Screen: YT/svenskfotbollJan Urban przed wtorkowym finałem barażowym publicznie przyznał, iż to Szwecja jest faworytem. Graham Potter usłyszał te słowa i — z klasą, ale stanowczo — się z nimi nie zgodził. Na konferencji prasowej w Sztokholmie selekcjoner Szwedów serwował komplementy pod adresem Polski, ale zero kompleksów.
Potter odniósł się do słów polskiego selekcjonera spokojnie, ale jednoznacznie. — Każdy ma prawo do własnej opinii. Mecz będzie bardzo wyrównany. jeżeli spojrzeć na liczbę punktów zdobytych w grupie przez Polskę i Szwecję, to ciężko powiedzieć, iż my jesteśmy faworytem. Przewaga własnego boiska może być jakimś czynnikiem, ale patrząc na ostatnie wyniki obu drużyn trudno z czymś takim dyskutować — powiedział Anglik.
Polska w eliminacjach zremisowała oba mecze z Holandią i zgromadziła punkty, które Szwecja — nie wygrywając w grupie ani razu — może tylko pomarzyć. Potter to widzi i nie udaje, iż jest inaczej.
„Solidny zespół z indywidualną jakością”
Selekcjoner Szwecji nie szczędził Polsce komplementów. — Szanujemy Polskę, to trudny przeciwnik, wystarczy spojrzeć na punkty zdobyte w eliminacjach. Przegrali z Finlandią, ale zremisowali oba mecze z Holandią. Solidny zespół z indywidualną jakością. Nie spodziewamy się łatwej przeprawy — stwierdził.
Gdy padło pytanie o konkretnych zawodników, Potter zręcznie uniknął odpowiedzi. — Polska to dobrze funkcjonujący zespół. Macie wielu ekscytujących zawodników. Możemy mówić o indywidualnościach przez cały dzień, ale na koniec gramy w sport zespołowy — zaznaczył.
Nisko, jeżeli trzeba. Wysoko, jeżeli da się
Potter odniósł się też do taktyki — Szwecja przeciwko Ukrainie była wyraźnie nastawiona na kontratak i niski pressing. Anglik nie zamierza tego ukrywać, ale też nie zamierza zamykać się w jednym schemacie.
— Musisz pogodzić się z niską obroną, jeżeli w danym fragmencie meczu będzie taka potrzeba. Gdy trzeba cierpieć, musisz cierpieć. Oczywiście nie chcemy spędzić całego meczu w naszym polu karnym, ale musimy być gotowi na różne fazy — powiedział. Mecz z Ukrainą jest według niego już historią. — W piłce nigdy nie zdarzają się dwa takie same mecze. Teraz zagramy z kompletnie innym przeciwnikiem — podkreślił.
Tym razem bez filmików od rodzin
Przed meczem z Ukrainą Potter sięgnął po emocjonalne narzędzie — zaprezentował zawodnikom nagrania od ich bliskich. Tym razem uważa, iż żadne dodatkowe bodźce nie będą potrzebne. — Zagramy przy pełnym stadionie. Do mistrzostw świata został jeden krok. To finał. Nie trzeba dodawać nic więcej — zakończył.

2 godzin temu















