Niemieckie biegi przyśpieszyły. Tylko w tym sezonie aż trzech naszych zachodnich sąsiadów „złamało” 13 minut na 5000 metrów. Jedną z osób, która stoi za postępem, jest legendarna trenerka Isabelle Baumann. Jej zdaniem eksplozja wyników to efekt długofalowego procesu, w którym kluczem jest precyzyjna kontrola intensywności treningowej.
Niemcy wrzucili piąty bieg i nie ściągają nogi z gazu
Rok temu podczas mitingu Diamentowej Ligi w Rabacie Frederik Ruppert poprawił 26-letni rekord Niemiec na 3000 m z przeszkodami, mijając kreskę w 8:01.49. Wynik robił tym większe wrażenie, iż Niemiec poprawił życiówkę o 14 sekund… W tym roku, również w Maroku, Ruppert był jeszcze lepszy. Jego 7:57.80 to nowy rekord Europy. Wcześniejszy, 8:00.09, od 2013 roku dzierżył Francuz Mahiedine Mekhissi.
– To było szaleństwo. Już samo zbliżenie się do granicy 8 minut rok temu było wielką rzeczą, ale teraz mam siódemkę z przodu, to było moje wielkie marzenie – tak na gorąco komentował swój wyczyn Ruppert i przyznał, iż głównym celem na ten sezon jest złoto mistrzostw Europy.
Trzy dni po Rabacie o niemieckich biegach znowu zrobiło się głośno. Ponownie za sprawą Rupperta, ale nie tylko. W fińskim Turku przeszkodowiec pokonał 5000 m w 12:57.61 i przegrał… z bawarskim policjantem. Florian Bremm finiszował niecałą sekundę szybciej (12:56.80) i wskoczył na trzecie miejsce niemieckiej listy wszech czasów. Otwiera ją Mohamed Abdilaahi (12:53.63 z 2025 roku).
Człowiek złośliwy wspomniałby w tym momencie, iż rekord Polski wynosi 13:17.69 i od 50 lat należy do Bronisława Malinowskiego, ale my złośliwi nie jesteśmy. Jak dużo dobrego dzieje się w ostatnim czasie w niemieckich biegach, dobrze ilustruje też tabela ALL-TIME w męskim maratonie. W pierwszej dwunastce najlepszych wyników wszech czasów znajduje się dziesięć uzyskanych tylko w sezonach 2024–2026. Listę otwiera 2:04:03 Amanala Petrosa (2025). Dwunasty wynik to 2:08:55, który w grudniu ubiegłego roku w Walencji nabiegał Simon Boch.
I oczywiście za część sukcesów odpowiadają zawodnicy o wschodnioafrykańskich korzeniach, tacy jak Petros czy Abdilaahi. Jednak trudno nie zauważyć, iż po drugiej stronie Odry w ostatnich latach wydarzyła się biegowa eksplozja wyników, która nie ominęła też Niemców z dziada pradziada.
Heat training w piwnicy i w dwa lata z niebytu do gwiazd
Frederik Ruppert (rocznik 1997) swoją przygodę z lekkoatletyką rozpoczął jako ośmiolatek. Jego talent został dostrzeżony podczas rywalizacji szkół podstawowych. Początkowo biegał na 400 i 800 metrów, żeby ostatecznie trafić do 3000 m z przeszkodami. – W tej konkurencji najbardziej podoba mi się jej wszechstronność. Dzięki temu zawsze może wydarzyć się coś nieoczekiwanego – podkreśla.
W roku 2019 Niemiec został młodzieżowym mistrzem Europy, później jego kariera jednak przygasła. Sezon 2023 zamykał z wynikiem 8:26.61 i zaledwie szóstym miejscem na mistrzostwach kraju. Wystarczyły dwa lata i zaczął toczyć w Rabacie wyrównane pojedynki z legendą swojej konkurencji El Bakkalim, wygrał zawody Diamentowej Ligi w Zurychu, a wszystko okrasił kosmicznym rekordem Europy. Pozytywne zmiany przyszły wraz z dołączeniem, jesienią 2023 roku, do grupy treningowej Isabelle Baumann.
– Zacząłem biegać dużo więcej niż w poprzednich latach. Mój organizm bardzo dobrze zareagował na ten bodziec i jest to też dobre dla mojej głowy. Jeszcze w 2024 roku przed igrzyskami w Paryżu mój szczytowy tydzień to było 156 kilometrów. Teraz biegam tyle praktycznie tydzień w tydzień. Czasami zdarzy się 170 i też jest w porządku – mówił rok temu w podcaście Auslaufen Freddy Ruppert.
