhend. Nie zawodził też teraz. Rywalka nie miała nic do powiedzenia.
- Ciekawe, co sobie teraz myśli Anna Kalinska – zastanawiała się pod koniec seta komentująca mecz w Eurosporcie Justyna Kostyra.


A mający kłopoty z plecami Rosjanka w przerwie leżała na korcie, korzystając z przerwy medycznej. Wydawało się też, iż w całym meczu jest już adekwatnie na deskach. I dlatego tak wielkim zaskoczeniem było to, co wydarzyło się później.



Psycholożka sportowa Daria Abramowicz po jednej z efektownych akcji w secie otwarcia niemal podskoczyła z euforii i zacisnęła pięść. Świątek weszła wtedy w kort i próbowała rozwiązań, na które namawia ją trener Wim Fissette. Reszta sztabu też oklaskiwała ją za tę próbę. W drugiej partii wszyscy siedzenie z zaniepokojonymi minami.
- Dziwne. O ile w pierwszym secie błędy były wynikiem ryzyka, a to ryzyko coś wnosiło, to teraz jest to panika – analizował partnerujący Kostyrze za mikrofonem Piotr Sierzputowski, były trener Polki.
Wymowne pięć słów Świątek. Powracający problem
Zaskoczeni byli wtedy wszyscy, łącznie z 24-letnią tenisistką. Ta zaraz po zejściu z kortu na przerwę spojrzała w stronę swojego boksu i powiedziała, iż nie wie, co się stało. Wydawała się przy tym dość spokojna, co prawdopodobnie było najważniejsze do tego, by odbudować się w decydującej odsłonie. Ale w tej znów zaliczyliśmy ten sam schemat. Polka prowadziła 5:1 i miała serwować. Wydawało się, iż nie pozostaje nic innego jak zamknąć gwałtownie mecz z rywalką, która znów miała spore kłopoty. A tymczasem Świątek pośpiechem i błędami pomogła jej wypracować aż trzy okazje na przełamanie.


Skończyło się na strachu, ale ten mecz wpisuje się w tendencję, którą obserwujemy ostatnio u wiceliderki światowego rankingu. I pozostaje pytanie, jak długo ona jeszcze się utrzyma. Bo jak dojdzie do spotkania z będącą w dobrej dyspozycji groźną rywalką, to takie po takich nagłych zapaściach może już nie być drugiej szansy.



Po losowaniu drabinki wielu kibiców zacierało ręce na myśl o potencjalnym hicie w 1/8 finału z udziałem Igi Świątek i Naomi Osaki, która współpracuje w tej chwili z Tomaszem Wiktorowskim, czyli byłym trenerem Polki. Do tego hitu jednak niestety nie dojdzie – Japonka wycofała się z turnieju przed sobotnim meczem z Australijką Maddison Inglis.
Idź do oryginalnego materiału