
Spotkanie Rakowa Częstochowa z Lechem Poznań przyniosło aż siedem bramek i mnóstwo emocji. Po końcowym gwizdku więcej niż o wyniku mówiło się jednak o sytuacji z pierwszej połowy, gdy doszło do spięcia między Ivím Lópezem a Jonatanem Brautem Brunesem.
Raków objął prowadzenie już w 8. minucie po rzucie karnym. Do piłki ostatecznie podszedł Brunes i wykorzystał jedenastkę. Chwilę wcześniej futbolówkę w rękach trzymał jednak Ivi López, co wywołało widoczne napięcie między liderami zespołu.
Ivi López Jonatan Brunes rzut karny. Mielcarski komentuje
Sytuację skomentował na antenie TVP Sport Grzegorz Mielcarski. Były reprezentant Polski nie pozostawił wątpliwości, iż takie obrazki mogą budzić niepokój.
„Widać, iż to nie są koledzy, a przecież są liderami tego zespołu. Tak się nie robi. Niczego nie wyrokuję, ale podobne obrazki nie świadczą o tym, iż w szatni dobrze się dzieje. Mocny zespół potrafi rozwiązywać takie sytuacje” – stwierdził.
Raków mimo sześciu zdobytych bramek w całym meczu nie wywiózł z Poznania punktów. Lech wygrał przed własną publicznością, a częstochowianie musieli przełknąć gorycz porażki.
Co dalej z Rakowem?
Zespół z Częstochowy zajmuje w tej chwili piąte miejsce w tabeli Ekstraklasy. Przed nim kolejne wyzwanie. W czwartek zmierzy się z Avią Świdnik w ćwierćfinale Pucharu Polski.
Czy spięcie między Ivím Lópezem a Brunesem okaże się jedynie chwilowym zgrzytem, czy zapowiedzią głębszego problemu? Najbliższe tygodnie mogą dać odpowiedź.

3 godzin temu














