Krzyk Świątek słyszeli wszyscy. Tak Polka odpowiedziała Collins

2 godzin temu
Meczem z Yue Yuan w pierwszej rundzie Australian Open Iga Świątek nie zamknęła całkiem ust kontrowersyjnej Amerykance Danielle Collins i nie uspokoiła swoich kibiców. W wygranym 7:6, 6:3 spotkaniu z chińską kwalifikantką kilka razy mogła zapalić się lampka alarmowa.
Gdy zajmująca 130. miejsce w światowym rankingu i grająca va banque Yue Yuan prowadziła w pierwszym secie poniedziałkowego pojedynku z Igą Świątek 2:0 i 3:1, to operator kilkakrotnie pokazywał trenera Wima Fissette’a. Belg obserwował sytuację na korcie z pełną powagi miną. Można było się zastanawiać, czy nie kryje się za nią zaniepokojenie, bo był to trudny moment. Druga rakieta globu przetrwała napór rywalki, a w pewnym momencie znacząco zerknęła też na swój sztab szkoleniowy, co żartobliwie podsumowali komentatorzy. Ale potem znów do śmiechu im nie było.

REKLAMA







Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. "Mam nadzieję, iż jeszcze sporo przede mną"



"Uff", "Możemy odetchnąć", "Było niebezpiecznie" – trudno zliczyć, ile razy te zwroty padały z ust komentatorów Eurosportu podczas tego występu Świątek.
- Tak to działa psychologicznie - patrzysz, obserwujesz, iż nie jest tak, iż Iga jest nie do ruszenia, jak to było przez jakiś czas. W tej chwili coraz więcej dziewczyn pokazuje, iż Igę można ograć, iż można z nią walczyć, iż jest nerwowa, iż też popełnia błędy. I te troszkę niżej notowane dziewczyny wychodzą w tej chwili na kort, już nie bojąc się tak bardzo Igi jak kiedyś - opowiadał ostatnio Sport.pl kapitan reprezentacji Polski w Pucharze Billie Jean King Dawid Celt.
Właśnie tak podeszła do tego meczu Yuan, która nigdy wcześniej w Melbourne nie przeszła pierwszej rundy, a w Wielkim Szlemie jej najlepszym wynikiem jest trzecia runda. W zestawieniu z sześcioma takimi tytułami Świątek to przepaść, ale w poniedziałek kilkakrotnie Chinka ją zasypywała. Bo o ile w jedynym aż do tego pojedynku z Polką zdołała ugrać zaledwie trzy gemy (mierzyły się w ubiegłym roku w Pekinie), to teraz tyle samo miała już na swoim koncie po kwadransie.
Zaczęło się od zabójczych returnów z wykorzystaniem świetnego timingu, a potem doszły do tego skuteczny serwis i gra na pełnym ryzyku. Polka myląca się pod naporem przeciwniczki – widzieliśmy to już wcześniej nieraz i zobaczyliśmy też teraz. Ale w pewnym momencie 27-letnia Yuan złapała zadyszkę z powodu wielkiej intensywności spotkania. Choć zaliczyła też imponujący powrót przy stanie 0:3 w drugim secie, gdy korzystała z przerwy medycznej i wiele osób uznało, iż jest już na deskach.



Świątek nieraz już notowała nerwowe mecze na początku rywalizacji w Wielkim Szlemie. Jest zawodniczką, która zwykle potrzebuje chwili, by wejść w turniejowy rytm. Zdarzało się, iż ta początkowa niepewność i nerwowość ustępowały dopiero po kilku dniach. Ale nie zawsze – trzy lata temu, właśnie w Melbourne, Polka na otwarcie z kłopotami pokonała 69. na liście WTA Niemkę Jule Niemeier 6:4, 7:5. Odpadła wtedy w 1/8 finału, po pełnym nerwów spotkaniu z Jeleną Rybakiną.
Czy teraz odnajdzie spokój? Trudno na razie przesądzać. Bo o ile trzeba docenić waleczność i kunszt Yuan, to nie sposób zignorować fakt, iż kilkakrotnie to Polka wyciągała do rywalki pomocną dłoń. I znów niepotrzebnie próbowała trafiać w okolicę linii, i znów próbowała gwałtownie skończyć akcję, notując kolejne błędy. To samo widzieliśmy choćby ostatnio w United Cup, w przegranych meczach z Coco Gauff i Belindą Bencić.
Czekamy więc na odpowiedź w Melbourne. Przed poniedziałkowym meczem amerykański dziennikarz Jon Wertheim w podcaście byłego tenisisty Andy’ego Roddicka nastraszył fanów Polki, mówiąc, iż ta nie prezentuje się najlepiej na treningach, a zajęcia skraca. Jeszcze głośniejszym echem odbiła się wypowiedź Danielle Collins, która wskazała Świątek jako kandydatkę do przedwczesnego odpadnięcia z rywalizacji.
- To prawdopodobnie nie jest niespodzianka dla tych, którzy śledzą tenis, ale muszę wskazać Igę Świątek. Byłam trochę zaniepokojona jej grą podczas United Cup. Przegrała tam dwa mecze z rzędu. Zatem widać, iż są u niej pewne kłopoty - powiedziała Amerykanka, zapytana o to, które zawodniczki z top 10 rankingu WTA mogą odpaść w dwóch pierwszych rundach.



I patrząc na poniedziałkowy mecz Świątek na plus należy uznać, iż Polka przetrwała spore kłopoty, które miała, ale jednocześnie nie sposób powiedzieć, by stanowczo pokazała, iż wypowiedź Collins to bezpodstawna teza. Początkowo cieszyło, iż okrzykiem, który wydobywał się z jej ust, było słynne "Jazda!". Ale potem było też machanie rękami w geście frustracji i nerwowe spojrzenia w stronę sztabu. - Gdyby wzrok mógł zabić – skwitowali wtedy żartobliwie komentatorzy. Ale potem jeszcze trochę niepokoju o Świątek doświadczyli.
Chciałoby się, by jedynym problemem Polki był przeszkadzający strój, jak to było w pewnym momencie w poniedziałek. - Nie wygląda to dobrze – ocenił wtedy w pewnym momencie komentator. Niestety, ale czasami takie same słowa można było zastosować nie tylko do podwiniętej spódnicy drugiej rakiety świata, ale i jej gry.
Idź do oryginalnego materiału