Po tym, co wydarzyło się w Zakopanem, chyba wszyscy odetchnęliśmy. Dawid Kubacki nie zepsuł żadnego swojego skoku, a Kacper Tomasiak ciągnął tę parę w kierunku najwyższych pozycji. Osiągnął w ostatniej próbie na 136,5 metra, zapewnił Polakom podium. A Wielkiej Krokwi pierwszy radosny wieczór od dłuższego czasu. Nie mieliśmy okazji świętować takiego wyniku w Zakopanem od prawie trzech lat.
REKLAMA
Zobacz wideo Skandal przed PŚ w Zakopanem. Aż trudno w to uwierzyć
Wiedzieliśmy, iż Polacy będą blisko podium. Wykonali zadanie, wykorzystali szansę od losu
W końcu mamy jakieś wyraźne osiągnięcie polskich skoczków. Sukces? Tak, choć oczywiście trzeba zaznaczyć, iż odniesiony w konkursie w słabszej obsadzie, ze sprzyjającymi okolicznościami. Przynajmniej udało się wykorzystać szansę od losu.
Odkąd słyszeliśmy o nieobecnościach czołowych zawodników, zdawaliśmy sobie sprawę, iż Polacy będą bardzo blisko podium w duetach. W Zakopanem nie pojawili się Austriacy Stefan Kraft i Daniel Tschofenig, Japończycy Ryoyu Kobayashi i Ren Nikaido, a do tego Niemcy Philipp Raimund i Felix Hoffmann. W dodatku i te drużyny wystawione w sobotę nie u wszystkich zespołów były najsilniejsze.
Wiedzieliśmy, iż w teorii lepsze składy od polskiego będą mieli Austriacy i Słoweńcy. I to właśnie te dwie kadry zajęły odpowiednio pierwsze i drugie miejsce w sobotę, wyprzedzając Polaków. A zatem Kacper Tomasiak (trzeci indywidualnie, 132,5, 133 i 136,5 metra) i Dawid Kubacki (12. indywidualnie, 127,5, 121,5 i 123 metry) wykonali swoje zadanie.
Tego podium mogliśmy od nich oczekiwać. Co prawda, okoliczności rywalizacji o nie były dość niespodziewane. I można byłoby narzekać, iż Ukraińców czy Szwajcarów Polacy w normalnej sytuacji powinni wyprzedzić zdecydowanie. A walkę o Top3 rozstrzygnąć na długo przed ostatnią kolejką, a nie w niej wyrywać. Jednak teraz nie ma co narzekać. Trzeba docenić, iż - zwłaszcza w całej tej mizerii ostatnich lat i tej zimy w polskich skokach - w ogóle udało się na tę trzecią pozycję wskoczyć.
Minęło 1022 dni od ostatniego takiego podium. A to wszystko na 37 dni do duetów na igrzyskach
25 marca 2023 roku - wtedy Polacy ostatni raz stanęli na podium w drużynowym konkursie Pucharu Świata. Wtedy startowali jeszcze w czwórkę: Piotr Żyła, Paweł Wąsek, Aleksander Zniszczoł i Kamil Stoch zajęli trzecią pozycję w Lahti. I teraz, 1022 dni później, mamy Kacpra Tomasiaka i Dawida Kubackiego na drugim miejscu w Zakopanem.
Dla Tomasiaka to oczywiście debiutanckie podium PŚ w karierze - w jakimkolwiek typie rywalizacji. On stający na podium na zeskoku Wielkiej Krokwi - bezcenny, piękny obrazek. Indywidualnie do tej pory najwyżej był dwukrotnie na piątym miejscu. Za to Kubacki ostatni raz na podium stał 16 marca 2023 roku w Lillehammer, wtedy wygrywał indywidualnie. Niedługo później skończył sezon 2022/23 ze względu na problemy ze zdrowiem jego żony i nagły powrót do Polski.
To wszystko cieszy. I dzieje się na 37 dni przed najważniejszym konkursem duetów tej zimy - oczywiście olimpijskim, podczas igrzysk na skoczni w Predazzo. 16 lutego marzylibyśmy o podium i medalu Polaków. Choć wiemy, iż będzie bardzo trudno, żeby wyglądało to tak jak na Wielkiej Krokwi.
Zwłaszcza iż tam wszyscy przyjadą i będą stawiali na najlepszych. Walka o podium Ukrainy, która była przed Polakami po pierwszej serii, czy Szwajcarów, którzy liczyli się w tej rywalizacji do ostatniego skoku, byłaby wręcz nie do pomyślenia. A Norwegowie i Polacy na razie są w takiej pozycji, iż oczekiwalibyśmy, iż odegrają raczej role drugoplanowe, niż powalczą o olimpijskie podium. Ale może to, co wydarzyło się w Zakopanem to dobry omen przed igrzyskami?
Stoch nie dostał szansy się pożegnać. Jest obawa o to, co z niedzielnym konkursem
Wydawało się, iż sobotni konkurs duetów będzie pierwszym aktem zakopiańskiego pożegnania Kamila Stocha. To prawdopodobnie dla niego większość kibiców - a na trybunach był tłum około 15 tysięcy osób - kupiła bilety. Ale już kilkadziesiąt minut przed startem zawodów fani dostali przykrą wiadomość: iż Stocha w składzie na duety nie będzie.
Maciej Maciusiak postawił na najlepszych i najrówniejszych w treningach oraz kwalifikacjach - Kacpra Tomasiaka i Dawida Kubackiego. W teorii wielkiej różnicy pomiędzy Kubackim a Stochem czy Maciejem Kotem nie było. Ale trener nie zrobił wyjątku, nie postawił na Stocha ze względu na zasługi, ani Kota, który z nich wszystkich w kwalifikacjach wypadł najlepiej. Według szkoleniowca najrówniejszy był Kubacki i to dlatego dostał szansę w duetach.
- Boli, ale to akceptuję - mówił po wszystkim Stoch. Wcześniej wydawało mu się chyba, iż jest pewny w składzie, ale później otrzymał informację i wrócił do dziennikarzy. On skakanie na sobotę skończył. Pozostał niepokój, iż ostatnim jego występem w karierze przed publicznością na Wielkiej Krokwi pozostanie ten z kwalifikacji - skok tylko na 124,5 metra. W końcu w niedzielę ma wiać i nie wiadomo, czy konkurs indywidualny - dla Stocha ostatni w Pucharze Świata w Polsce - w ogóle się odbędzie.
Najpierw te setki polskich kibiców pozostały jednak na skoczni z nadzieją, iż będą miały się z czego cieszyć. I na szczęście się nie zawiodły. Teraz pewnie liczą, iż i w niedzielę będziemy świadkami wielkich emocji - czy ze strony Kamila Stocha, który będzie się chciał pożegnać z polską publicznością w dobrym stylu, czy od Kubackiego i Tomasiaka - napędzonych sobotnim osiągnięciem w duetach. Oby tylko dopisała pogoda i warunki pozwoliły, żeby te zawody przeprowadzić.
Początek niedzielnego konkursu indywidualnego w Zakopanem o godzinie 16:00. Godzinę wcześniej rozpocznie się seria próbna. Relacje na żywo na Sport.pl i w aplikacji Sport.pl LIVE.

13 godzin temu

![O której dzisiaj skoki w Zakopanem?. Gdzie obejrzeć? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/-/000M64EFQSP80AHJ-C461.jpg)





