Radwańska zepchnęła Abramowicz na drugi plan. Trener Świątek wywołał dyskusję

1 godzina temu
Dwa słowa Wima Fissette'a do Igi Świątek podczas meczu 2. rundy w Miami wywołały szczególną dyskusję. Słów kierowanych do pogubionej tenisistki przez jej sztab ogółem było dużo więcej, a przecież ona sama mówiła o efekcie takich działań już rok temu po innej sensacyjnej porażce w tym turnieju. Teraz sprawczynią była Magda Linette, w związku z czym w centrum uwagi znalazła się też Agnieszka Radwańska.
Pod koniec drugiego seta prowadząca czwartkowy mecz Igi Świątek z Magdą Linette Marija Cicak przyjęła przekazaną w języku chorwackim prośbę drugiej z Polek dotyczącą zmiany naciągu rakiety. – Ale wiesz, iż to zajmie trochę czasu? – upewniła się pochodząca z tego kraju rozjemczyni. A komentująca spotkanie w Canal+ Klaudia Jans-Ignacik stwierdziła, iż zabrzmiało to tak, jakby znana i doświadczona sędzia nie wierzyła, iż Linette po laniu w pierwszej partii może przedłużyć ten pojedynek. Ale tak właśnie zrobiła, niespodziewanie wygrywając do tego 1:6, 7:5, 6:3.


REKLAMA


Zobacz wideo Świątek sprzeciwia się rewolucji w tenisie. Sabalenka uważa inaczej


Chorwackie rozmówki i powtórny mecz, którego nie będzie. Te słowa Fissette'a wywołały dyskusję
Część kibiców mogła się mocno zdziwić, słysząc Linette posługującą się ojczystym językiem Cicak. Dla tych, którzy nie pamiętają – w przeszłości przez kilka lat trenerem, a potem także partnerem życiowym 34-latki był Chorwat Izo Zunić. Spora część fanów też po pierwszym secie nie dawała 50. tenisistce świata za bardzo szans na pokonanie trzeciej rakiety globu i analizowała już szanse Świątek w trzeciej rundzie, w której na zwyciężczynię polskiego meczu czekała Aleksandra Eala. Rok temu zdobywczyni sześciu tytułów wielkoszlemowych sensacyjnie przegrała 2:6, 5:7 w ćwierćfinale w Miami z leworęczną Filipinką, która była wówczas dopiero 140. na liście WTA. Teraz choćby nie dotrwała do pojedynku z 20-latką, która jest w tej chwili 29. zawodniczką na świecie.
Mecz sprzed roku z Ealą odbywał się na wciąż początkowym etapie pierwszego pełnego sezonu współpracy Świątek z Fissettem, a Belg starał się pomagać bezradnej na korcie Polce licznymi wskazówkami. Tyle iż efekt był odwrotny od zamierzonego, a po spotkaniu na antenie Canal+ utytułowana zawodniczka tłumaczyła, iż nie lubi dostawać zbyt często informacji ze swojego boksu.
- Pod koniec meczu adekwatnie nie dawałam rady skoncentrować się na tym, co się działo na korcie. Na pewno przemyślimy to. Na ostatnich meczach dostawałam świetny coaching od Wima. Tutaj faktycznie tych komunikatów było dużo. Wszystkim nam zależy i na pewno ułożymy to tak, żeby było dobrze – tłumaczyła wtedy.


Wówczas jeszcze byli z Fissettem na etapie poznawania się i docierania, ale rok później od drugiego seta znów zalewały ją wskazówki. I to nie tylko za sprawą będącego głównym szkoleniowcem Belga. Bardzo aktywna w tym zakresie po raz kolejny była psycholożka sportowa Daria Abramowicz, kilka razy było też słychać trenera przygotowania fizycznego Macieja Ryszczuka. Rady żadnego z nich jednak nie dały pożądanego rezultatu. Ale nie chodziło tylko o to, iż było ich dużo. Dodatkowo czasem wydawały się stać w sprzeczności. Tak było np. wtedy, gdy Abramowicz w decydującym secie apelowała o trzymanie dyscypliny taktycznej, a Fissette kilka chwil później rzucił: "Zmień coś".


