Reprezentacja Polski w piłce manualnej mężczyzn rozpoczęła mistrzostwa Europy 2026 od porażki 21:29 z faworytem Węgrami. Występ polskiej drużyny wywołał ostrą krytykę ze strony byłych reprezentantów kraju, którzy nie pozostawili na biało-czarnych suchej nitki. Porażka na otwarcie turnieju praktycznie zamyka Polakom drogę do awansu do fazy głównej mistrzostw.
Mecz z Węgrami był dla Polski do wygrania, ale drużyna popełniła mnóstwo błędów w ataku. Niecelne podania, głupie pomyłki i tragiczna skuteczność - to elementy, które zdominowały grę biało-czerwonych i doprowadziły do wysokiej porażki.
Fala krytyki byłych reprezentantów
Artur Siódmiak, były reprezentant Polski, powiedział w TVP Sport: «Przegraliśmy na własne życzenie frajersko». Były zawodnik nie ukrywał rozczarowania występem drużyny w meczu, który był w zasięgu polskiej ekipy.
Jeszcze mocniej zareagował Michał Jurecki, znany jako "Dzidziuś", emerytowany piłkarz ręczny i dyrektor sportowy Industrii Kielce. W rozmowie z PAP nie krył frustracji: «Wiedzieliśmy, iż o zwycięstwo będzie bardzo trudno, ale robiąc tyle błędów w ataku, głupich i niewymuszonych, do tego doszły niecelne podania, nie da się wygrać meczu. Dla mnie takie błędy są niewytłumaczalne». Jurecki określił skuteczność polskiej drużyny jako «na tragicznym poziomie».
Trudne wyzwanie przed Polską
W niedzielę 18 stycznia Polska zmierzy się z Islandią, uznawaną za najmocniejszy zespół w grupie F. Jurecki podkreślił, iż bez zdecydowanej poprawy gry Polska nie będzie w stanie rywalizować w turnieju. Przyznał jednocześnie, iż problemy nie tkwiły w defensywie czy bramkarzach, ale w ofensywie drużyny.
Dwa dni po spotkaniu z Islandią biało-czerwoni zagrają z Włochami w ostatnim meczu fazy wstępnej. Sport potrafi jednak być nieprzewidywalny - jak zauważył Jurecki.
Uwaga: Ten artykuł został stworzony przy użyciu Sztucznej Inteligencji (AI).

2 godzin temu












