Świątek narzeka na problem, który sama stworzyła. Miażdżące

1 miesiąc temu
Zdjęcie: Fot. Amr Alfiky / REUTERS


Iga Świątek ma rację, ale co z tego. Problemu z tenisowym kalendarzem nikt nie naprawi na jej życzenie. Polka musi sobie z tym poradzić sama i to zupełnie inaczej - pisze Michał Kiedrowski ze Sport.pl.
Iga Świątek 247*, Aryna Sabalenka 209, Coco Gauff 211. To liczba meczów, jakie trzy w tej chwili najlepsze tenisistki rankingu WTA rozegrały od początku sezonu 2022 do dziś. Te liczby zawierają nie tylko mecze z turniejów WTA i Wielkiego Szlema, ale także spotkania w ramach drużynowego BJK Cup czy igrzysk olimpijskich. Wszystkie oficjalne mecze na najwyższym poziomie. Już na pierwszy rzut oka widać, jak wielką przewagę ma Polka w tej statystyce. To jakby w ciągu ostatnich 38 miesięcy rozegrała o co najmniej pół sezonu więcej niż jej rywalki. A tu jeszcze trzeba wspomnieć o zawieszeniu Polki, przez które straciła ona dwa miesiące startów w jesiennych turniejach w 2024 roku.


REKLAMA


Zobacz wideo


Iga Świątek nie pierwszy raz narzeka na napięty kalendarz
Przytaczam te liczby, żeby pokazać, w jakim kontekście Świątek wypowiedziała swoje kontrowersyjne słowa po odpadnięciu z turnieju w Dubaju: - Na pewno ma to związek z kalendarzem. Nie jesteśmy w stanie grać przez wiele lat, tydzień po tygodniu. Mam wrażenie, iż kalendarz nam nie sprzyja, to na pewno. Musimy zmieniać kontynenty, nawierzchnie, piłki. To nie jest łatwe.
W Dubaju Świątek odpadła w ćwierćfinale z Rosjanką Mirrą Andriejewą. Polka przegrała 3:6, 3:6, a 17-latka zanotowała potem życiowy sukces, wygrywając cały turniej. Tłumaczenie Polki wywołało sporo negatywnych komentarzy. Zresztą nie pierwszy raz 23-latka z Raszyna narzeka na napięty grafik.


Najostrzej te narzekania potraktowała Martina Navratilova. Gdy Świątek przed US Open 2023 mówiła o zmęczeniu sezonem, urodzona w Pradze 18-krotna mistrzyni Wielkiego Szlema wypaliła: - jeżeli nie ma siły i jest aż tak zmęczona psychicznie, niech nie gra. Niech weźmie wolne i skoncentruje się na turniejach kończących sezon. Niech zmusi się do wzięcia urlopu, na co nigdy nie dała sobie przyzwolenia i co choćby nie przyszło jej do głowy.
Navratilova grała choćby po 100 meczów w sezonie
- Nie mam dla niej współczucia, gdy pomyślę, przez co my przeszłyśmy - dodała Navratilova. Rzeczywiście, w czasach, gdy była na szczycie, rozgrywała choćby ponad 110 meczów w sezonie, który zaczynał się na początku stycznia, a kończył tydzień przed świętami Bożego Narodzenia. Najlepsze tenisistki nie były jednak tak obciążone podróżami jak teraz. Miały większą swobodę w wyborze turniejów. Navratilova większą część roku spędzała w Stanach Zjednoczonych, a w inne części świata latała na turnieje o wiele rzadziej niż dzisiejsze zawodniczki z czołówki. Poza tym intensywność meczów była inna, gra nie wymagała takiej pracy na siłowni jak dziś. Na dodatek różnica między światową czołówką, a resztą zawodniczek, była dużo większa. Dopiero w XXI wieku kobiecy tenis stał się sportem naprawdę globalnym. I to nie tylko, jeżeli chodzi o popularność, ale też o liczbę krajów, których reprezentantki zaczęły dobijać się do światowej czołówki.


