Tak jak w poprzednim sezonie Igi Świątek lepsze i gorsze momenty się przeplatały, tak też jej pierwszy tegoroczny start, czyli drużynowy United Cup, miał słodko-gorzki smak. I dlatego też wróciła dyskusja na temat gry wiceliderki światowego rankingu. Dawid Celt, którzy dobrze zna 24-latkę, wyłącza syreny alarmowe, ale jednocześnie przyznaje, iż pewne kłopoty dostrzega. I w długiej rozmowie ze Sport.pl - tuż przed rozpoczęciem wielkoszlemowego Australian Open - wskazuje, co jego zdaniem byłoby lekarstwem.
REKLAMA
Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. "Mam nadzieję, iż jeszcze sporo przede mną"
Agnieszka Niedziałek: Ostatnio apelowałeś o spokój ws. Igi Świątek po występie w United Cup, ale też przyznałeś, iż pewne problemy z poprzedniego sezonu dostrzegłeś i teraz. Czy to powrót tych kłopotów, czy adekwatnie ciąg dalszy?
Dawid Celt: Pewne rzeczy, w moim odczuciu, się powtarzają. To, co działo się na koniec minionego sezonu, można było zaobserwować też w Sydney. Przede wszystkim cały czas mówię o Idzie w nawiązaniu do tych najlepszych. Inaczej wygląda granie z takimi dziewczynami jak Eva Lys, Suzan Lamens i Maya Joint, które zostały totalnie zdominowane. Choć trzeba oddać Lys, iż zagrała świetnie, ale Iga dała sobie z tym radę. Ale w meczach z Coco Gauff i Belindą Bencić, czyli topowymi tenisistkami, można było dostrzec pewne rzeczy, które pojawiły w końcówce ubiegłego roku. Pośpiech, serie sześciu-siedmiu przegranych gemów. Jak wpada w te turbulencje, to już nie zawraca. Rzeczywiście, można powiedzieć, iż to się powtarza.
Ale z drugiej strony, to początek roku. Trzeba dać jej jeszcze trochę czasu, spokoju. Zobaczymy, co się wydarzy w Australii. Tenis jest przewrotny. Pamiętamy jej wcześniejsze świetne występy w United Cup i te duże oczekiwania przed Australian Open. A nie zawsze to wszystko się potem fajnie przekładało na start w Melbourne. W tym roku United Cup - indywidualnie dla Igi - nie był najbardziej udany, bo przegrała dwa mecze, co się nigdy wcześniej nie wydarzyło. Ale to nie oznacza, iż nie może zrobić dobrego wyniku w Australian Open. Ja w Igę zawsze wierzę, bo to tenisistka, która ma cały czas bardzo wysoki średni poziom i dla mnie jest zawsze w gronie faworytek największych turniejów. Ale, jak każdy, ma też swoje problemy.
Czy nie jest tak, iż teraz upór, który długo był jej wielkim atutem, teraz jest dużym problemem? Bo o ile wcześniej wiązaliśmy go z walecznością i ambicją, dzięki którym potrafiła wychodzić z bardzo trudnych sytuacji, to teraz utrudnia on wprowadzanie do jej tenisa małych zmian, o konieczności których wspomina wielu ekspertów?
I tak, i nie. Gdyby nie ten upór, to prawdopodobnie nie byłoby tych wszystkich sukcesów. Ta determinacja to wkładanie we wszystko stu procent albo i więcej. Z jednej strony, jest to świetne, bo taka po prostu Iga jest. Z drugiej - jest to, w moim odczuciu, bardzo kosztowne. Przychodzą takie okresy, iż trochę te poprzednie lata wystawiają rachunek. I teraz - moim zdaniem - cała sztuka polega na tym, by cały czas szukać tego balansu, dystansu do pewnych rzeczy. Żeby nie wszystko robić na 120 procent.
