Niemiecki speedway przez lata wiązał ogromne nadzieje z karierą Michaela Haertela. Utalentowany zawodnik, który już jako piętnastolatek seryjnie sięgał po sukcesy na krajowym podwórku, miał w swoim dorobku między innymi triumfy w mistrzostwach kraju oraz medale mistrzostw świata na długim torze. Niestety, dynamiczny rozwój jego kariery brutalnie zatrzymały skomplikowane kontuzje. Skutki złamanego w 2022 roku oczodołu, który utrudniał oddychanie i wywoływał chroniczne bóle głowy, a także poważny uraz głowy odniesiony we francuskim La Reole sprawiły, iż niespełna 28-letni żużlowiec podjął bolesną decyzję o zawieszeniu kariery ze względów zdrowotnych.
Haertel nie potrafił jednak całkowicie rozstać się z czarnym sportem i zimą zdecydował się przyjąć propozycję wzmocnienia sztabu szkoleniowego reprezentacji Niemiec. Do tej pory miał już trzy duże okazje do intensywnej pracy u boku narodowych menedżerów, Mathiasa Bartza i Saschy Doernera – począwszy od przedsezonowego zgrupowania kadr młodzieżowych w Abensbergu, przez półfinał Drużynowego Pucharu Świata, aż po finał Speedway Narodów 2.
– Zimą praca z chłopakami i dziewczynami sprawiła mi mnóstwo radości, bardzo dobrze się w tym odnalazłem. Klub w Landshut miałem tuż pod drzwiami, więc choćby bez oficjalnej funkcji starałem się angażować i wnosić swoje doświadczenie. Byłem ciekawy, jak zostanę odebrany przez zawodników jako osoba. O młodzież byłem spokojny, ale zastanawiałem się, jak zareagują moi dawni rywale z toru. To było jednak bardzo pozytywne, chłopacy bardzo się cieszyli, iż angażuje się ktoś, kto doskonale wie, o co chodzi na torze – wspominał Michael Haertel na łamach portalu speedweek.com.
Były reprezentant Niemiec potrafi zachować chłodny realizm w ocenie sportowych wyników. Choć mocno wspierał drużynę narodową podczas domowego półfinału na torze w Landshut, Niemcy musieli uznać wyższość Brytyjczyków i pożegnali się z marzeniami o jeździe na Stadionie Narodowym w Warszawie. Haertel podkreślił, iż choć ambicją zespołu było zwycięstwo, to patrząc na sprawy przytomnie, Brytyjczycy byli po prostu mocniejsi i sam fakt jazdy na własnym owalu nie gwarantował sukcesu.
Zdecydowanie więcej powodów do euforii sztab szkoleniowy miał po finale SON2 w Pradze, gdzie młodzi Niemcy wywalczyli brązowe medale. Haertel zdradził, iż do Czech pojechał bez wygórowanych oczekiwań, zabierając ze sobą swojego byłego mechanika. Przypadek sprawił, iż w tym samym czasie Mario Haeusl rozstał się ze swoim dotychczasowym pomocnikiem z Polski, dzięki czemu zaufany człowiek Haertela mógł natychmiast wskoczyć w wolne miejsce w parku maszyn.
– Wyciągnęliśmy z tego maksimum, a ten brązowy medal był bardzo silnym wynikiem. Dobrze współpracowaliśmy i świetnie dogadywałem się z naszym trio na torze. Ci chłopacy wiedzą, iż kiedy polecam im zmianę przełożeń w motocyklu, to nie opowiadam głupot. Byłem w stałym kontakcie z Matze Bartzem. Dla mnie podczas imprez drużynowych, jeszcze jako zawodnika, zawsze najważniejsze było całkowite odcięcie się od tego, co dzieliło nas na co dzień w ligach. To widać u Duńczyków czy Polaków, oni w danym momencie są jednym, zgranym zespołem. U nas to zadziałało tak samo, a do tego mieliśmy też szczęście, które w tym sporcie jest zawsze potrzebne. To była świetna zabawa – podsumował uradowany Michael Haertel.













