Najedliśmy się nerwów. Chcieliśmy, żeby Iga Świątek pokazała dobrą reakcję po niedawnych porażkach z Coco Gauff i Belindą Bencić w United Cup. Chcieliśmy, żeby w Australian Open 2026 weszła z drzwiami. A ona długo nie umiała znaleźć klucza, żeby otworzyć sobie mecz, którego teoretycznie nie mogła przegrać.
REKLAMA
Zobacz wideo Jaką Igę Świątek zobaczymy w 2026? Jej trener zapowiada zmiany
Chinka Yue Yuan to kwalifikantka. W światowym rankingu jest dopiero 130. Świątek już ją znała, bo we wrześniu pokonała ją 6:0, 6:3 w turnieju WTA 1000 w Pekinie. choćby biorąc pod uwagę niepokojące porażki Polki w Sydney, w United Cup, wszystko mówiła, iż jest murowaną faworytką tego starcia. Sztuczna inteligencja dawała Świątek aż 77 proc. szans na zwycięstwo. Ale niedoceniana Yuan na sto procent wierzyła, iż stać ją na to, żeby naszej faworytce się postawić. Widzieliśmy to od pierwszej piłki meczu.
Świątek sztywna i niepewna
Już w pierwszym gemie Świątek została przełamana. Za łatwo, za szybko, do 15. Po chwili Chinka dorzuciła gema na 2:0, przypominając, iż ma mocny serwis. Wysoka (178 cm wzrostu) tenisistka wprowadzała piłkę do gry z prędkościami w okolicach 180 km/h. A Świątek returnowała niecierpliwie i niedokładnie. I jeszcze gorzej serwowała. – To zaczyna niepokoić – powiedział Lech Sidor w momencie, w którym Yuan miała punkt na 3:0 z podwójnym przełamaniem. Były tenisista komentował mecz w Eurosporcie i podkreślał, iż forhend Świątek jest sztywny, niepewny.
Przed 0:3 Iga uratowała się tym forhendem i niedługo dogoniła rywalkę, notując przełamanie powrotne na 3:3. Realizator transmisji po raz kolejny pokazał nam wtedy zespół Polki. Od początku, mimo kłopotów Igi, wyglądało na to, iż i trener Wim Fissette’a, i psycholożka Daria Abramowicz przesadnie się nie martwią. Ale niedługo było 3:5 i miny tej dwójki były już mniej pewne, żeby nie powiedzieć nietęgie. I nic dziwnego, w końcu w tamtym fragmencie meczu widzieli m.in., jak Iga po wyrównaniu na 3:3 w kolejnym gemie popełniła dwa podwójne błędy serwisowe i od razu dała się po raz kolejny przełamać.
Prowadzenie Yuan 5:3 zaskakiwało wszystkich. W tym chyba samą Chinkę. – Chyba ją to przerosło – stwierdziła choćby Justyna Kostyra, która komentowała mecz z Sidorem. Faktycznie tak to wyglądało, gdy zaledwie osiem minut później wynik 5:3 dla Yuan zmienił się w 6:5 dla Świątek.
Trzeba oddać Polce, iż w trudnym momencie trochę zmieniła swoją grę i ograniczyła liczbę błędów. Ale też uczciwie trzeba podkreślić, iż Yuan stojąc przed dużą szansą na wygranie seta, zaczęła mylić się znacznie częściej niż we wcześniej fazie partii. Ostatecznie ten set skończył się dopiero tie-breakiem. Przy prowadzeniu 6:5 i serwisie Chinki Świątek znów chciała kończyć wymiany za gwałtownie i pomogła rywalce doprowadzić do tie-breaka. Na szczęście w nim o wiele bardziej doświadczona i utytułowana tenisistka wykazała już swą wyższość. Ale „Uff" na pewno wydobywało się w tej rozgrywce nie tylko z ust Kostyry. Śledząc wyrównaną walkę punkt za punkt aż do stanu 5-4 denerwowaliśmy się wszyscy. I dopiero wtedy Świątek wyszła na dwupunktowe prowadzenie i przy stanie 6:6, 6-4 miała dwa setbole. Pierwszego Yuan wybroniła asem serwisowym. Ale drugiego Świątek wygrała dobrą akcją serwis plus jeden. Uff! Naprawdę uff po aż 58 minutach twardej walki.
Świątek zmieniła spódnicę na spodenki i zmieniła swoją grę. Ale na krótko
Po pierwszym secie Świątek zeszła na przerwę toaletową. Zgodnie z przewidywaniami Kostyry zmieniła spódnicę na szorty. Komentatorka zwracała uwagę na to, iż w stroju z pierwszego seta Polce grało się niewygodnie. I może również dzięki tej zmianie od początku drugiej partii Iga czuła się wyraźnie lepiej. Już w pierwszym gemie Świątek przełamała rywalkę. To był dobry, twardy gem z obu stron. Polka skończyła go przy drugim breaku, w grze na przewagi.
