Magdalena Fręch fantastycznie sobie radzi w turnieju WTA w Meridzie. Chaos, który wybuchł niedawno w Meksyku, kompletnie nie wpłynął na grę 28-latki. Polka jak burza przechodzi kolejne rundy i już zameldowała się w finale.
REKLAMA
Zobacz wideo Jaką Igę Świątek zobaczymy w 2026? Jej trener zapowiada zmiany
Fręch rozpoczęła zmagania w Meridzie od wygranej 6:4, 7:6(6) nad kwalifikantką, reprezentującą Uzbekistan Mariją Timofiejewą. Następnie miały miejsce dwie niespodziewane wygrane - 6:0, 6:3 nad rozstawioną z "7" Jessicą Bouzas Maneiro i 6:3, 4:6, 6:3 z Marie Bouzkową, turniejową "4". To dało Polce awans do półfinału.
Magdalena Fręch w zażartym boju
W nim 28-latka zmierzyła się z weteranką Shuai Zhang. Chinka w elicie tenisowej gra od 15 lat, jednak jej największe sukcesy to nie tylko ostatnie kilka sezonów, ale też przede wszystkim gra podwójna. Zhang w parze z Elise Mertens wygrała w tegorocznym Australian Open.
Zobacz też: Tak Świątek traktuje trenera. "Dlaczego? Nie wiem"
Chinka lepiej zaczęła to spotkanie, przełamując Fręch już w pierwszym gemie. Polska tenisistka odwdzięczyła się jednak wygrywając kolejne cztery gemy, dwukrotnie przełamując Zhang. Po raz trzeci ta sztuka powiodła się w ósmym gemie. Polka prowadziła już 40:0 i miała trzy piłki setowe, ale by zakończyć tę partię, potrzebne były wszystkie trzy.
Drugi set był już nieco bardziej wyrównany. Tutaj też gwałtownie przewagę wywalczyła Zhang. Od stanu 2:4 do głosu doszła jednak Fręch. Trzy gemy z rzędu, a w kolejnym było już 40:15. Polka miała dwie piłki meczowe, ale nie wykorzystała ani jednej. Set zakończył się tie-breakiem, a w nim 28-latka miała kolejne dwie okazje na zakończenie meczu. Od stanu 6:4 Chinka wygrała kolejne cztery akcje i obroniła się przed porażką.
Świetna końcówka Fręch
Do rozstrzygnięcia półfinału potrzebny był więc trzeci set. W nim obie tenisistki miały wielkie problemy z utrzymaniem swojego serwisu. Dopiero w piątym gemie ta sztuka powiodła się Zheng. Szczęśliwie końcówka należała do Polki. Od stanu 3:3 już tylko Fręch wygrywała najważniejsze akcje, a mecz zakończyła, wykorzystując pierwszą w tym secie, a piątą w całym spotkaniu piłkę meczową.
Dla Magdaleny Fręch finał turnieju w Meridzie oznacza gigantyczny awans w rankingu WTA. Przed rozpoczęciem zmagań w Meksyku zajmowała 57. pozycję, tymczasem w prowizorycznym zestawieniu znajduje się już na 35. miejscu. Wygrana w finale przyniesie powrót do pierwszej "trzydziestki".
Fręch w finale nie stoi na z góry przegranej pozycji. W drugim półfinale sensacyjnie odpadła Jasmine Paolini. Włoszka polskiego pochodzenia przegrała 5:7, 4:6 z Cristiną Bucsą. Dla 28-letniej Hiszpanki będzie to drugi finał turnieju WTA w karierze. W listopadzie zeszłego roku przegrała z Victorią Mboko 5:7, 7:6(9), 2:6 w Hongkongu.
Spotkanie Magdalena Fręch - Cristina Bucsa rozpocznie się w nocy z 1 na 2 marca - planowo o północy.

2 godzin temu







