W pewnym momencie Wolverhampton ciągle przegrywało, przegrywało i przegrywało. Nowy trener Rob Edwards na starcie niczego nie zmienił i rozpoczął pracę od siedmiu porażek z rzędu. Teraz wyniki Wilków wyglądają trochę lepiej. Oczywiście nie na tyle, żeby się utrzymać, bo spadną na pewno, ale przynajmniej nie jako najgorsza drużyna w historii Premier League.
Trener Wolves powiedział nawet, iż wizja zakończenia sezonu z mniejszą liczbą punktów niż rekordowe Derby County „wisiała nad ich głowami”. Barany w okresie 2007/08 zdobyły zaledwie 11 punktów, notując w 38 kolejkach jedno zwycięstwo. Wolverhampton ciągle do nich porównywano. Czy będą najgorsi? Otóż nie będą.
Dopiero w styczniu przerwali passę 23 meczów bez wygranej w Premier League. Pokonali wówczas 3:0 West Ham. Tym razem sprawili dużo większą niespodziankę, a może i choćby sensację, bo ograli prawdopodobnego uczestnika Champions League, a więc zajmującą trzecią lokatę Aston Villę.
Wolverhampton może odetchnąć. Są gorsi
Mecz Wilków z Aston Villą nie należał do porywających. W pierwszej połowie padło zaledwie sześć strzałów. Jedyna sensowna akcja to chyba ta, w której asystę mógł mieć Matty Cash, zagrywając piłkę z prawej strony do Douglasa Luiza. Ten z woleja uderzył jednak w środek bramki.
W drugiej połowie było już znacznie ciekawiej, a takiej akcji jak przeprowadziły Wilki nie powstydziłyby się najlepsze w lidze zespoły – dogranie z prawej strony, przytomne zgranie Adama Armstronga i uderzenie Joao Gomesa od poprzeczki. Emiliano Martinez nie miał najmniejszych szans.
Well worked. Well taken. @GomesOficial08 firing us in front pic.twitter.com/RyJ8SjrJQm
— Wolves (@Wolves) February 28, 2026
Aston Villa próbowała odpowiedzieć, ale Wolves dobrze się broniło. Yerson Mosquera wybił choćby piłkę niemal z linii bramkowej. W samej końcówce za to podopieczni Roba Edwardsa wyprowadzili kontrę w przewadze i zamknęli mecz. Do siatki trafił tym razem inny z Gomesów – Rodrigo, który pojawił się na boisku już w doliczonym czasie gry.
Jeszcze w grudniu Matt Doherty, najstarszy zawodnik w kadrze, grzmiał w stronę kolegów: – Czy chcemy być zapamiętani jako ci, którzy walczyli do końca sezonu, czy jako tchórze, którzy wybrali łatwiejszą opcję, np. próbowali odejść w styczniu, nie walczyli i nie trenowali, a pozwolili innym zająć nasze miejsce? Będziemy potrzebować wszystkich, którzy są tu teraz, aby odnaleźć poziom, na jakim byliśmy w zeszłym sezonie.
Teraz może być zadowolony, bo motywacja, by się podnieść nie jest w takiej sytuacji łatwa. Wolverhampton na pewno zleci z ligi i to z ostatniego miejsca, ale przynajmniej nie zapisze się w historii Premier League i skończą się te denerwujące wszystkich w klubie porównania do Derby County.
W poprzednim sezonie Premier League byliśmy świadkami podobnej „gonitwy”. Wtedy Southampton z Janem Bednarkiem w składzie także walczyło o to, by uniknąć miana najgorszego zespołu w historii Premier League. Jeszcze w 29. kolejce Święci mieli na koncie tylko dziewięć punktów. Po drodze uciułali jeszcze trzy remisy, a przebili Derby… sensacyjnym remisem z Manchesterem City (0:0).
Wolverhampton też ma na koncie jeden absolutnie niewiarygodny remis. Urwało bowiem punkty Arsenalowi w ostatnich minutach i to doprowadzając do wyrównania ze stanu 0:2, gdy nic na to nie wskazywało.
CZYTAJ WIĘCEJ O PREMIER LEAGUE NA WESZŁO:
- Trener rewelacji tego sezonu z nowym kontraktem
- Piłkarz Chelsea wytłumaczył się z łez. „Nie było mnie tam”
- Carrick już wrócił do wygrywania. Wystarczyła jedna kontra
Fot. Newspix

7 godzin temu

