Cenne było widzieć, iż Świątek nie próbowała za wszelką cenę gwałtownie kończyć wymian. W pierwszym secie przez swój pośpiech popełniła aż 21 niewymuszonych błędów (przy 15 uderzeniach kończących - Yuan miała bilans 9:13). W drugiej partii wystarczyło, iż Iga zachowała więcej spokoju, a mecz coraz wyraźniej układał się po jej myśli. Potężnie wykrzyczana przez Polkę „Jazda!" po asie serwisowym na 7:6, 2:0 cieszyła. Bardzo cieszyły wyświetlone w tym momencie statystyki niewymuszonych błędów w drugim secie. Świątek popełniła taki tylko jeden, a Yuan – aż pięć. Ale jednocześnie niepokoiliśmy się czy aby Świątek nie zgłosiła sędzi, iż będzie potrzebowała pomocy fizjoterapeuty, bo widzieliśmy jej rozmowę z Mariją Cicak, ale nic nie słyszeliśmy. A po chwili zobaczyliśmy, iż duet fizjoterapeutów jest już w gotowości i czeka na odpowiedni moment, by móc wejść na kort. Przy stanie 7:6, 3:0 dla Igi okazało się, iż pomocy potrzebowała jednak Yuan. Po 18 minutach drugiego seta Chinka poddawała się zabiegom chyba na lędźwiowy odcinek kręgosłupa.
Rywalka Świątek odżyła po przerwie medycznej
Po powrocie na kort rozmasowana Yuan stanęła przed szansami na odrobienie jednego z przełamań. Przy stanie 7:6, 3:0 i 30:40 Świątek obroniła się po raz pierwszy. Drugiego breakpointa obroniła w grze na przewagi. Ale po chwili Chinka miała kolejną okazję, bo Polka wyraźnie się denerwowała i znowu się myliła. Trener Fissette starał się spokojnie i merytorycznie podpowiadać (zalecał stosowanie kick serwisu), ale Świątek nie wytrzymała i przy trzecim breakpoincie dla Yuan wyrzuciła forhend w aut.
Gdy chwilę później Chinka zmniejszyła straty w decydującym secie na 2:3, realizator transmisji pokazywał nam fizjoterapeutkę, która wyraźnie spisała się na medal. Przed kolejnym gemem znów podglądaliśmy też boks Igi. Nic dziwnego - już było 7:6, 3:0 z podwójnym przełamaniem, a sytuacja znowu zaczęła się komplikować. Naprawdę dziwne było, iż po 18 minutach decydującego seta Świątek prowadziła 3:0 i miała do dyspozycji serwis, a 18 minut później broniła breaka na 3:3. Na szczęście na koniec gry na przewagi znów usłyszeliśmy głośne "Jazda!", a na tablicy wyników zobaczyliśmy 7:6, 4:2, a nie 7:6, 3:3.
Chinka naprawdę mocno walczyła o pozostanie w meczu, o przedłużenie go do trzech setów, o poszukanie swojej szansy na sensację. Względnie spokojni moglibyśmy być, gdyby w kolejnym długim gemie (trwał 12 minut) Świątek wykorzystała któryś z trzech breakpointów. Wtedy znów prowadziłaby z podwójnym przełamaniem (7:6, 5:2), ale w kluczowych momentach Iga znów nie trafiała w kort i zrobiło się 7:6, 4:3.
Do samego końca czuliśmy, z jakim napięciem Polka walczy o wywiązanie się z roli faworytki. Na szczęście gema na 7:6, 5:3 wyserwowała sobie dość gwałtownie (do 30). I jeszcze raz na szczęście - następny gem okazał się ostatnim. Świątek jeszcze raz przełamała Yuan w grze na przewagi. Wykorzystała drugiego meczbola. Wygrała po dwóch godzinach walki.
Już 27:1. Świątek śrubuje rekord. Ale musi się pilnie poprawić
Dla Świątek zwycięstwo nad Yuan to już 27. wygrany mecz w pierwszej rundzie wielkoszlemowej. W meczach otwierających turnieje wielkoszlemowe Polka przegrała tylko raz - pozostaje niepokonana od Wimbledonu 2019. Ale prawdę powiedziawszy po szarpanym, nerwowym meczu Świątek z Yuan trudno znaleźć więcej pozytywów. jeżeli Świątek marzy o wygraniu Australian Open 2026 i tym samym o skompletowaniu Karierowego Wielkiego Szlema, to musi pilnie wejść na zdecydowanie wyższy poziom.
W drugiej rundzie Świątek zmierzy się z Czeszką Marie Bouzkovą (44 WTA). Najpewniej ten mecz zostanie rozegrany w środę.

1 godzina temu
![Gdy się widzi takie mecze Świątek, zawsze nasuwa się jedno pytanie [OPINIA]](https://sf-administracja.wpcdn.pl/storage2/featured_original/696e1082a96470_01086054.jpg)






