Biorąc pod uwagę temperaturę w Zakopanem – pod koniec konkursu było już ponad 10 stopni na minusie – śmiało można założyć, iż duża część publiczności znalazła sposób na rozgrzanie w grzanym winie lub czymś, co miało choćby więcej procentów. Ale wraz z ostatnim skokiem Kacpra Tomasiaka, a potem zepsutą próbą Halvora Egnera Graneruda, upić mogli się i szczęściem, bo Polacy zdobyli podium. Czy jednak na pewno jest się czym upijać?
Odpowiedź jest krótka: nie. Zdecydowanie nie ma czym.
Skoki na podium, tylko konkurs wybrakowany
Jakkolwiek byśmy nie udawali, iż to sukces, iż wreszcie mamy podium, iż pojawia się nadzieja na igrzyska, to ostatecznie – ten konkurs nic nie znaczy. Nie powinniśmy wyciągać z niego żadnych wniosków, może poza tym, iż Kacper Tomasiak nie pęka pod presją. Bo to akurat się zgadza. Ale oprócz tego? Nie dało nam sobotnie Zakopane żadnego przekonania, iż będzie lepiej i na igrzyskach faktycznie o coś powalczymy.
I to trzeba sobie jasno powiedzieć. Albo napisać. Zróbmy to drugie.
Spis treści
- Skoki na podium, tylko konkurs wybrakowany
- Nawet trener się hamowal
- Kubacki był słaby. Podium zakłamuje obraz
- Jest Tomasiak, a za nim cała reszta
- CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:
Nawet trener się hamowal
Maciej Maciusiak nie ma łatwego czasu. Ba, sam po nim się ostatnio nieco – jak to mówi starsza młodzież – przejechałem i w sumie wciąż uważam, iż słusznie, a to podium kilka zmienia. Natomiast to możecie sobie przeczytać, gdy klikniecie w link poniżej, a tu skupmy się na tym, co trener mówił po dzisiejszym konkursie. Bo akurat Maciusiak znany jest z tego, iż zawsze szuka wszelakich pozytywów.
CZYTAJ TEŻ: NO JEST WSZYSTKO W PORZĄDKU, DOBRZE SKACZĄ. DOBRY PRZEKAZ LECI [KOMENTARZ]
A dziś choćby on się hamował. I nie mówił o żadnym sporym sukcesie.
– Trudno powiedzieć, żeby już wychodziło słońce. Na pewno to ulga dla całej drużyny, teamu, nie tylko dla dwójki na podium. Pracujemy bardzo ciężko każdego dnia, a to podium jest taką małą nagrodą. Szczególnie przy tej wspaniałej publiczności. Zdajemy sobie jednak sprawę, iż musimy być cały czas czujni, bo mamy ostatni okres przed igrzyskami olimpijskimi. Wylewamy pot na skoczniach i na sali. To jest codzienna, żmudna praca.
Widzicie to? To jest zupełnie inna narracja, niż ta, której można się było spodziewać. Przecież tuż przed konkursem wszyscy wieszali na Maciusiaku psy, iż nie wystawił Kamila Stocha albo choćby Macieja Kota. Trener tłumaczył, iż ze „średniej skoków” na treningach i w kwalifikacjach – a takie kryterium przyjęli – wyszło mu, iż powinien wystartować Kubacki, więc to Dawid skakał. I było podium.
Maciusiak mógł wyjść i powiedzieć wszystkim: „a nie mówiłem?”. Ale tego nie zrobił. Zamiast tego mówił o żmudnej pracy, o tym, iż konkurs był słabiej obsadzony i iż to nie tyle euforia – choć to trochę też – co ulga.
No nie są to słowa człowieka, który czuje, iż coś już udowodnił.
Bo w sumie to tak nie było.
Kubacki był słaby. Podium zakłamuje obraz
Nie było, bo decyzja Maciusiaka się… nie obroniła. Wiem, dziwnie to brzmi po konkursie, w którym Polacy zajęli trzecie miejsce. Do tego stali na podium pierwszy raz w sezonie. Przyszło przełamanie, na swojej ziemi, w Zakopanem. Fajnie, znakomicie wręcz, prawda? Nieprawda. Ba, jestem skłonny stwierdzić, iż tak naprawdę nie tyle zdobyliśmy trzecie miejsce, co przegraliśmy drugie.
