Po tej aferze Morawieckiego gryzło sumienie. Aż zadzwonił tuż przed świętami

4 godzin temu
Czesław Michniewicz po ponad trzech latach wrócił do afery premiowej, która doprowadziła do zwolnienia go z funkcji selekcjonera reprezentacji Polski. Trener zdradził, iż po całym zamieszaniu dzwonił do niego premier Mateusz Morawiecki, pomysłodawca dodatkowych nagród dla piłkarzy.
Reprezentacja Polski na mundialu w Katarze wyszła z grupy z 2. miejsca, za Argentyną, a przed Meksykiem oraz Arabią Saudyjską, i odpadła w 1/8 finału po porażce 1:3 z Francją. Mimo zrealizowania planu minimum, czyli awansu do fazy pucharowej, Polski Związek Piłki Nożnej nie zdecydował się na przedłużenie umowy z ówczesnym selekcjonerem Czesławem Michniewiczem. Trenera pogrążyła afera premiowa, o której jako pierwsi poinformowali dziennikarze Wirtualnej Polski, Szymon Jadczak i Dariusz Faron. Ujawniono, iż Mateusz Morawiecki podczas spotkania z drużyną przed wylotem na Bliski Wschód obiecał im dodatkową premię za wyjście z grupy. Chodziło o 30 milionów złotych.

REKLAMA







Zobacz wideo Nokaut Świątek, a teraz mecz prawdy! Jak zatrzymać wielką rywalkę?



W mediach wybuchła burza. Mówiło się, iż piłkarze jeszcze przed starciem z "Trójkolorowymi" spotkali się w hotelu ze sztabem szkoleniowym i debatowali na temat podziału dodatkowych funduszy. Ostatecznie żadne pieniądze na ich konta nie wpłynęły, bo premier Mateusz Morawiecki po nagonce wycofał się ze swojej obietnicy.
Michniewicz rozmawiał z Morawieckim po zwolnieniu
Michniewicz został zwolniony 22 grudnia 2022 roku. W mediach pojawiła się później plotka, iż otrzymał 10-letni zakaz rozmawiania z mediami o tych wydarzeniach. Selekcjoner przerwał jednak milczenie znacznie wcześniej, obalając zresztą ten mit. Przyznał, iż żadnego zakazu nie było, a była to jego decyzja, bo wiele go kosztowała utrata tej posady w taki sposób. Nie decydowały wówczas względy sportowe, bo tu się obronił, a pozaboiskowe.


Ale już po nominacji było gorąco wokół tego trenera. Na pierwszej konferencji prasowej dziennikarze rzucili się na Michniewicza i przypomnieli, iż w latach 2003-2005 aż 711 razy rozmawiał telefonicznie z Ryszardem F., pseudonim "Fryzjer", który był bohaterem jednej z największych afer korupcyjnych w polskiej piłce. Atmosfera już wtedy była gęsta, ale udało się ją stłamsić dzięki wynikom kadry w eliminacjach i na MŚ w Katarze.
ZOBACZ TAKŻE: Boruc stawiał sprawę jasno. I wtedy stało się to



Wracając do afery premiowej. Michniewicz był gościem Grzegorza Krychowiaka w podcaście "W stylu Krychowiaka" przygotowywanego pod egidą RMF-u. Panowie nie unikali trudnych tematów, a jednym z wątków była właśnie nagroda pieniężna obiecana przez Mateusza Morawieckiego. Trener zdradził, iż były szef rządu miał później wyrzuty sumienia, iż pośrednio przez niego Michniewicz stracił posadę.


- Premier potem do mnie dzwonił, gdy się okazało, iż mój kontrakt nie będzie przedłużony, przepraszał mnie za to całe zamieszanie - mówił. Dodał, iż rozmowa odbyła się 23 grudnia, bo wcześniej nie mógł odebrać telefonu.
- Ja czy ty - nie jesteśmy niczemu winni w całej tej sytuacji. My nie wyciągnęliśmy ręki po tę premię, my nie prosiliśmy o tę premię. Premier wymyślił, iż to będzie jakaś motywacja dla nas i stało się tak, jak się stało. Zrobiono z tego główny motyw mistrzostw świata w Katarze, a my zagraliśmy tam przecież fajny turniej. Jestem przekonany, iż gdyby nie było takiej nagonki, inaczej by się to zakończyło - zapewnił.
Michniewicz bez pracy
Czesław Michniewicz po zwolnieniu z kadry wyjechał na Bliski Wschód. Został trenerem saudyjskiego Abha Club, do którego ściągnął Krychowiaka. Później prowadził jeszcze marokański FAR Rabat. W październiku 2024 roku zaledwie trzy miesiące po przybyciu do klubu, rozwiązał kontrakt za porozumieniem stron. Od tego czasu pozostaje bez pracy.
Idź do oryginalnego materiału