Niemiecki przeszkodowiec bardzo chwali sobie double threshold day, czyli dwie jednostki progowe w ciągu dnia. Żeby lepiej przygotować się do wyższych temperatur, jakie panują chociażby podczas Diamentowej Ligi w Maroku, Ruppert lubi trenować na bieżni mechanicznej w przydomowej piwnicy. – Mam takie podwójne dni, kiedy na poranny długi trening progowy schodzę do piwnicy, jest tam tylko małe okienko i robi się naprawdę gorąco, ale jestem przekonany, iż to hartuje.
Ruppert mieszka wraz z żoną w Nadrenii Północnej-Westfalii na zachodzie Niemiec. Tymczasem trenerka stacjonuje na południu, w Tybindze. kooperacja odbywa się więc głównie zdalnie. – Czasami jeżdżę do Isabelle na 1–2 tygodnie, żeby potrenować z grupą – wyjaśnił Freddy i dodał, iż jego treningowymi partnerami są m.in. Nils Voigt (2:08:22 w maratonie) i Max Thorwirth (13:10 na 5000 m). – Myślę, iż w ciągu ostatnich lat zmieniliśmy sposób myślenia o treningu biegowym. Odeszliśmy od wysokiej intensywności na rzecz większej objętości. Trening progowy uczynił wielkim Jakoba Ingebrigtsena, dlatego wielu trenerów i zawodników wzoruje się w tej chwili na tym podejściu – tak Ruppert podsumował coraz lepsze wyniki niemieckich biegaczy długodystansowych w rozmowie z serwisem bwleichtathletik.de.
Nie wszystko jednak w najnowszej historii biegacza układa się idealnie. Ubiegłoroczne mistrzostwa świata w Tokio okazały się wielkim rozczarowaniem. Do Japonii Ruppert pojechał jako właściciel drugiego wyniku w stawce, a zakończył rywalizację na 12. miejscu. Freddy relacjonował, iż na końcowych metrach czuł się, „jakby ktoś wyciągnął mu wtyczkę z gniazdka”. – Nie udało mu się czerpać siły z roli faworyta, w której znalazł się dzięki znakomitym startom w sezonie. Zamiast go to uskrzydlić, ta sytuacja go przytłoczyła i dlatego nie potrafił znaleźć klucza do tego biegu – oceniła występ swojego podopiecznego Isabelle Baumann.
W Niemczech przerobili polskie problemy?
Dziś w Niemczech mówi się o wielkim powrocie biegów długodystansowych, ale jeszcze kilka lat temu powodów do zachwytu nie było. Atmosferę panującą u naszych sąsiadów dobrze ilustruje wywiad, którego Isabelle Baumann udzieliła portalowi bwleichtathletik.de podczas budapesztańskich mistrzostw świata w 2023 roku.
Foto. Daniel GeigerPrzeprowadzający rozmowę zapytał kadrową trenerkę, z czego wynika fakt, iż niemieccy biegacze i biegaczki „tak bardzo stracili kontakt ze światową czołówką?”. Baumann odpowiedziała, iż „sama chciałaby poznać odpowiedź na to pytanie”, ale jednocześnie dorzuciła kilka hipotez. W jednej z nich sugeruje, iż należałoby „wrócić do starych metod”. – Zbyt mocno skupialiśmy się na Afrykanach, zamiast wypracowywać własne koncepcje treningowe. Myślę, iż utraciliśmy też odpowiednią mentalność i wolę osiągania sukcesów.
Dziennikarz, zainspirowany odpowiedzią trenerki, postanowił drążyć wątek „odpowiedniej mentalności” i dopytał, czy niemieckim zawodnikom „brakuje motywacji oraz pełnego zaangażowania?”. – Mamy wyraźny problem społeczny związany z podejściem do sportu wyczynowego. Musimy zacząć od systemu szkolnego. Kształcenie nauczycieli wychowania fizycznego straciło na znaczeniu. Zrezygnowano z promowania dążenia do wysokich wyników. Organizuje się gry, w których nie ma przegranych – mówiła Baumann.
