To był jeden z najgłośniejszych ruchów transferowych minionej jesieni w PGE Ekstralidze. Maksym Drabik, dwukrotny mistrz świata juniorów, dołączył do Bayersystem GKM-u Grudziądz. Prezes klubu, Marcin Murawski, w rozmowie z klubowymi mediami przyznał, iż negocjacje z takim zawodnikiem to proces złożony, ale cel od początku był jasny.
Grudziądzanie po ubiegłorocznym awansie do fazy play-off w ubiegłym sezonie nie zamierzają spoczywać na laurach. Aby pójść krok dalej i włączyć się do walki o medale, konieczne było wzmocnienie formacji seniorskiej. Wybór padł na zawodnika, który ma potencjał, by odmienić oblicze GKM-u – zwłaszcza na obcych torach.
Wielu kibiców zastanawiało się, czy GKM rozważał inne opcje na rynku transferowym. Prezes Marcin Murawski ucina jednak wszelkie spekulacje, potwierdzając, iż „Torres” był od samego początku priorytetem dla zarządu i sztabu szkoleniowego.
– Maksym Drabik był celem numer jeden, jeżeli chodzi o pozyskanie nowego zawodnika do naszej drużyny. Szukaliśmy zawodnika, który może być kolejnym liderem drużyny i sprawić aby była jeszcze mocniejsza, szczególnie w meczach wyjazdowych – wyjaśnia Marcin Murawski.
Wybór Drabika nie jest przypadkowy. Grudziądzanie od lat uchodzą za „królów własnego toru”, ale to właśnie postawa w delegacjach często blokowała ich rozwój. Drabik, znany z nieszablonowych linii jazdy i świetnej techniki, ma być brakującym ogniwem, które pozwoli GKM-owi regularnie punktować na wyjazdach.
Przyjście Drabika zmienia układ sił w zespole. Razem z Michaelem Jepsenem Jensenem oraz Maxem Fricke ma on stworzyć tercet zdolny do walki z najsilniejszymi w lidze. Kibice przy Hallera liczą, iż pod okiem trenera Roberta Kościechy zawodnik utrzyma wysoką formę i znów zamelduje się w ścisłej czołówce najskuteczniejszych żużlowców PGE Ekstraligi.
Maksym Drabik (Ż), Kevin Małkiewicz (N)