Na te dwa słowa szkoleniowca uwagę zwrócono także z innego powodu. Brakowało bowiem konkretu. – Czy to nie trener powinien pomóc ci ustalić, co zmienić? – zwróciła uwagę była amerykańska tenisistka, a w tej chwili komentatorka Tennis Channel Chanda Rubin.
73 mecze i koniec ponad cztery lata kosmicznej serii. Świątek dawno się tak nie czuła
Na sztab Świątek patrzono teraz pod tym kątem szczególnie uważnie m.in. za sprawą poprzedniego występu 24-latki. Dokładnie tydzień wcześniej przegrała w ćwierćfinale w Indian Wells. Mecz ze świetnie spisującą się w tym sezonie Ukrainką Eliną Switoliną od początku się jej nie układał. Była nerwowa i napięta, a rosnąca frustracja utrudniała jej koncentrację. Wykrzykiwane przez Abramowicz wskazówki pod koniec trzeciego seta sprawiły zaś, iż była liderka światowego rankingu tylko jeszcze bardziej się zagotowała. Teraz w pierwszej partii wypunktowała Linette, a członkowie jej teamu obserwowali to w ciszy. Potem stopniowo – wobec jej coraz większych problemów - coraz mocniej się uaktywniali, ale nie było to lekarstwo, którego potrzebowała triumfatorka turnieju z Miami sprzed czterech lat.
- Przestałam robić cokolwiek dobrze taktycznie. To był po prostu zły mecz dla mnie w drugim i trzecim secie. Podświadomie lub świadomie, trudno mi to stwierdzić. Potrzebuję się odbudować, bo nie czułam się tak od bodajże pięciu lat – przyznała Świątek, która popełniła aż 49 niewymuszonych błędów.
To właśnie niespełna pięć lat temu poprzednio przegrała pierwszy mecz w turnieju (na otwarcie miała teraz w Miami tzw. wolny los). Było to w WTA Finals 2025. Potem wyśrubowała imponujący wyczyn, zwyciężając w 73 takich kolejnych spotkaniach. Poprzednio w turnieju WTA rangi 1000 zaliczyła porażkę po zapisaniu na swoim koncie inauguracyjnego seta dopiero po raz drugi w karierze. Pierwszy raz zdarzyło się jej to w lutym w Dosze, gdy górą była 52. na światowej liście Greczynka Maria Sakkari.


Radwańska w centrum uwagi. Czy znów będzie zmieniać datę na bilecie?
Niektórzy fani tenisa cieszyli się w mediach społecznościowych po pierwszym zbliżeniu kamery na Agnieszkę Radwańską, iż ta wpadła na czwartkowy mecz Świątek. Nie mieli świadomości, iż dawna druga rakieta globu jest konsultantką Linette i pomagała teraz poznaniance rozpracować faworyzowaną rodaczkę. Pełni tę funkcję od poprzedniego sezonu i z jej udziałem 34-latka rok temu niespodziewanie dotarła na Florydzie aż do ćwierćfinału.


Doszło wówczas do zabawnej sytuacji – Radwańskiej śpieszyło się wtedy, by wrócić do domu i przed jednym z wcześniejszych meczów miała już kupiony bilet powrotny na samolot. Okazało się jednak, iż musiała potem zmieniać jego datę, bo Linette zaskoczyła, pokonując m.in. nie tylko 20. na światowej liście Rosjankę Jekaterinę Aleksandrową, ale też sensacyjnie w 1/8 finału wyeliminowała Amerykankę Coco Gauff, ówczesną trzecią zawodniczkę w rankingu WTA. Teraz odprawiła trzecią rakietę globu już w drugiej rundzie.
Realizator transmisji w czwartek bardzo często pokazywał Radwańską. Ta początkowo siedziała skupiona i chyba nieco przygnębiona, obserwując jak Linette z kretesem przegrywa pierwszą odsłonę. Ta ostatnia sfrustrowana skarżyła jej wówczas np. dwukrotnie na to, iż – grając pod zachodzące słońce - nie widzi nadlatującej w jej kierunku piłki. Potem kilka razy kierowała w stronę dawnej koleżanki i rywalki z kortu pytający wzrok lub wprost pytała o konkretne działanie w meczu. A ta spokojnie, cierpliwie i krótko odpowiadała. Apelowała o ponowne próby bardziej ofensywnej gry i powtarzała, by 34-latka cierpliwie robiła swoje. Wszyscy wiedzą już, iż wobec obecnych kłopotów Świątek przeważnie w meczu nadchodzi moment, w którym następuje u niej zapaść. Kluczem było wykorzystanie tego momentu. I Linette to właśnie zrobiła, a szczęśliwa Radwańska po ostatniej piłce padła w ramiona trenera Marka Gellarda, z którym współpracuje w sztabie doświadczonej Polki.
Świątek przed turniejem w Miami, wracając do feralnego meczu ze Switoliną, przyznała, iż "zapętliła się trochę wówczas w swoich myślach". Po czwartkowym spotkaniu trzeba z przykrością stwierdzić, iż problem jest wciąż aktualny. A poza nerwami w końcu dało się zauważyć u niej równie przykre przygaszenie. Przed kolejnymi startami zaś można się zastanawiać, czy Polka będzie kontynuowała pracę na treningach tak, jak przed turniejami w Indian Wells i Miami, czy też "Zmień coś" Fissette'a będzie miało przełożenie na jej inne decyzje dotyczące kariery.
Idź do oryginalnego materiału