W trzecim gemie pierwszego seta Iga Świątek nagle zaczęła schodzić szybkim krokiem z kortu, po czym zaraz wróciła, przepraszając z uśmiechem. Była wtedy tak skoncentrowana na wygrywaniu kolejnych akcji w wymagającym pojedynku z Belindą Bencić w finale United Cup, iż choćby nie spojrzała na tablicę wyników, która jasno wskazywała, iż rywalizacja w gemie wciąż trwa. Rozbawiło to całą polską ekipę i prawdopodobnie kibiców biało-czerwonych oraz drugiej tenisistki globu. Ale kilkadziesiąt minut później na ich twarzach - zamiast uśmiechu - widać było coraz większe zmartwienie.
REKLAMA
Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. "Mam nadzieję, iż jeszcze sporo przede mną"
Od returnowych bomb Świątek do nagłej zapaści. Cała nadzieja w Hurkaczu
- Wygląda na to, iż Belinda gra bardzo dobrze. Znamy się nieźle. Miło widzieć ją tak dobrze grającą po urodzeniu dziecka. To z pewnością wyzwanie. Ona lubi grać szybko. Pierwsze dwie piłki będą miały duże znaczenie, bo ona uderza mocno. Postaram się być gotowa i narzucać swoje warunki – analizowała przed niedzielnym pojedynkiem będąca wiceliderką światowego rankingu Polka. Tylko o ile taktycznie wydawała się na początku przygotowana do spotkania, z różnych względów niełatwo było jej ten plan zrealizować.
To miał być istotny test dla Świątek, która po trzech wygranych spotkaniach singlowych w United Cup z rywalkami spoza top 30 przegrała w półfinale z będącą czwartą rakietą świata Coco Gauff 4:6, 2:6. Gra Polki dość gwałtownie zaczęła się sypać i pytanie brzmiało, jak zareaguje dzień później.
Zadanie miała naprawdę trudne. Co prawda na korzyść 24-letniej zawodniczki z Raszyna przemawiał dotychczasowy bilans: wygrała nie tylko pięć z sześciu spotkań ze starszą o cztery lata Helwetką, ale i cztery poprzednie. A jedno z tych zwycięstw miało miejsce w meczu fazy grupowej United Cup 2023. Szwajcarka wygrała tylko w US Open 2021. Ale teraz w United Cup bryluje. Wygrała zarówno wszystkie cztery pojedynki singlowe, jaki i cztery w mikście.
- Bencić szuka szybkiego kończenia akcji. Im dłużej będą trwały wymiany, tym lepiej dla Igi. Ważne też, by Polka posyłała długie piłki, spychała Szwajcarkę w głąb kortu - wskazywał komentator Polsatu Sport Dawid Olejniczak.
W inauguracyjnej odsłonie Świątek początkowo się to udawało. Tempo wymian budziło podziw, a obie tenisistki posyłały – jak to określali komentatorzy - bomby returnowe. Obie też słabiej serwowały i dlatego nie brakowało w tej partii przełamań. Łącznie było ich pięć.
Ale zanim doszło do "wysypu breaków", wszystko układało się w sposób wymarzony dla faworytki, która wygrała pierwsze trzy gemy. Zanim jednak tak się stało, rozbawiła wszystkich oglądających ten mecz. Tenisistka współpracująca z trenerem Wimem Fissettem w trzecim gemie posłała dwa asy i ruszyła w stronę ławki. Była bowiem pewna, iż już prowadzi 3:0, a brakowało jej do tego jeszcze punktu. Potrzeba było potem kilku wymian, zanim zawodniczki rzeczywiście mogły udać się na przerwę między gemami.
Bencić była wtedy nieco podirytowana, ale irytację przekształciła w sportową złość. Teraz to Polka po jednej z akcji machała sfrustrowana rękami, ale nie pozwoliła się całkiem zdominować. Korzystała też ze swojego wielkiego atutu, jakim jest poruszanie się po korcie.
- Nagrywać, pokazywać. Tak wygląda praca nóg – rzucił komentator Polsatu Sport. A po chwili dodał: "Można odetchnąć", gdy Polka po 48 minutach zamknęła ten niełatwy set.
Wydawało się, iż wszystko jest na dobrej drodze, a tymczasem zaczął się dramat sześciokrotnej triumfatorki tytułów wielkoszlemowych. Mnożyły się jej błędy, a przewaga rywalki rosła błyskawicznie. Niekiedy Szwajcarce sprzyjało też szczęście, ale przede wszystkim zbierała owoce świetnej gry. Świątek z kolei robiła się coraz bardziej przygnębiona i jakby znikała z kortu. Nie pomogła też ofiarna i efektowna akcja, w której Polka się przewróciła, ale gwałtownie pozbierała i zdobyła punkt.
Serię siedmiu przegranych gemów przerwała dopiero przy stanie 0:1 w decydującej partii. Wydawało się potem, iż na nowo wstąpiła w nią energia. Zaczęła lepiej serwować. Ale zamiast powrotu na adekwatne tory, została przełamana w czwartym gemie i znów gasła, a Bencić brylowała w najlepsze. Świątek w ósmym gemie obroniła jeszcze dwie piłki meczowe, ale było to tylko odroczenie wyroku.
Przed szansą na przedłużenie nadziei Polaków stanie teraz Hubert Hurkacz. Pokazujący się jak na razie z bardzo dobrej strony w pierwszym od siedmiu miesięcy starcie w turnieju, zmierzy się ze Stanem Wawrinką, który w marcu skończy 41 lat. Gdyby pokonał mającego na koncie trzy tytuły wielkoszlemowe Szwajcara, żegnającego się w tym sezonie z zawodowym tenisem, o triumfie w finale United Cup przesądzi rywalizacja mikstów. Biało-czerwoni po raz trzeci z rzędu dotarli do decydującego meczu, ale obie wcześniejsze próby były nieudane.

8 godzin temu