W 2010 roku w rozmowie z "New York Times" gwiazda tenisa, Kim Clijsters mówiła: - Kiedy zaczynałam, wszystkie najlepsze zawodniczki uważały, iż Wielkie Szlemy zaczynają się w ćwierćfinałach, ponieważ wczesne rundy były tak łatwe i wystarczyło dać z siebie 50 procent, aby przez nie przejść. Teraz muszę dawać z siebie co najmniej 85 do 90 procent od początku turnieju. Venus i Serena podniosły poprzeczkę dla wszystkich. Wszyscy musieliśmy wrócić na siłownię. Młodsze zawodniczki to zauważyły i teraz uderzają coraz mocniej.


Wielka Serena Williams miała tylko jeden sezon, w którym zagrała więcej meczów, niż Świątek grała w latach 2022-24. W 2013 roku Amerykanka zagrała 83 mecze, a w innych choćby w najbardziej intensywnych latach grała po 61-64. Natomiast Świątek w trzech kolejnych latach zagrała 76, 80 i 73 mecze. I nie tylko Sabalenka nie miała ani jednego aż tak intensywnego sezonu - do liczby meczów Polki nie zbliżyły się w ciągu najlepszych swoich lat ani Ashleigh Barty, ani Simona Halep, ani Naomi Osaka, czyli trzy poprzednie liderki rankingu.
Iga Świątek nakłada na siebie
Świątek, jeżeli chodzi o obciążenie występami na korcie, jest naprawdę wyjątkowa na tle swoich rywalek. Może więc jej problem nie polega na tym, iż grafik ma zbyt napięty, ale na tym, iż nie potrafi odpuścić. Nie może się pogodzić, iż przy takiej intensywności sezonu, nie ma możliwości, żeby w każdym turnieju była w topowej formie. Zwalanie winy na napięty grafik, to raczej nie jest najlepsza metoda z radzeniem sobie z frustracją po porażce.
I nie chodzi o to, czy Świątek ma tu rację. Oczywiście, iż zmiana piłek, nawierzchni, otoczenia, wilgotności i temperatury powietrza z tygodnia na tydzień może być problemem. Oczywiście, iż zawodniczki, które wcześniej odpadają w Dausze, mają potem większe szanse w Dubaju, co udowodnił ostatni turniej. Tyle tylko, iż narzekanie na ten system do niczego nie prowadzi. Warunki są takie same dla wszystkich tenisistek. I tak samo jak Świątek nie poradziły sobie z tym Sabalenka, czy Gauff, które bardzo wcześnie odpadły i w Dubaju, i w Dausze.


Mam jednak nieodparte wrażenie, iż obie wielkie rywalki Polki nie nakładają na siebie tak ogromnej presji jak Świątek. Po raszyniance widać, iż każdą porażkę ciężko przeżywa, jakby w każdym meczu musiała coś udowodnić.


Tymczasem tak nie jest. Ona ma już swoje miejsce w historii, jest już ikoną i choćby jeżeli już żadnego turnieju w karierze nie wygra, nikt nie pozbawi jej tej chwały, której dostąpiły tylko nieliczne zawodniczki w historii. Naprawdę Świątek nie musi się spinać na każdy mecz i każdy turniej. Może sobie pozwolić na chwilę luzu i słabości. I nie musi szukać wymówek w zmianie piłek i nawierzchni, zwłaszcza iż to jej nie przysparza popularności. Polecam metodę dużo mniej utalentowanych i utytułowanych zawodników, którzy po prostu wzdychają i mówią po porażkach z rozbrajającą prostotą: "Taki jest sport, panie redaktorze".
To nie w Dubaju czy Dausze tenisiści i tenisistki zdobywają swoją wielkość, ale w Melbourne, Paryżu, Londynie i Nowym Jorku. I Świątek pokazała, iż to na tych największych arenach potrafi błyszczeć. Naprawdę nie trzeba rozgrywać 80 meczów w sezonie, by być numerem 1.
* wszystkie liczby meczów zawodniczek w okresie na podstawie portalu statystycznego Tennisabstract.com
Idź do oryginalnego materiału