Jednocześnie jako przyczynę słabych wyników niemieckich biegaczy trenerka wskazała na „system zabezpieczenia zawodników”, w którym pozytywny wyjątek ma stanowić zatrudnienie w Policji Federalnej. – Dobrym przykładem jest Katharina Trost (multimedalistka mistrzostw Niemiec w biegach średnich – red.). Po ukończeniu studiów nauczycielskich, przygotowując się do igrzysk olimpijskich w Paryżu, złożyła wniosek o możliwość pracy w niepełnym wymiarze godzin, zamiast realizować pełny etat wynoszący 28 godzin tygodniowo. Jej wniosek został odrzucony przez ministerstwo edukacji. W takich sytuacjach nie można się dziwić, iż zawodnicy ostatecznie rezygnują z kariery sportowej – skonstatowała Baumann.
Jak widać po najnowszych wynikach na długich dystansach, Niemcy odrobili lekcję i postanowili gonić świat. W Polsce dyskusje o złym systemie, błędnym treningu czy niskiej motywacji zawodników przez cały czas trwają.
Baumann: rewolucji nie było
Zdaniem Isabelle Baumann za poprawą wyników w ostatnich sezonach stoi konsekwentne wdrożenie modelu treningowego opartego na dużej objętości i niskiej intensywności. Do tego doszedł wyższy poziom świadomości sportowców. – Freddy trenuje na 120 procent, nie pozwalając sobie na żadne rozpraszacze – powiedziała z uznaniem o Ruppercie.
W czerwcu 2024 roku w podcaście magazynu Runner’s World Baumann przekonywała, iż „nic rewolucyjnego w niemieckim bieganiu się nie wydarzyło”. – Nic nie można zmienić w fizjologii człowieka. Czyli to, jak rozwija się wytrzymałość i szybkość, pozostało niezmienione. Myślę, iż najbardziej zmieniło się to, jak ściśle wszystko jest teraz monitorowane – podkreśliła.
I dodała: – Mamy dokładniejszy przegląd tego, co faktycznie dzieje się w ciele sportowca (…) Każdy sportowiec ma teraz swoje własne mobilne urządzenie do pomiaru mleczanu. Wykonuje się pomiary zapasów węglowodanów, prawdopodobnie niedługo pojawi się ciągły monitoring mleczanu, czyli taki chip, jaki mają diabetycy do pomiaru poziomu cukru we krwi (…) Dzisiaj po prostu możliwe jest lepsze sterowanie bodźcami i lepsze włączanie ich w długoterminowy proces treningowy.
Isabelle Baumann podkreśla, iż w treningu długodystansowym ważna jest cierpliwość i spokojne budowanie tlenowej bazy. – Zawsze mówię, iż jeżeli ktoś zepsuł zimę, był chory lub były inne okoliczności, które uniemożliwiły ciągłość przez 10–12 zimowych tygodni, to tego nie da się na już odrobić. Wtedy zaczyna się tylko łatanie dziur.
Ważnym elementem koncepcji treningowej Baumann jest, kojarzony m.in. z norweską szkołą, threshold (próg). Podchodzi jednak do niego z rezerwą, zwłaszcza w przypadku dwóch tego typu jednostek jednego dnia (double threshold day). – Długo się przed tym broniłam. Prosiłam lekarzy, żeby podali mi wyraźną, udokumentowaną korzyść, dla której miałabym to wdrożyć. I z medycznego punktu widzenia nikt mi jej nie potwierdził. Poza tym widzę, iż coraz częściej pojawiają się absurdalne wersje progu. Wykonuje się choćby „Post-Race Threshold”, czyli ludzie startują w zawodach, a po nich wykonują jeszcze trening progowy. Są też „Pre-Race Thresholds”, które widziałam na żywo po raz pierwszy w 2023 roku u Jimmy’ego Grissiera i Mike’a Foppena. Przed finałem w Budapeszcie wykonali 2000 metrów jako próg, przy temperaturze 35 stopni Celsjusza. Przy takich rzeczach zawsze mam pewne znaki zapytania – wyjaśniła Baumann.
W stosunku do swoich zawodników trenerka stosuje zróżnicowane podejście, jeżeli chodzi o liczbę treningów progowych. Dla Maxa Thorwirtha podwójny próg jednego dnia okazał się „irytujący” i z niego zrezygnowała. – Inaczej ma Freddy Ruppert. On lubi to robić, sprawia mu ten trening przyjemność. Jest bardzo wytrzymałym facetem, którego rzadko coś boli – powiedziała Baumann i dodała, iż w przypadku Hanny Klein (z życiówką 14:51 na 5000 m) pozostało inaczej i u niej double threshold nie pojawia się wcale.
