510 - tyle dni minęło od równie trudnego meczu dla Igi Świątek w pierwszej rundzie wielkoszlemowej, co w poniedziałek w Australian Open 2026. Wtedy nasza tenisistka mierzyła się w 1/64 US Open z Kamillą Rachimową, która reprezentowała jeszcze Rosję (dziś startuje w barwach Uzbekistanu). Świątek wygrała, ale po 116 minutach walki 6:4, 7:6(6). W pierwszym secie straciła jedno z przełamań, w drugim została przełamana przez Rachimową, serwując na "zamknięcie" meczu i potrzebowała tie-breaka, w którym obroniła trzy piłki meczowe.
REKLAMA
Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. "Mam nadzieję, iż jeszcze sporo przede mną"
W ostatnim sezonie pojedynki otwierające imprezę Wielkiego Szlema Iga Świątek przechodziła gładko: 6:3, 6:4 z Kateriną Siniakovą z Czech w Australian Open; 6:3, 6:3 ze Słowaczką Rebeccą Sramkovą w Roland Garros; 7:5, 6:1 z Rosjanką Poliną Kudermietową w Wimbledonie i w zeszłorocznym US Open 6:1, 6:2 z Kolumbijką Emilianą Arango.
Z Yuan jak z Rachimową
W trakcie poniedziałkowego spotkania w Melbourne z Yuan Świątek musiała poradzić sobie nie tylko z rywalką, ale i własnymi problemami. Nie serwowała najlepiej, pojawiły się kolejne podwójne błędy serwisowe. Falował forhend, zwłaszcza na starcie. Pojawiły się nerwowe reakcje, wynik uciekał. Chinka w pewnym momencie miała choćby piłkę na 3:0 z drugim przełamaniem. - To zaczyna niepokoić - wskazał wtedy na antenie Eurosportu komentujący Lech Sidor.
Razem z Justyną Kostyrą nieraz w trakcie transmisji powtarzali takie sformułowania, jak "Uff" czy "Można odetchnąć". Reagowali prawdopodobnie tak, jak większość oglądających w Polsce. Mecz był pełen zwrotów akcji: Świątek z prawie 0:3 doszła na 3:3, potem przegrywała 3:5, by wygrać seta po tie-breaku 7:6. Druga partia? Dalej nerwowo. 3:0, a potem już tylko 4:3, aż ostatecznie 6:3. Chinka do końca nie zamierzała odpuszczać, choćby po przerwie medycznej, z której skorzystała pod koniec spotkania.
Czytaj także: Cały świat pisze o Świątek
Przez moment można było się zastanawiać, czy wróżby Danielle Collins o przegranej Igi Świątek w pierwszej lub drugiej rundzie tegorocznego Australian Open się nie sprawdzą. Polka jednak wyszła z tarapatów i choćby jeżeli grała poniżej swoich możliwości, to w kluczowym momencie pokazała lepsze oblicze. W tie-breaku z Chinką oraz w ostatnich trzech gemach drugiej odsłony gry to ona zdobywała najważniejsze punkty.
Co wiemy? Wciąż niewiele
Co wygrana w takim stylu mówi o szansach naszej tenisistki w dalszej części rywalizacji w Melbourne? adekwatnie nic. Nie ma bowiem prostej zasady, na podstawie której możemy przewidzieć, jak Świątek poradzi sobie w turnieju wielkoszlemowym po zobaczeniu jej pierwszego meczu. Spójrzmy na kilka przykładów. W US Open 2024 przeżywała kłopoty z Kamilą Rachimową, ale potem gładko wygrywała mecze z Eną Shibaharą 6:0, 6:1, Anastazją Pawluczenkową 6:4, 6:2 oraz Ludmiłą Samsonową 6:4, 6:1, ostatecznie doszła do ćwierćfinału. Rok wcześniej w Nowym Jorku rozbiła trzy pierwsze rywalki: Rebeccę Peterson 6:0, 6:1, Darię Saville 6:3, 6:4 oraz Kaję Juvan 6:0, 6:1. A w czwartej rundzie zagrała słabiej z Jeleną Ostapenko i to Łotyszka mogła cieszyć się ze zwycięstwa. Ostatni tytuł wielkoszlemowy Igi, czyli Wimbledon 2025? Już w drugiej rundzie kłopoty z Caty McNally (5:7, 6:2, 6:1). Imprezę w Londynie skończyła zaś trzema wygranymi setami do zera.
Pamiętam dyskusje wśród ekspertów tenisowych po US Open 2023. Zastanawiano się, czy brak po drodze większego sprawdzianu nie utrudnił Idze Świątek walki z Jeleną Ostapenko. Wielu powtarzało, iż lepiej w pierwszych meczach wpaść na kogoś nieco bardziej wymagającego aniżeli rywalka, która urwie jednego gema czy dwa. Trzeba więc przyznać, iż w poniedziałek Polka wpadła właśnie na taką przeciwniczkę. Yue Yuan jest w tej chwili 130. na świecie, ale gdyby zakryć informację o jej rankingu i zobaczyć samą grę ze Świątek, nikt by nie zgadł, iż Chinka jest aktualnie tak nisko sklasyfikowana.
Regularność w Wielkim Szlemie
Yuan prezentowała się tak, jak dwa lata temu, gdy była 36. rakietą rozgrywek WTA. Grała płasko, agresywnie, z dużą mocą i wiarą w powodzenie. Być może pomogło jej to, co wielu tenisistom z kwalifikacji w starciach z absolutną czołówką - brak oczekiwań. Nie liczyła prawdopodobnie na wygraną z Igą Świątek, a gdy pojawiła się na to szansa, przy stanie 5:4 zadrżała jej ręka przy serwisie. Obniżyła poziom, co faworytka momentalnie wykorzystała. Tak często dzieje się w tenisie, ale warto docenić, co pokazała Yuan w Melbourne.
Tenis jest na tyle nieprzewidywalny, iż choć występ Igi Świątek w pierwszej rundzie z Yue Yuan może niepokoić, równie dobrze nie musi jednak o niczym świadczyć. Tym bardziej iż Marie Bouzkova prezentuje inny sposób gry niż Chinka, a to właśnie z Czeszką Świątek zmierzy się w kolejnym spotkaniu Australian Open. Bouzkova nie uderza aż tak szybko, nie atakuje tak agresywnie podania rywalki.
Wygrana z Yuan to dla Świątek 25. z rzędu zwycięski mecz w pierwszej rundzie wielkoszlemowej. Przegrała na tym etapie tak ważnej imprezy tylko raz - podczas Wimbledonu 2019. Wówczas jednak stawiała dopiero pierwsze kroki jako zawodowa tenisistka, to był jej pierwszy sezon wśród dorosłych. Podobnej regularności mogą jej pozazdrościć największe dziś rywalki, w tym m.in. Aryna Sabalenka (notuje właśnie serię 21 wygranych spotkań na starcie Wielkiego Szlema), Coco Gauff (dwa), Jessica Pegula (dwa), Amanda Anisimowa (pięć) czy Jelena Rybakina (12).

2 godzin temu












