Piłkarska katastrofa w największym kraju świata. "Walka o przetrwanie"

6 godzin temu
Najważniejsza liga piłkarska w największym kraju świata została zamknięta z dnia na dzień. Nie wiadomo, kiedy ruszy i jak będzie wyglądał sezon. "Uśpiony gigant" światowego futbolu znów walczy o przetrwanie.
Indie to biała plama na mapie światowego futbolu. Najludniejsze państwo świata (to miano odebrały Chinom w połowie 2023 roku) co prawda było mistrzem Igrzysk Azjatyckich i choćby zakwalifikowało się na piłkarski mundial, ale działo się to w czasach dla dzisiejszych kibiców prehistorycznych. Zresztą na mistrzostwa świata w 1950 r., na których Indusi mieli prawo zagrać, i tak nie pojechali. "Złota era" indyjskiego futbolu zakończyła się w latach 60 i od tamtej pory w szerokim świecie nikt o nim nie słyszał.


REKLAMA


Zobacz wideo


Indian Super League miała być przełomem
Sepp Blatter, skompromitowany były szef Międzynarodowej Federacji Piłkarskiej, bardzo wiele sobie po Indiach obiecywał. Nazywał je "uśpionym gigantem". Jednak długie lata próby wybudzenia potęgi z letargu się nie udawały. Dopiero ostatnie lata przyniosły znaczącą zmianę.


Prawdziwym przełomem było powstanie Indian Super League. Liga ruszyła w 2013 roku jako pomysł bardziej komercyjny niż sportowy. Jej organizatorzy postanowili skopiować pomysł Indian Premier League, krykietowej ligi, która okazała się ogromnym finansowym sukcesem. Tak samo jak wersji krykietowej ISL miała grać jedynie przez kilkanaście tygodni w roku. Właścicielami klubów zostali celebryci, wielkie korporacje i słynni sportowcy. Oprócz miejscowych graczy zaangażowano też wielkie piłkarskie gwiazdy w dość zaawansowanym wieku: 40-letniego Alessandro del Piero, 41-letniego Robera Piresa, 44-letniego Davida Jamesa. Przy tej trójce 37-letni Daivd Trezeguet był prawie młodzieniaszkiem. Dla całej czwórki występy w Indian Super League były ostatnim etapem kariery.
Mimo dość dziwacznej formuły inauguracja ligi okazała się niebywałym sukcesem. Jeszcze nigdy w historii kraju piłka nożna nie miała tak wielkiej telewizyjnej widowni. Pierwszy mecz obejrzało 75 mln widzów, czyli 12 razy więcej niż oglądało w Indiach inaugurację mistrzostw świata 2014 i aż 42 razy więcej niż mecze angielskiej Premier League. Indyjska prasa pisała o "kamieniu milowym w rozwoju" krajowego sportu.
Najważniejsza liga w Indiach zawieszona. Wielka niewiadoma
Z biegiem lat Indian Super League poszerzyło swoją formułę. Została zintegrowana z krajową ligą piłkarską (I-League) i zyskała uznanie przez Azjatycką Konfederację Piłkarską jako najwyższa klasa rozgrywkowa w kraju. Od sezonu 2022/23 mistrz ISL był już uznawany za mistrza całego kraju. Wcześniej w latach 2017-22 Indie miały adekwatnie dwóch mistrzów. Jednego wyłaniała I-League, a drugiego ISL.


W międzyczasie najważniejsza liga piłkarska kraju urosła z ośmiu do 14 drużyn. To znaczy, po raz pierwszy czternaście zespołów miało grać w tym sezonie, ale jeszcze nie wiadomo, czy rozgrywki w ogóle się rozpoczną. A wszystko przez konflikt między Indyjską Federacją Piłkarską (AIFF) a organizującą rozgrywki firmą: Football Sports Development Limited (FSDL).
W 2010 roku obie strony zawarły ze sobą piętnastoletni kontrakt. AIFF wydała licencję FSDL na prowadzenie zawodowej ligi piłkarskiej. W zamian dostawała kwotę ok. 5 mln dolarów (według obecnego kursu rupii wobec dolara). Umowa wygasa w grudniu bieżącego roku. FSDL chce renegocjować warunki. Natomiast AIFF chce pozostawić obecną formułę, z tym iż kwota płacona przez organizatora ligi ma wzrastać 5 procent rocznie. FSDL uważa, iż to dla niej nieopłacalne i proponuje, aby piłkarska federacja Indii weszła z nią do spółki, razem z właścicielami klubów. AIFF miałaby mieć 14 procent udziału, FSDL 26, a kluby: 60.


Wobec braku porozumienia FSDL zawiesiła tegoroczne rozgrywki. A w sprawę został jeszcze zaangażowany sąd. Wymiar sprawiedliwości ma orzec, czy AIFF musi najpierw zmienić swój statut, aby do takiej spółki wejść. A to oznacza, iż proceduralne przepychanki mogą potrwać jeszcze długie miesiące.
Indyjski futbol walczy o przetrwanie
Tymczasem kluby nie wiedzą, co mają robić. Trzy z nich już zawiesiły działalność. Ich pracownicy i piłkarze nie będą dostawać pensji, dopóki rozgrywki nie ruszą. Są piłkarze, którzy już rozwiązują umowy i szukają nowych pracodawców. Jednak dla większości graczy, zwłaszcza tych z Indii, to nieopłacalne. ISL zapewniała mi pensje w takiej wysokości, na które gdzie indziej nie mogą liczyć. Indie przecież nie przez przypadek są dopiero na 133. miejscu w rankingu FIFA.


Problem ze startem nowych rozgrywek to tylko efekt szerszego kryzysu. Portal The Hindu pisze o ISL jako o "karnawale", który minął. Superliga nie poszła w ślady swojego krykietowego pierwowzoru. Indian Premier League przyciąga coraz więcej inwestorów, kibiców i telewidzów. Jej roczne przychody to około 1,3 miliarda dolarów (przy sezonie trwającym dwa miesiące!). Piłkarska liga w Indiach jest kilkanaście razy uboższa.


W ciągu czternastu lat swojego istnienia ISL zrobiła dla indyjskiej piłki nożnej wiele dobrego. Stała się ona bardziej profesjonalna, a stadiony bardziej nowoczesne. Niestety nie przyniosła ona poprawy poziomu drużyn. Zarówno kluby jak i reprezentacja to azjatycka druga liga bez perspektyw na szybkie podniesienie poziomu.
ISL też straciło swoją magię wśród rodaków. Frekwencja na stadionach spadła z 25 tys. średnio na mecz do 11 tys. Skumulowana oglądalność telewizyjna w 2014 roku wynosiła 429 mln, a w tej chwili 130 mln. Kluby ledwo wiążą koniec z końcem.
Pisząc o kryzysie w indyjskim futbolu magazyn Sportstar daje tytuł: "Deflated dreams", co można przetłumaczyć jako "zniszczone marzenia", ale tu bardziej chodzi o rozbuchanie marzeń, z których nic nie zostało (deflate to po angielsku spuszcać powietrze). Pod tytuł jest mniej poetycki: kulisy walki indyjskiego futbolu o przetrwanie.
Idź do oryginalnego materiału