Świątek prowadziła 6:1 z Rosjanką. Nagle całkowite załamanie! Sceny w Melbourne

1 godzina temu
Iga Świątek pokonała Annę Kalińską 6:1, 1:6, 6:1 w trzeciej rundzie Australian Open. Po fantastycznym początku spotkania Polka obniżyła poziom gry, ale w trudnym momencie zdołała się podnieść i pokonać Rosjankę. Teraz jednak nie zagra z Naomi Osaką, która nieoczekiwanie wycofała się z turnieju.
Iga Świątek (2. WTA) do trzeciej rundy Australian Open 2026 awansowała bez straty seta, ale kibice niepokoili się liczbą błędów Polki w pierwszych dwóch spotkaniach oraz nie zawsze pewnym serwisem. W kolejnym meczu nasza tenisistka trafiła na Rosjankę Annę Kalińską (33.), z którą w zeszłorocznym US Open dokonała rzeczy wyjątkowej - odrobiła straty ze stanu 1:5, obroniła cztery piłki setowe i zwyciężyła 7:6, 6:4.

REKLAMA







Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. "Mam nadzieję, iż jeszcze sporo przede mną"



W sobotę w Melbourne Świątek zaczęła bardzo dobrze - po 11 minutach prowadziła już 3:0. Wygrała swojego pierwszego gema do zera, posyłając asa, świetny bekhend po linii, a na koniec forhend w linię. Po chwili przełamała rywalkę, popisując się genialnym returnem. Rosjanka była pod presją i się myliła - stąd m.in. podwójny błąd serwisowy, a na koniec trafienie w siatkę. - Widać napięcie po obu stronach, ale to Anna ma więcej prostych błędów. Bardzo intensywny start - ocenił komentujący w Eurosporcie Piotr Sierzputowski, były trener Świątek.
Set w 24 minuty
Nasza tenisistka szczególnie dobrze radziła sobie z bekhendowej strony, dzięki czemu budowała przewagę w wymianach. - To tym zagraniem ustawia sobie akcje - wskazywała komentatorka Justyna Kostyra. Kalińska próbowała różnych rozwiązań, ale nie była w stanie przejąć inicjatywy, a choćby jak szła do siatki, to nie była w stanie zdobyć punktu. Tak stało się na koniec piątego gema, gdy Rosjanka przyspieszyła, ale Polka kapitanie się obroniła i wolej rywalki wpadł w siatkę. Kalińska złapała się za włosy, a potem machnęła nerwowo ręką.


Świątek nie pozwalała przeciwniczce wejść w rytm. Od pierwszych piłek grała mocno, agresywnie, przez co zmuszona do obrony Kalińska nie miała jak zaatakować, a to jej naturalny sposób gry. W defensywie Rosjanka traci swoje atuty, a przy okazji popełnia koleje błędy. To dlatego znów została przełamana. Nie pomogły krzyki rosyjskich kibiców z trybun: „Anna, spokojnie". Nic to nie dało, Polka czuła się tak pewnie na korcie, iż puściła choćby asa z drugiego serwisu, co w jej przypadku stanowi rzadkość. Rozbiła rywalkę w pierwszej partii 6:1 w zaledwie 24 minuty.
Zaskakujący zwrot
Drugi set zaczął się inaczej, bo Świątek częściej psuła zagrania, grała z mniejszymi spokojem. Rywalka też jeszcze więcej ryzykowała, jakby czując, iż nie ma innej metody na zatrzymanie Polki. Po chwili było 2:0 dla Kalińskiej, a po jednym z jej returnów Świątek wyglądała na wściekłą. - Nie będziemy czytać z jej ruchu warg - przyznała Kostyra.



Wiceliderka rankingu za moment odrobiła straty, bo gdy tylko rozrzucała rywalkę po korcie, zwykle zdobywała punkty. Rosjanka niby słabo się poruszała, z każdym kolejnym uderzeniem miała coraz większy problem z dojściem do piłki, a jednak jej przewaga urosła aż do 4:1, bo Polka obniżyła poziom gry. - Słabiej podaje Iga niż w pierwszym secie, też te decyzje były wcześniej zdecydowanie lepsze - komentował Sierzputowski.
Czytaj także: Urban nagle wypalił o Lewandowskim
Liczba błędów po stronie Świątek rosła i zrobiło się 1:5. Bekhendy przestały pomagać, brakowało zróżnicowania w uderzeniach, brakowało topspinu. Polka nie próbowała zagrać wolniej, a potem szybciej - wszystko było w jednym rytmie, co służyło rywalce. Kalińska wyraźnie miała kłopot ze zdrowiem, bo - jak zauważyli komentatorzy - odczuwała ból barku, ale to ona wygrała partię 6:1 w 40 minut.
Świątek w czwartej rundzie!
Początek trzeciego seta był nerwowy - Świątek prowadziła 40:0, po chwili zaliczyła dwa podwójne błędy serwisowe, ale na koniec trafiła w linię i wygrała gema. Widać było na jej twarzy ulgę, gdy okazało się, iż ten forhend nie okazał się autowy. Za moment poszła za ciosem, grając z większą kontrolą nad uderzeniami, a jednocześnie głęboko. Wróciła do zagrań z początku meczu i rozrzucała umiejętnie Kalińską. Rosjanka w pewnym momencie złapała się za głowę po jednym z forhendów w siatkę.



gwałtownie zrobiło się 3:0, a choćby 4:0 dla Świątek, bo rywalka do zera straciła podania - jakby zabrakło jej już wiary, iż może odwrócić losy rywalizacji. I już do końca prawie wszystko układało się korzystnie dla Polki - co prawda musiała jeszcze bronić trzech break pointów w ostatnim gemie, ale po chwili cieszyła się z wygranej.
Po tym zwycięstwie Świątek awansowała do czwartej rundy w Melbourne. Jej kolejną rywalką będzie reprezentantka gospodarzy, kwalifikantka Maddison Inglis (168. WTA), gdyż Naomi Osaka (17.) z powodów zdrowotnych oddała mecz walkowerem.
Relacje z imprezy w Sport.pl, transmisje w Eurosporcie oraz na platformie HBO Max.
Idź do oryginalnego materiału