Słyszę też opinię, iż Iga inaczej nie potrafi. To już jest zadanie dla ludzi, którzy są z nią na co dzień. To są tylko i wyłącznie moje spostrzeżenia - osoby, która czasami jest trochę bliżej, czasami trochę dalej i ogląda mecze głównie w telewizji. Mam jednak też trochę doświadczenia. Widziałem, co Agnieszka (Radwańska - red.) przechodziła przez lata. Wiele rzeczy powtarza się, dostrzegam podobieństwa. Z tenisistami jest tak, iż cały czas są jakieś problemy. Jak z jednymi sobie poradzisz, to pojawiają się następne. W przypadku Igi każda porażka jest od razu rozpatrywana w kategoriach "Co się dzieje? Co trzeba zmieniać?" itd. Trzeba dać jej trochę spokoju, patrzeć na to z większym dystansem. Bo trzyma bardzo wysoki poziom i cały czas daje jej on pozycję do tego, by wygrywać w największych turniejach. Tutaj się kilka zmienia z mojej perspektywy.
Skoro zalecasz spokój i dystans, to nie należysz do zwolenników takich sugestii jak choćby skorzystanie z pomocy biomechanika, by poszukać poprawy skuteczności serwisu?
To są bardzo indywidualne decyzje. Kwestia też tego, na ile sam zawodnik jest otwarty na pewne zmiany. o ile Iga sama wyszłaby z tym i powiedziała: "Słuchajcie, czuję, iż potrzebuję takiej pomocy", to dlaczego nie? Ostatnio zrobiło się głośno po tym, jak na naszym kanale "Break Point" Marek Furjan zaproponował, by dołączyć kogoś do teamu Świątek. To tylko i wyłącznie decyzja Igi. o ile uzna: "Może fajnie byłoby skorzystać z rad kogoś, kto był na tym poziomie, przechodził to, co ja i mógłby mi teraz z innej perspektywy coś podpowiedzieć?", to dlaczego nie? Ale uważam, iż to musi wyjść od zawodniczki. A form rozwoju jest naprawdę wiele.
Poza analizą samej gry, sporo dyskutowano też ostatnio o emocjach Igi Świątek podczas meczów United Cup. Trochę się może przyzwyczailiśmy do jej bardzo opanowanej wersji. Okazywanie emocji samo w sobie – co powtarzają psychologowie sportowi – nie jest złe. Nieraz widzieliśmy, jak danie im ujścia pomagało tenisistom. Ale mam wrażenie, iż u Polki po rzuceniu rakietą czy płaczu nie widać, by napięcie "puściło". By grało jej się potem łatwiej, lepiej.
To prawda. Mam przed oczami Angelique Kerber, która jak się wkurzała, jak zaczynała - kolokwialnie mówiąc - tankować, to stawała się jeszcze bardziej niebezpieczna. To, iż Iga płacze - rzadko, ale czasem się jeszcze zdarza - jest efektem napięcia. Było ono widoczne u niej w Sydney od początku turnieju i w ćwierćfinale nie chodziło raczej o problem z grą czy – z całym szacunkiem dla Joint – o sam mecz. Z tego, co wiem, to raczej była to właśnie kwestia ogólnego napięcia, które po tych trzech gemach z niej zeszło. Rozpoczęcie nowego sezonu, zbliżający się Australian Open – to wszystko spowodowało, iż tego napięcia było troszkę za dużo. Mam nadzieję, iż uda się to wszystko teraz wyregulować i znaleźć odpowiednie nastawienie. Troszeczkę więcej dystansu, więcej spokoju, a to pozwoli Idze na jeszcze lepsze granie w Melbourne.
Łzy i rzucanie rakietą po meczu z Bencić to tylko złość po rozczarowującym wyniku?
