W Polsce szaleją siarczyste mrozy, ale dla piłkarzy wymówek nie ma. Boisko się nadaje, to trzeba grać. W sobotni wieczór do akcji powróciły Lech Poznań oraz Lechia Gdańsk. Za Poznaniakami rozczarowująca runda. Ich kłopotem była przede wszystkim nieumiejętność "przepychania" meczów. Stąd w ich bilansie aż 8 remisów, przy tylko sześciu triumfach. Zimowe okienko transferowe jak dotąd stoicko spokojne w ich wykonaniu. Ściągnęli jedynie rywala dla bramkarza Bartosza Mrozka, a mianowicie Płamena Andreeva z Feyenoordu Rotterdam.
REKLAMA
Zobacz wideo Kosecki: Wracałem do Ekstraklasy i zanim zawiązałem sznurówkę, już naderwałem ścięgno
Mega start Lechii! Lech chyba źle się rozgrzał
Lechia z kolei jesienią spisała się świetnie. Zaczęła sezon z odjętymi pięcioma punktami za kłopoty finansowe z pierwszej połowy roku, a mimo to zimowała poza strefą spadkową na 13. miejscu. Udało im się utrzymać w składzie największe gwiazdy, na czele z liderem strzelców Ekstraklasy Tomasem Bobckiem (13 goli), co dawało gdańszczanom nadzieję, iż skutecznie zapewnią sobie utrzymanie. Za to w tym meczu musieli radzić sobie bez kapitana Rifeta Kapicia. Środkowy pomocnik pauzuje za kartki.
W Poznaniu ostry mróz, około -10 stopni Celsjusza, dlatego też rezerwowi i sztab Lecha zostali w szatni, by nie marznąć niepotrzebnie. Tam też miały się odbyć ich rozgrzewki przed wyjściem na boisko. Problem w tym, iż w pierwszych minutach obrona "Kolejorza" sprawiała wrażenie, jakby też w niej została. Nikt bowiem w 2. minucie nie przeszkadzał Camilo Menie, gdy ten mijał kolejnych zawodników Lecha i wystawił przed pole karne do Tomasza Neugebauera, a ten już z linii szesnastki płaskim, precyzyjnym strzałem dał Lechii ekspresowe prowadzenie!
Cios znikąd po szwedzko-irańsku
Lech dostał cios i to ekspresowo. Przy czym ruszenie do ataku wcale nie szło im zbyt płynnie. Zasadniczo płynności nie było wcale. Była za to świetna szansa Tomasza Wójtowicza, który założył "siatkę" Filipowi Jagiełło w polu karnym i tylko interwencja Mrozka uratowała Lecha przed utratą drugiego gola. Czasem zdarza się jednak tak, iż zespół może nic interesującego nie grać, ale wystarczy jedna akcja i wynik się zmienia. Tak było w 26. minucie w przypadku Lecha. Leo Bengtsson dograł do wbiegającego w pole karne Aliego Gholizadeha. Pierwszy strzał Irańczyka został zablokowany, ale piłka wróciła mu pod nogi jak bumerang. Przy drugiej próbie uderzył dużo celniej, dużo mocniej, prosto do siatki!
Ten gol nieco rozkręcił widowisko. Piłkarze chyba potrzebowali chwili, by "odmarznąć", bo końcówka pierwszej połowy była naprawdę dobra. Świetne okazje mieli Camilo Mena oraz Mikael Ishak. Jednak ten pierwszy mocnym strzałem obił słupek, a szwedzki napastnik Lecha zmarnował doskonałe podanie od Bengtssona i niepilnowany w polu karnym uderzył tak, iż Alex Paulsen wybronił to nogami. Do przerwy pozostało 1:1.
Milić chciał wybić piłkę. I wybił. Tylko w złą stronę
Dwóch minut potrzebowała Lechia, by otworzyć wynik meczu w pierwszej połowie. Dwóch minut potrzebowali też, by strzelić w drugiej połowie na 2:1! Choć w sumie to nie do końca oni, bo to Antonio Milić tak koszmarnie wybijał piłkę w polu karnym w 47. minucie, iż jakimś wyjątkowo pokracznym sposobem skierował ją do własnej siatki! Bartosz Mrozek nie dowierzał. Szczególnie iż chwilę wcześniej popisał się genialną interwencją po strzale Sezonienki.
Lech mógł gwałtownie wyrównać, bo w 53. minucie piłkę na głowie miał Kozubal, który uderzył z kilku metrów, ale prosto w bramkarza! Kara za nieskuteczność przyszła ekspresowo! Wystarczyła głupia strata "Kolejorza" w 55. minucie na własnej połowie i podanie w tempo od Cirkovicia do Bobcka, a ten z ostrego kąta przymierzył idealnie obok dalszego słupka! 14. gol w tym sezonie!
Błędy, błędy, błędy. Lech zalicza falstart
Poznaniacy znaleźli się na deskach po prezentach, które sami rozdali Lechii. Musieli ruszyć do ataku i to zrobili. Od 65. do 70. minuty nie wypuszczali Gdańszczan niemalże z ich pola karnego. Próbowali zza szesnastki Palma oraz Kozubal, ale bezskutecznie. Właśnie to ostatnie słowo okazało się kluczem. Gdy Lechia miała swoje momenty, zamieniała je na gole. Lechowi się to nie udawało.
Symboliczne było to, iż w okresie dominacji Lecha najgroźniejszy strzał oddał... Bobcek. Przy kontrze Lechii. Słowak huknął zza pola karnego i tylko kapitalna interwencja Mrozka sprawiła, iż nie zrobiło się 4:1. Ostatecznego rozstrzygnięcia by to jednak nie zmieniło. Lechia udowodniła, iż atak ma bardzo skuteczny i skorzystała z absolutnie każdego prezentu od Lecha, wygrywając w Poznaniu 3:1! Falstart mistrzów Polski w nowym roku!
Lech Poznań - Lechia Gdańsk 1:3 (Gholizadeh 26' - Neugebauer 2', Milić 47' sam., Bobcek 55')
Lech: Mrozek - Pereira (63. Gumny), Skrzypczak, Milić, Gurgul (85. Moutinho) - Gholizadeh (85. Agnero), Kozubal, Jagiełło (63. Palma), Rodriguez, Bengtsson (63. Walemark) - Ishak
Trener: Niels Frederiksen
Lechia: Paulsen - Wójtowicz, Pllana, Rodin, Vojtko - Mena (79. Kurminowski), Neugebauer, Żelizko, Cirković - Sezonienko (76. Wjunnyk), Bobcek
Trener: John Carver
Sędzia: Karol Arys (Szczecin)
Żółte kartki: Palma (Lech) - Neugebauer (Lechia)

6 godzin temu











![Niesamowite emocje w hali Gołasia! SPS Volley pokonał lidera! [WIDEO, ZDJĘCIA]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/sport/2026/dsc05173_normal.jpg)



