2023 i 2024 - to wtedy Aryna Sabalenka sięgała po trofeum Australian Open w singlu. W 2025 roku ta sztuka jej się nie udała. Dotarła do finału, gdzie uległa Madison Keys. W tym sezonie cel jest jasny - zgarnąć dwa tysiące punktów. Start miała dość zaskakujący, bo długo męczyła się w pierwszym secie z Tiantsoą Sarah Rakotomangą Rajaonah, ale ostatecznie przechyliła szalę zwycięstwa na własną stronę. Później bezproblemowo rozprawiła się z Zhuoxuan Bai. Na trzecim etapie czekało na nią pierwsze spore wyzwanie.
REKLAMA
Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. "Mam nadzieję, iż jeszcze sporo przede mną"
Wielkie emocje w pierwszym secie meczu Sabalenka - Potapowa
W trzeciej rundzie Sabalenka mierzyła się z Anastasiją Potapową. Rosjanka, która nie tak dawno przyjęła austriackie obywatelstwo, to 55. rakieta świata. Przed piątkowym meczem bilans bezpośrednich spotkań tych pań wynosił 2-0. Oba pojedynki wygrała Białorusinka. Teraz także ona była faworytką do zwycięstwa. A jednak. Rywalka postawiła jej bardzo trudne warunki.
Mecz zaczął się kapitalnie dla Sabalenki. Już w drugim gemie przełamała przeciwniczkę. Długo z tego faktu się jednak nie cieszyła, ponieważ Potapowa błyskawicznie wzięła rewanż i doprowadziła do wyrównania (2:2). W kolejnych minutach gra była bardzo zacięta, ale nieco większą inicjatywę wykazywała Sabalenka. Problem w tym, iż w kluczowych momentach myliła się na potęgę. Miała aż cztery szanse, by przełamać rywalkę, a żadnej nie wykorzystała. Szczególnie bolesne były te z 12. gema - miała aż trzy break pointy, a zarazem piłki setowe. Ostatecznie doszło do tie-breaka, pełnego zwrotów akcji. Białorusinka prowadziła 3-0, by po chwili stracić całą przewagę. Set zapisała jednak na własnym koncie: 7-4.
Druga partia znów zaczęła się znakomicie dla Sabalenki. Ba, dwukrotnie przełamała Potapową i prowadziła 4:0. Wydawało się, iż może zaliczył bajgla w tym secie. A jednak. Doszło do nieoczekiwanego zwrotu. Kolejne cztery gemy na koncie zapisała Potapowa. I w ten sposób doprowadziła do stanu 4:4. Gra była wyrównana i znów o losach seta musiał zadecydować tie-break. A ten był absolutnie kosmiczny.
Co zrobiła Sabalenka? To przejdzie do historii. Rekord
Sabalenka prowadziła 2-0, a po chwili było już 2-4. Na tym etapie większą inicjatywę wykazywała niżej notowana zawodniczka. Ba, prowadziła 6-3 i miała aż trzy piłki setowe, ale koncertowo ich nie wykorzystała. Podobnie jak i czwartej. To dodało pewności siebie Białorusince, która od stanu 6-7 wygrała kolejne trzy akcje, zamykając tę partię oraz cały mecz po dwóch godzinach i czterech minutach. Po wszystkim Sabalenka tylko głęboko westchnęła, zamykając oczy i zaciskając pięść. Ta reakcja pokazała, jak trudno było odnieść ten triumf. Jak podaje Bastien Fachan, liderka rankingu WTA przedłużyła imponującą passę zwycięstw w tie-breakach w Wielkim Szlemie. w tej chwili wynosi ona 19, co jest rekordem. Współdzieli go z Novakiem Djokoviciem, który taką passę miał w latach 2005-2007.
Aryna Sabalenka - Anastasija Potapowa 7:6(4), 7:6(7)
Zobacz też: Kompromitacja organizatorów Australian Open. "Jaki to ma sens?".
Choć Sabalenka odniosła zwycięstwo, to zadowolona z siebie w pełni być nie może. Najlepiej świadczą o tym statystyki. Miała 34 zagrania kończące, co jest przyzwoitym wynikiem, ale aż 44 błędy niewymuszone. Dla porównania rywalka miała 22 winnery i 25 niewymuszonych błędów.
Teraz przed pierwszą rakietą świata kolejne spore wyzwanie. W czwartej rundzie Australian Open zmierzy się z rewelacją tenisa, Victorią Mboko. To 16. zawodniczka rankingu, która błysnęła m.in. w zeszłorocznym turnieju w Montrealu, który wygrała, pokonując m.in. Coco Gauff, Jelenę Rybakinę czy Naomi Osakę. W tym sezonie dotarła już do finału w Adelajdzie. Mecz Białorusinki z Kanadyjką odbędzie się 25 stycznia. Godzina nie pozostało znana.

4 godzin temu












