Różalski skomentował występy kolegów we freak fightach. Jego słowa zaskakują

2 godzin temu


Marcin Różalski podzielił się swoją aktualną opinią na temat freak-fightów. Ujawnił również, czy istnieje kwota, która mogłaby go skłonić do wzięcia udziału w takim przedsięwzięciu.

Nie jest tajemnicą, iż zdanie Marcina Różalskiego o freakach wielokrotnie się zmieniało. Podczas pierwszych wydarzeń FAME 47-latek wspierał organizację, ale potem drogi FAME i Różalskiego się rozeszły. Swego czasu były zawodnik KSW miał choćby otrzymać lukratywną ofertę walki we freak-fightach. Jak zdradził jego menadżer, Różalskiemu proponowano 800 tys. złotych. Mężczyzna jednak choćby się nie zastanawiał i od razu odmówił.

Marcin Różalski o swoim stosunku do freaków

Goszcząc w „Kanale Sportowym”, popularny „Różal” został zapytany o swoje aktualne podejście do freak-fightów. Były mistrz KSW nie owijał w bawełnę i szczerze przyznał, iż to nie jego bajka. Natomiast dodał, iż nie ma żalu do swoich znajomych, którzy zdecydowali się wystąpić na tego typu wydarzeniu, chociaż osobiście nie zgodziłby się na taką walkę za żadne pieniądze.

Kwoty, które były mi oferowane, były duże, ale ja tego nie chcę. Nie zawalczę tam. Nie miałem żalu do moich znajomych, którzy tam wystąpili, ale ich nie rozumiałem. Każdy decyduje o swoim życiu. Ja mam mordę w tatuażach, ktoś powie, jak ty wyglądasz, a ja odpowiem – no tak, to jest moja morda.

– Powiedział Marcin Rozalski w Kanale Sportowym.

Przypomnijmy, iż we wrześniu ubiegłego roku Michał Materla, dobry kolega Różalskiego, zadebiutował w szeregach FAME. Żywa legenda KSW zmierzyła się z Dawidem „Crazym” Załęckim. Zawodnik ze Szczecina po jednym z ciosów Załęckiego zatańczył na nogach i wylądował na deskach. Pomimo ogromnych tarapatów – jak zwykle – Michał Materla zdołał się wykaraskać i sam znokautował swojego przeciwnika.

Choć na przestrzeni lat postrzeganie freak-fightów uległo znaczącej zmianie, to w wielu środowiskach starcia celebrytów wciąż są traktowane jako zjawisko skrajnie patologiczne. Faktem jest jednak, iż federacje freak-fightowe mocno ukróciły niektóre zachowania. Co prawda nie wszystkie, ponieważ gdyby zabrać ten element kontrowersji, organizacje tego typu nie miałyby żadnego sensu.

Co ciekawe, już teraz słychać głosy, iż we freak fightach zaczyna przeważać sport, a robienie tzw. dymów zeszło na drugi plan. Rzeczywiście jest w tym trochę prawdy, jednak rynek nie znosi próżni. Obecnie widzowie mogą wybierać między FAME MMA a PRIME SHOW MMA.

ZOBACZ TAKŻE: Organizacja FAME zabrała głos ws. zainteresowania Pudzianem. Będziecie zaskoczeni

Ta pierwsza organizacja przeplata świat influencerów ze sportowcami. Na galach FAME widać wyraźny trend – pojawia się bowiem coraz więcej sportowców z krwi i kości zaczyna się tam pojawiać. Z kolei PRIME SHOW MMA w znacznie większym stopniu stawia na czystą rozrywkę. Dla wielu widzów podmiot zarządzany przez Arkadiusza Tańculę jest w tej chwili tym, czym FAME MMA było na początku.

Jak zatem widać, każdy może wybrać federację, która odpowiada mu najbardziej. Choć trudno mówić o konkurencji pomiędzy tymi organizacjami, różnice są widoczne na pierwszy rzut oka.

Idź do oryginalnego materiału