Polka, zajmująca 57. miejsce w rankingu WTA, po występach w Meksyku na pewno znacznie przesunie się w tym zestawieniu. Łodzianka znakomicie radzi sobie w turnieju w Meridzie, choć w półfinale przeciwko Zhang miała poważne problemy, nie zamykając meczu w dwóch setach, mimo aż czterech piłek meczowych.
REKLAMA
Zobacz wideo
Fręch szczerze po awansie do finału w Meridzie
28-latka na drodze do finału najpierw pokonała kwalifikantkę z Uzbekistanu Mariję Timofiejewą. Następnie zwyciężyła w spotkaniach z wyżej notowanymi rywalkami: Hiszpanką Jessicą Bouzas Maneiro oraz Czeszką Marie Bouzkovą.
Magdalenie Fręch nie przeszkadzają ani przeciwniczki, ani wymagająca pogoda, ani też chaos, jaki niedawno ogarnął Meksyk. W półfinale przeciwko Zhang, trwającym nieco ponad 2 godziny i 30 minut, Polka mogła przegrać przede wszystkim sama ze sobą.
- To był niesamowity mecz... choćby nie wiem, co powiedzieć. Shuai to świetna zawodniczka i wspaniała osoba, grała niewiarygodnie, zwłaszcza w najważniejszych momentach - przyznała Polka, cytowana przez wtatennis.com. Po czym szczerze wypaliła: - adekwatnie to sama nie wiem, jak wygrałam ten mecz.
Jak przyznała Magdalena Fręch, to czego nie zrobiła w drugim secie, mogło mieć poważne konsekwencje. - Starałam się zachować spokój, ale to nigdy nie jest łatwe, gdy marnuje się cztery piłki meczowe i trzeba grać kolejnego seta. Próbowałam wrócić do swojej gry, ale w ostatnich minutach nie miałam już siły ani energii... Oszczędzam ją na jutrzejszy finał!
W najważniejszym meczu w Meridzie Magdalena Fręch zmierzy się z pogromczynią Jasmine Paolini, Hiszpanką Cristiną Bucsą. Co ciekawe, Polka ostatni turniej WTA wygrała także w Meksyku. We wrześniu 2024 roku została triumfatorką Guadalajara Open po tym, jak w dwóch setach ograła Australijkę Olivię Gadecki.
Finał turnieju w Meridzie między Magdaleną Fręch a Cristiną Bucsą odbędzie z niedzieli na poniedziałek 2 marca. Start o północy.

1 godzina temu