Wiadomo, narzekanie, typowo polski sport narodowy. Ale ktoś narzekać musi.
A powód do narzekań mam. I są nim skoki Dawida Kubackiego. Ba, po ostatnim z nim byłem przekonany – stojąc pod skocznią – iż właśnie uciekło nam podium. Nie uciekło, bo Halvor Egner Granerud też był dziś nie najlepiej dysponowany, a Kacper Tomasiak zdołał odpalić w ostatniej serii i polecieć na 136 metrów (szacuneczek, Kacper!). Niemniej – przez tych kilka minut czułem, iż straciliśmy być może największą szansę na pudło w tym sezonie.
Bo przecież w Zakopanem osłabieni byli Niemcy (nie przyjechali ich dwaj liderzy), osłabieni Słoweńcy (Domen Prevc nie skakał w konkursie duetów), całkowicie osłabieni Japończycy (bez Ryoyu Kobayashiego i Rena Nikaido, odpadli w drugiej serii!), a i Norwegowie oraz Austriacy nie skakali w najmocniejszym możliwym składzie (choć ci ostatni i tak roznieśli konkurencję).
Tymczasem Dawid Kubacki zajął 12. miejsce na 16. skoczków, którzy oddali trzy skoki. Dwunaste. Na szesnastu. Wyprzedził Jarkko Maattę, Karla Geigera, Witalija Kaliniczenkę i Timiego Zajca. Niespodzianką w tym gronie jest co najwyżej ten ostatni. Natomiast Kubackiego wyprzedzili drugi Fin (Antti Aalto), drugi Ukrainiec (Jewhen Marusiak) czy obaj Szwajcarzy (Gregor Deschwanden nie zaskakuje, ale Sandro Hauswirth już tak).
A teraz wyobraźcie sobie, iż Japończycy mają obu swoich najlepszych skoczków. Podobnie Niemcy oraz Słoweńcy. Z trzeciej serii w efekcie wypada Finlandia lub Ukraina, a Kubackiemu zostaje do wyprzedzenia… jeden rywal – Maatta albo Kaliniczenko.
Nie wygląda to już zbyt dobrze, co? Ba, napiszę coś, co może was zaskoczyć. Otóż i tu Maciej Maciusiak się hamował. A to szok, bo w Innsbrucku chwalił przecież Kubackiego po… 30. miejscu. Dziś, oczywiście, trochę pochwał się też znalazło, ale nie aż tak wiele.
– Dawid prezentował się znacznie lepiej niż w austriackiej części Turnieju Czterech Skoczni. Nie były to skoki perfekcyjne. Były solidne, ale brakowało tajmingu, nakręcenia prędkości w locie. Choć cieszymy się, iż skoki były lepsze – mówił trener Polaków.
Sam Kubacki z kolei twierdził, iż on po prostu będzie ciężko pracować, a wszelkie komentarze pozostawi dziennikarzom. No to skomentujmy: to był słaby występ. Po prostu. Wystarczająco dobry, by Polacy wskoczyli na podium, ale to nie zasługa Dawida.
Jest Tomasiak, a za nim cała reszta
Jeśli już coś ma prawo nas ucieszyć, to postawa Kacpra Tomasiaka. Nasz młody zawodnik nie tylko skacze dobrze, ale też dźwiga presję. Nie tylko pojedynczych skoków, ale i trzymania tej dyscypliny na powierzchni. Bo przecież gdyby nie on, nie mielibyśmy w tym momencie skoczka z 200 punktami Pucharu Świata.
No i nie mielibyśmy też dzisiejszego podium.
