Była 76. minuta, gdy Pietuszewski wszedł na boisko. Na koniec aż się wściekł

2 godzin temu
FC Porto pokonało Gil Vicente 3:0 w meczu 19. kolejki ligi portugalskiej. Wynik w 37. minucie strzałem z rzutu karnego otworzył Samu Aghehowa, a w drugiej połowie podwyższył go Martim Fernandes. Rezultat spotkania po indywidualnej akcji ustalił William Gomes. 90 minut na murawie spędzili Jan Bednarek i Jakub Kiwior, a Oskar Pietuszewski dostał od Francesco Fariolego kwadrans gry.
Po osiemnastu kolejkach portugalskiej ekstraklasy, FC Porto pozostawało niepokonane. "Smoki" od wielu tygodni zachwycają formą na krajowym podwórku, a dużą rolę w ich sukcesie odgrywają Jan Bednarek i Jakub Kiwior. Polscy obrońcy znaleźli się w wyjściowej jedenastce swojej drużyny na mecz z Gil Vicente, a na ławce rezerwowych zasiadł Oskar Pietuszewski.

REKLAMA







Zobacz wideo Mocne spięcie na linii Kosecki-Skorża. "Ty się, k***a, to przedszkola nadajesz!"



Do trzech razy sztuka! Samu w końcu wykorzystał rzut karny
Już od początku poniedziałkowego starcia na Estadio do Dragao stało się jasne, iż gospodarze będą stroną dominującą i iż będą chcieli zmazać plamę po słabym występie w Lidze Europy przeciwko Viktorii Pilzno (1:1). W 3. minucie blisko otwarcia wyniku był Borja Sainz, który oddał strzał zza pola karnego, ale minimalnie chybił. Dziesięć minut później piłkę do bramki Daniego Figueiry posłał Pablo Rosario, ale wcześniej był spalony.
Po niespełna kwadransie gry na pierwszy składny atak zebrali się goście. Najpierw potężne uderzenie w kierunku bramki oddał Luis Esteves, a następnie swoich sił próbował Santi Garcia. Obaj jednak zostali powstrzymani przez Diogo Costę.


Porto odpowiedziało kolejnymi atakami, ale swoje sytuacje marnowali Samu Aghehowa, Gabri Veiga i Sainz. Wypady pod bramkę Gil Vicente dobrymi wejściami lewą stroną i przeszywającymi podaniami napędzał Jakub Kiwior.



Niemoc "Smoków" trwała aż do 35. minuty. Wówczas arbiter wskazał na "wapno" po faulu Murilo Souzy na Samu. Sam poszkodowany postanowił podejść do "jedenastki", choć w dwóch poprzednich meczach nie udawało mu się wykorzystać rzutu karnego. Jak się okazało - do trzech razy sztuka! Hiszpan uderzył w lewy dolny róg bramki i pokonał Figueirę, choć ten wyczuł intencje strzelającego. Do przerwy było 1:0.






Cios karate sprawił, iż Porto grało w przewadze
Druga część spotkania od początku była mocno rwana. Sędzia starał się uspokoić piłkarzy obu drużyn. W szczególności wściekli byli zawodnicy i sztab szkoleniowy Gil Vicente, którzy sugerowali, iż Rosario powinien już dawno obejrzeć żółty kartonik. Tymczasem kartką ukarany został trener gości, Cesar Peixoto. Co jakiś czas protestował również Francesco Farioli. Słowem - nie było to najbardziej porywające widowisko sportowe. No, chyba iż w przerwie meczu piłkarze przekwalifikowani zostali na zawodników MMA.
Ożywienie wnieść mieli Rodrigo Mora i William Gomes, którzy zostali wprowadzeni na boisko po godzinie gry. Ale to przyjezdni zaatakowali jako pierwsi. W 66. minucie mocny strzał z dystansu oddał Gustavo Varela i choć piłka poszybowała w środek bramki, to Costa miał problemy. Po chwili Gil Vicente wykonywało rzut wolny na 25. metrze. Na uderzenie zdecydował się Esteves i kilka brakowało, żeby doprowadził do wyrównania - futbolówka odbiła się od słupka.
Dwie minuty później na murawę padł Thiago Silva, a Antonio Nobre pokazał czerwoną kartkę. Brazylijski stoper został kopnięty przez Martina Fernandeza w stylu karate. Tym samym zawodnik, który chwilę wcześniej pojawił się na boisku, gwałtownie z niego wyleciał. Goście grali w dziesiątkę.



Piękny gol Fernandesa i wejście Pietuszewskiego
A "Smoki" ruszyły po drugiego gola. Po wrzutce Mory ekwilibrystyczny strzał z powietrza oddał Victor Froholdt, jednak Duńczyk chybił. W 75. minucie genialnym uderzeniem zza pola karnego popisał się Martim Fernandes i podwyższył prowadzenie ekipy Francesco Fariolego. Po tym golu na boisku pojawił się Oskar Pietuszewski. 17-latek starał się, podobnie jak w starciu z Vitorią Guimaraes, rozruszać lewe skrzydło zespołu z Estadio do Dragao.






Dwie minuty po bramce na 2:0, blisko trafienia był Rosario. Dominikanin jednak uderzył minimalnie obok słupka bramki strzeżonej przez Figueirę. Na pięć minut przed końcem spotkania było już 3:0. Fenomenalną akcją z prawej strony popisał się William Gomes, który podholował piłkę, minął rywala i pokonał bezradnego golkipera Gil Vicente.






W 88. minucie blisko honorowego gola byli goście. Obrońcy Porto zgubili z radaru Sergio Bermejo. Ten doszedł do uderzenia głową, ale kolejną fenomenalną paradą popisał się Costa. W doliczonym czasie gry wściekły na Deniza Gula był Pietuszewski. Turek po przepięknym podaniu piętą od Rodrigo Mory zdecydował się samodzielnie kończyć akcję, zamiast wystawić piłkę do Polaka. Z marnym skutkiem, bo Figueira doskonale skrócił kąt strzału. Niedługo później żółtą kartkę za nakładkę obejrzał Jakub Kiwior, a po chwili wybrzmiał ostatni gwizdek.
Dzięki wygranej Porto utrzymało czteropunktową przewagę nad Sportingiem Lizbona. W najbliższy czwartek 29 stycznia "Smoki" podejmą na własnym stadionie Glasgow Rangers w meczu ósmej kolejki fazy ligowej Ligi Konferencji.



FC Porto 3:0 Gil Vicente (37' Aghehowa, 75' Fernandes, 86' William Gomes)

FC Porto: D. Costa - Fernandes, T. Silva, Bednarek, Kiwior - Froholdt (82. Eustaquio), Rosario, Veiga (61. Mora) - Pepe (76. Pietuszewski), Aghehowa (77. Gul), Sainz (61. Gomes).
Gil Vicente: Figueira - Ze Carlos, Buatu, Elimbi, Konan - Ze Carlos (68. Fernandez), Garcia - Souza (87. Bermejo), Esteves (77. Fernandes), Toure (77. Santos) - Varela (68. Bamba).
Żółte kartki: Veiga, Kiwior - Ze Carlos, Souza
Czerwona kartka: Fernandez

Zobacz też: Po tej aferze Morawieckiego gryzło sumienie. Aż zadzwonił tuż przed świętami
Idź do oryginalnego materiału