Sceny w debiucie Papszuna! Było 1:1, aż nadeszła 90. minuta

2 godzin temu
Nawet Marek Papszun nie był w stanie przełamać impasu Legii Warszawa w ekstraklasie, przynajmniej nie zrobił tego w debiucie. Stołeczny klub przegrał 1:2 z Koroną Kielce, a decydujące trafienie zdobył wracający do ekstraklasy Mariusz Stępiński. Legia miała kilka szans, by urwać chociaż punkt, ale koncertowo je zmarnowała, szczególnie Mileta Rajović, dwukrotnie uderzając w bramkarza z rzutu karnego.
- Ciężko mi wyrazić, co czuję. Szczęśliwy to za mało. Jestem wzruszony. (...) Zdaje sobie sprawę z miejsca, w którym jesteśmy. Musimy wziąć się do roboty. Ten klub i kibice zasługują na więcej. Trzeba odbudować zaufanie fanów i wejść na należyty poziom - mówił Marek Papszun podczas oficjalnej prezentacji w barwach Legii Warszawa. To właśnie jemu powierzono zadanie odbudowania piłkarzy stołecznej ekipy po rundzie jesiennej, w której zajęli dopiero... 17. miejsce w ekstraklasie. Celem nie jest jednak tylko utrzymanie, ale i walka o europejskie puchary, a może i o mistrzostwo. Strata do lidera nie była bowiem duża.

REKLAMA







Zobacz wideo Kosecki: Grałem w ŁKS, ale wybaczcie mi – Widzew jest numerem jeden w Łodzi



Papszun wziął się błyskawicznie do pracy. Pod jego wodzą Legia rozegrała sześć sparingów - dwa wygrała, w trzech zremisowała, a w jednym poniosła porażkę. Prawdziwy sprawdzian miał nadejść jednak w niedzielę 1 lutego.
Rozczarowująca pierwsza połowa Legii. Za to Stępiński przywitał się z ekstraklasą z przytupem
Tego dnia Papszun oficjalnie zadebiutował na ławce trenerskiej Legii. Co więcej, zrobił to przy Łazienkowskiej. Warszawianie rozegrali pierwszy mecz rundy wiosennej, a ich rywalem była Korona Kielce - dziewiąta drużyna pierwszej części sezonu. Kibice Legii oczekiwali, iż ich zespół, przy pomocy nowego trenera, przełamie impas. Aż trudno w to uwierzyć, ale stołeczny klub nie wygrał meczu w ekstraklasie od... 28 września 2025 i zwycięstwa nad Pogonią Szczecin (1:0).


Na trybunach pojawił się sam Jan Urban i z bliska przyglądał się najbardziej wyczekiwanemu spotkaniu 19. kolejki ekstraklasy. Początek był dość chaotyczny w wykonaniu obu drużyn. Były niedokładne i nie potrafiły wykreować groźnej akcji. Dopiero w 10. minucie padł pierwszy celny strzał. Wykonał go Mileta Rajović. Oddał precyzyjny, płaski strzał, ale Xavier Dziekoński zanotował skuteczną interwencję, choć z trudem. Później gra się wyrównała, ale nieco większą inicjatywę wykazywali gospodarze. Musieli jednak uważać na ataki Korony.
Koncentrację stracili w 23. minucie. Wówczas kapitalne dośrodkowanie w pole karne posłał Svetlin. Tam stał już Mariusz Stępiński, który pokonał Kacpra Tobiasza główką. Był to pierwszy gol dla reprezentanta Polski po powrocie do ekstraklasy. I choć w kolejnych minutach Legia jeszcze mocniej się pobudziła, a szanse miał m.in. Rajović, to Korona miała ciekawsze akcje i groźniejsze sytuacje, co podkreślali komentatorzy Canal+Sport. Dwie z nich zmarnował Antonin.









W końcu szczęście uśmiechnęło się do Legii. W 43. minucie sędzia wskazał na 11. metr po tym, jak w polu karnym upadł Arkadiusz Reca. "Podciął go" Dziekoński. Do piłki podszedł Rajović i... zmarnował szansę. Uderzył wprost w bramkarza. Nie wykorzystał też dobitki, bo znów trafił w golkipera. Dziekoński błyskawicznie stał się bohaterem, mimo iż on sam sprokurował rzut karny. Kilkanaście sekund później znów uratował Koronę. Tym razem obronił strzał Artura Jędrzejczyka z ośmiu metrów.






Legia dobita w 90. minucie. Stępiński bohaterem
Legia schodziła więc na przerwę z jednobramkową stratą. Pewne było, iż w szatni padnie kilka gorzkich słów od Papszuna. Ten wyglądał na zirytowanego w trakcie pierwszej połowy. A jak wyglądała druga odsłona? Już na start trener Legii dokonał zmiany. Zdjął Kacpra Urbańskiego, a wpuścił Krasniqiego. Obie strony były aktywne od początku. Już w 53. minucie znakomitą szansę znów miał Rajović. Próbował zaskoczyć Dziekońskiego, uderzając po ziemii, ale bramkarz był czujny.
Już w 61. minucie niewykorzystana okazja mogła się zemścić na Legii. Właśnie wtedy piłkę w siatce po raz drugi umieścił Stępiński. Tyle tylko iż sędzia liniowy podniósł chorągiewkę i odgwizdał spalonego. Ba, już chwilę później szansę miał Antonin, ale uderzył wprost w Tobiasza. W kolejnych minutach do ataku ruszyła Legia, ale była dość mocno nieskuteczna, szczególnie w ofensywie. Łatwo gubiła piłkę, a szczególnie złe wejście zaliczył Rafał Augustyniak.
Mimo wszystko Legia dopięła swego. W 73. minucie w polu karnym upadł Juergen Elitim. Sfaulował go Gustafson, który chwilę wcześniej wszedł na boisko. Sędzia znów musiał wskazać na 11. metr. Tym razem do piłki podszedł Bartosz Kapustka, a Dziekoński nie miał szans na obronę. Kilka minut później szczęście uśmiechnęło się do Legii. Kapitalną okazję zmarnował Matuszewski. Najpierw uderzył w słupek, a następnie w poprzeczkę i piłka nie przekroczyła linii bramkowej. Tyle szczęścia Legia nie miała w 90. minucie. Wówczas po wybiciu piłki z autu Korona dośrodkowała w pole karne. Piłkarze przepuścili piłkę do Stępińskiego i ten... ustrzelił dublet, zadając decydujący cios Legii.









Zobacz też: Tak zagrał Raków w pierwszym meczu po odejściu Papszuna.


Legia Warszawa - Korona Kielce 1:2
Strzelcy: Mariusz Stępiński (23', 90'), Bartosz Kapustka (76')
Dzięki temu zwycięstwu Korona awansowała na 7. lokatę. Po 19 spotkaniach ma 27 punktów na koncie. A co z Legią? Ta pozostała na 17. miejscu. Ma 19 "oczek", tyle samo, co ostatni Bruk-Bet Termalica Nieciecza, ale warszawianie mają też o jeden mecz rozegrany więcej.
Idź do oryginalnego materiału