Złość, iż to się potoczyło tak, jak się potoczyło. Chciała się na pewno zrewanżować za tę wcześniejszą porażkę z Gauff. Nie chciała przegrać kolejnego meczu, bardzo chciała otworzyć udanie finał i wziąć trochę większą odpowiedzialność na siebie. Zawsze wszystko skupiało się na Idze – jak ona wygrywała, to wygrywała drużyna. Teraz też, jak zawsze, chciała wygrać każdy mecz. Tak się nie stało, ale – z perspektywy drużyny – na szczęście było odpowiednie zabezpieczenie. Jak nie wygrała Iga, to wygrywali Hubert i mikst. Świetnie funkcjonowaliśmy jako zespół. Każdy dołożył dużą cegiełkę do tego sukcesu.
Od ubiegłorocznego Roland Garros Świątek przegrywała głównie z rywalkami z Top10. Do tego kilka razy z Top20. To powód do radości, bo uniknęła tzw. wpadek czy raczej sygnał, iż musi coś zmienić, by wygrywać częściej z przeciwniczkami z czołówki?
Z jednej strony, to dobry znak, bo cały czas ten średni poziom jest bardzo wysoki. On daje Idze drugie miejsce w rankingu i duże zabezpieczenie nad resztą stawki. Ale też można dostrzec tendencję, iż te lepsze dziewczyny znalazły sposób na Igę. Trzeba kombinować i szukać, żeby tę tendencję zmienić. Wiadomo, iż tych meczów z najlepszymi w przypadku Igi nie jest zbyt dużo, bo jest rozstawiona i trafia na nie dopiero w końcowych fazach turnieju. Ale żeby tych sukcesów i pucharów w gablocie było więcej, to trzeba te najlepsze zawodniczki ogrywać. I to na pewno musi się zmienić.
Czyli wracamy do tego, iż trzeba skruszyć nieco upór Igi i coś zmienić w jej grze, by takie spotkania wygrywać?
Takie jest moje zdanie. Uważam, iż trzeba cały czas dążyć do tego, by się rozwijać. o ile się nie rozwijasz, pojawia się stagnacja, konkurencja zaczyna cię dopadać i dotyczy to wszystkich. Wiadomo, iż w DNA Igi zawsze będzie przygotowanie motoryczne, to nakręcanie się, narzucanie bardzo intensywnego tempa i tą niesamowitą grą z głębi kortu, siłą gry będzie wygrywać. Ale też musi w końcu dać się przekonać do tego, by próbować ten swój tenis troszeczkę urozmaicić. Chodzi o te urozmaicenia, o których mówił Wim Fissette - te kilka procent. By próbować implementować w meczu nowe rozwiązania. Bo o ile tego nie robisz, to nie będziesz się rozwijać. I choćbyś nie wiem, ile wdrażał tego na treningu, to o ile nie robisz tego pod presją, to nie będzie to funkcjonowało. Nie będzie to działało.
Pamiętasz taki moment w poprzednim sezonie, kiedy pomyślałeś, iż coś pod tym względem drgnęło?
Tak, tylko to były pojedyncze akcje serwis-wolej czy zmiana rytmu. A chodzi o to, by wszystko nie sprowadzało się do tego, by grać gwałtownie i bardzo szybko. Trzeba troszkę zwolnić, zmienić rytm, w pewnym momencie troszkę przytrzymać. W meczu z Gauff widzieliśmy, iż ta już doskonale wie, co robić, gdy mierzy się z Igą. Wie, iż musi wymianę wydłużać. A im częściej jest w stanie to robić, tym więcej punktów Iga jej może podarować. Amerykanka jest bardzo dobra fizycznie, doskonale biega, świetnie się rusza, jest też po prostu solidna i czeka na błędy Igi. To podejście zaczęło jej się sprawdzać, a Iga w takich sytuacjach zaczyna się nakręcać. Podchodzić do tego na zasadzie, iż trzeba grać szybciej, ostrzej, iż trzeba jeszcze wcześniej tę akcję skończyć, bo dużo piłek ze strony Gauff wraca. Nie. W moim odczuciu trzeba właśnie troszkę zwolnić, poczekać na lepszy moment. Takie sytuacje powodują, iż Iga zaczyna nam się po prostu napinać, pojawia się więcej stresu i zaczyna się śpieszyć.