Kacper indywidualnie był trzeci. Wyprzedzili go tylko znakomity Anze Lanisek (140 metrów w ostatniej serii) i niezwykle równy (dwa razy 141 metrów!) Jan Hoerl. Ale już na przykład Stephan Embacher zdobył mniej punktów od Tomasiaka. Gdybyśmy mieli skoczka odstającego od Kacpra o 30 oczek, a nie ponad 50 (tyle stracił do niego Kubacki) – bylibyśmy dziś drudzy.
Czy takim zawodnikiem byłby Kamil Stoch? Nie wiem. Ale wiem, iż Maciej Maciusiak zagrał z Kubackim va banque. Jasne, narracja jest spójna: Dawid był najlepszy na treningach. Jednak Stoch był najlepszy z „całej reszty” w wielu ostatnich konkursach, w dodatku jutro ma wiać i nie wiadomo, czy Kamil pożegna się z publiką w Zakopanem faktycznymi skokami. Niedawno rósł też Maciej Kot, lepszy od Kubackiego w kwalifikacjach.
A jednak skakał dziś Dawid.
I jeżeli nie przyjrzeć się wynikom, to wyjdzie, iż Maciusiak miał rację. A jak na nie spojrzeć, to iż niekoniecznie. Pytaniem pozostaje oczywiście, czy umieszczenie kogokolwiek innego obok Tomasiaka dałoby nam lepszą notę. Tego nie wiemy. Na pewno jednak wsadzenie na to miejsce Stocha byłoby lepsze „reklamowo”. Opcjonalne umieszczenie Kota też, bo pokazywałoby, iż trener Polaków nie wpycha „swoich”, bo przecież Maćka nie trenował latem, on doskoczył do kadry A za sprawą dobrych wyników w Pucharze Kontynentalnym i już w tej ekipie został.
W każdym razie: trener podjął niepopularną decyzję. I ta, moim zdaniem, się nie obroniła. Kubacki nie był bowiem powodem wywalczenia podium. Był za to powodem, przez który Tomasiak w ostatniej serii musiał odpalać petardę.
Udało mu się, bo Kacper jest ogromnym talentem i liderem Polaków. Udało, bo wytrzymuje presję, dźwiga to wszystko na swoich barkach.
Prawda jest jednak taka, iż niespełna 19-latek nie powinien być postawiony w tej pozycji, w której w dużej mierze te skoki ciągnie. Ale taki mamy klimat, co zrobić. Mamy też szczęście – iż trafiło na bardzo świadomego i opanowanego gościa, który jest w stanie to wszystko przepracować.
– Na pewno jestem bardzo zadowolony, ale też trochę zmęczony tymi wszystkimi emocjami. Chcę się zregenerować przed jutrem, żeby osiągnąć taki sam wynik, a może i lepszy. Trzeba będzie powalczyć, zobaczymy, jak to się jutro ułoży. Kibice? Lepiej się przy takich skacze. W Wiśle też było podobnie pod względem atmosfery. Tu jest chyba więcej ludzi, ale nie było aż tak dużej różnicy. Choć presja dziś była większa, ale w przypadku samych skoków udało się to przekuć w swoją przewagę – mówił Kacper.
I mądrze mówił. choćby bardzo mądrze. Oby tak zostało.
Bo jeżeli mamy się z czegoś po tym sobotnim konkursie w Zakopanem cieszyć, to właśnie z tego, iż on poczuł już smak podium. I to – może to sobie powiedzieć z całym przekonaniem – podium, które wywalczył. Nikt go nie pociągnął, nikt nie zrobił tego za niego. To jego zasługa.
Oby tak dalej, bo – jak powiedział – jutro można powalczyć o podobny wynik.
SEBASTIAN WARZECHA
CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:
- Tomasiak niesamowity! Polska wraca na podium w Zakopanem
- Nasi muszą skakać jeszcze gorzej, by czwarty pojechał na igrzyska
- No jest wszystko w porządku, dobrze skaczą. Dobry przekaz leci [KOMENTARZ]
fot. Newspix

12 godzin temu





![O której dzisiaj skoki w Zakopanem?. Gdzie obejrzeć? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/-/000M64EFQSP80AHJ-C461.jpg)







