Wojna o sukcesję w Grupie Polsat Plus i całym imperium Zygmunta Solorza dobiega końca. Wszystko wskazuje na to, iż wygrało prawo, a nie zakulisowe gierki. Próba przejęcia kontroli nad imperium Zygmunta Solorza przez osoby spoza kręgu rodzinnego zakończyła się fiaskiem. Decyzje sądów, w tym ostateczny werdykt w Liechtensteinie, jasno pokazały, komu przysługuje realna kontrola nad biznesem.
Systematyczne odwoływanie Zygmunta Solorza i Joanny (Justyny) Kulki z rad nadzorczych spółek Grupy Polsat Plus to nie przypadek, ale konsekwencja przegranej strategii opartej na presji i personalnym konflikcie. Kulka – uznawana za główną sprawczynię eskalacji sporu – została całkowicie odsunięta od wpływów. Została na lodzie. Bez funkcji, bez zaplecza, bez kart przetargowych.
W tej historii nie ma zwycięstwa sprytu nad zasadami. Jest za to klasyczna lekcja: w dużym biznesie – jak w starym, dobrym rzemiośle – własność, prawo i ciągłość mają znaczenie. A manipulacja, choćby dobrze opakowana, prędzej czy później przegrywa z rzeczywistością.

