Doping ukryty w paście do zębów? interesująca historia państwa Baumann
Isabelle Baumann w przeszłości była czołową austriacką biegaczką na 3000 i 5000 m. W 1984 roku podczas zawodów w Austin (w stanie Teksas) ustanowiła rekord Austrii w biegu na 5000 metrów, uzyskując 16:27,2. Miała wtedy zaledwie 21 lat. Jej karierę cztery lata później przerwała kontuzja. Baumann (wtedy jeszcze znana pod panieńskim nazwiskiem Hozang) dość gwałtownie zajęła się trenowaniem innych.
Ukończyła studia na Uniwersytecie Wiedeńskim jako nauczycielka wychowania fizycznego. Tytuł jej pracy dyplomowej brzmiał: „Odkrycia naukowe i praktyczne doświadczenie dotyczące wpływu treningu wysokościowego na wydolność w biegach długodystansowych”.
W 1991 roku pod jej opiekę trafił wicemistrz olimpijski z Seulu (1988) na 5000 m, Dieter Baumann, z którym niedługo później wzięła ślub. W Barcelonie (1992) ich kooperacja zaowocowała tytułem mistrza olimpijskiego. Dieter w pokonanym polu zostawił koalicję kenijsko-etiopską, finiszując w 13:12.52. Pięć lat później Baumann, pod okiem żony, ustanowił swój rekord życiowy – 12:54.70. Był pierwszym Europejczykiem, który rozprawił się z granicą 13 minut.
Isabelle Baumann w latach 90. odpowiadała nie tylko za sukcesy męża, ale też innych zawodników kadry Niemiec w biegach długodystansowych. Pod jej skrzydłami znaleźli się chociażby Stephane Franke (brązowy medalista ME na 10 000 m) czy Damian Kallabis (mistrz Europy na 3000 m z przeszkodami). Z pracy dla lekkoatletycznego związku Isabelle zrezygnowała na początku XXI wieku, niedługo po głośnej aferze dopingowej z udziałem… jej męża.
Wszystko zaczęło się po mistrzostwach Europy w Budapeszcie (1998). Niemieccy długodystansowcy wrócili z nich w doskonałych humorach. Dieter Baumann zdobył srebro na 10 000 m, a Stephane Franke na tym samym dystansie sięgnął po brąz. Damian Kallabis przebił kolegów, zostając mistrzem Starego Kontynentu na 3000 m z przeszkodami. Trzy miesiące po węgierskim sukcesie główny lekarz niemieckiego związku lekkiej atletyki poinformował, iż we krwi Frankego i Kallabisa znaleziono ślady hydroksyetyloskrobi (HES). HES nie był środkiem niedozwolonym, ale miał zastosowanie w maskowaniu środków dopingujących, co uruchomiło spekulacje. Zawodnicy tłumaczyli, iż użyli HES dla poprawy krążenia, ze względu na panujące w Budapeszcie trudne warunki termiczne.
Rok później z zarzutów dopingowych musiał tłumaczyć się trzeci z medalistów, Dieter Baumann. W jego przypadku sprawa miała jednak większy kaliber. W próbkach moczu niemieckiej supergwiazdy wykryto nandrolon. Biegacz postanowił walczyć o swoje dobre imię i przekonywał służby, iż padł ofiarą spisku. W jego wersji nandrolon wstrzyknięto mu do pasty do zębów podczas zgrupowania w Sankt Moritz. W kręgu podejrzanych znaleźli się Franke i Kallabis. Początkowo wydawało się, iż Baumann zdoła przejść przez aferę suchą stopą, ponieważ niemiecki związek lekkoatletyki cofnął jego zawieszenie. Podobnej wyrozumiałości nie miały światowe władze, które „wyrzuciły” biegacza z rywalizacji na dwa lata. Po powrocie z banicji Baumann w 2002 roku, jako 37-latek, został wicemistrzem Europy na 10 000 m. Rok później zakończył karierę.
Isabelle w 2021 roku na prośbę niemieckiej centrali wróciła do roli trenera kadrowego. Jak widać po wynikach Rupperta i reszty, z sukcesami. Do pełni szczęścia brakuje jedynie medali. Okazja do pokazania światu, iż nie tylko Andreas Almgren i Jimmy Gressier przebili szklany sufit, będzie już w sierpniu podczas mistrzostw Europy w Birmingham.
Fot.: Andreas Grieß

5 godzin temu