Niespełna półtora roku temu Iga miała z Gauff bilans 11-1, a potem przegrała cztery kolejne ich mecze. Czy możemy powiedzieć, iż Amerykanka dołączyła do ścisłego grona najgroźniejszych rywalek Polki?
Myślę, iż ostatnie wyniki pokazują, iż tych tenisistek, które są w stanie Igę ograć, jest coraz więcej. Cały czas mówimy o topowych zawodniczkach, bo te niżej notowane w większości nie mają do Igi – iż tak powiem - podjazdu.
Ale u tych z drugiej grupy też chyba jest już mniej strachu, gdy wychodzą na mecz przeciwko drugiej rakiecie świata.
Bo widzą, co się dzieje. Tak to działa psychologicznie - patrzysz, obserwujesz, iż nie jest tak, iż Iga jest nie do ruszenia, jak to było przez jakiś czas. W tej chwili coraz więcej dziewczyn pokazuje, iż Igę można ograć, iż można z nią walczyć, iż jest nerwowa, iż też popełnia błędy. I te troszkę niżej notowane dziewczyny wychodzą w tej chwili na kort, już nie bojąc się tak bardzo Igi jak kiedyś. Pokazuje to choćby ostatnie spotkanie z Lys, która weszła bez żadnych skrupułów, bez żadnego lęku i od razu na Igę naskoczyła. Powtórzę, zawodniczek będących w stanie pokonać Igę jest coraz więcej, ale są to wciąż topowe tenisistki. Iga musi się wraz ze swoim teamem zastanowić, co zrobić, żeby tę niekorzystną tendencję zmienić.
Uważasz, iż obecna sytuacja może być dla niej tym trudniejsza do uporania się, iż w sezonach 2022 i 2023 przyzwyczaiła się, iż znacząco dominuje i zwykle gładko wygrywa?
Myślę, iż ma wokół siebie świadomych ludzi, którzy mówią jej, iż to, co się działo przez te kosmiczne - z jej punktu widzenia - lata, jest bardzo trudne do powtórzenia i nie można rozpatrywać kariery przez pryzmat tych właśnie lat. Wszyscy najlepsi mają w pewnym momencie delikatny zjazd i nie da się po prostu ciągle wygrywać. Nie można wygrywać stale po pięć, sześć czy siedem razy tych samych turniejów. Czasami trzeba przegrać. Nie oznacza to, iż później nie da się wrócić do zwyciężania w danej imprezie. Mam tu na myśli Roland Garros. Myślę, iż przerobiono to na początku 2025 roku, bo oczekiwania Igi wobec samej siebie były wówczas bardzo duże. Pojawił się nowy, bardzo utytułowany trener, więc też chciała się pokazać z jak najlepszej strony. Chciała cały czas dużo wygrywać i to zostało brutalnie zweryfikowane. Tenis uczy i cały czas trzeba na bieżąco wyciągać wnioski. Nic nie jest dane raz na zawsze. Coś wychodzi przez jakiś czas, za chwilę to ginie, pojawia się następny problem, pojawiają się kolejne rzeczy, które trzeba poprawiać. Na tym polega trudność tej dyscypliny.
Na kanale "Break Point" powiedziałeś, iż masz wrażenie, iż druga rakieta świata nie zdaje sobie do końca sprawy, jak dużo lepsza jest od niektórych zawodniczek. Co miałeś na myśli?
Mam takie odczucie, iż czasem, choć ma dużą przewagę nad dziewczynami niżej notowanymi, to jej nie czuje. Przykład z ostatniego turnieju Pucharu Billie Jean King w Gorzowie – namawiałem ją, by spróbowała kilku akcji serwis-wolej. Wiadomo, to Iga jest na korcie i ma swoje odczucia, ale widać było, iż dziewczyny są z innych lig. Mówię: "Masz bardzo dużą przewagę, zagraj kilka takich akcji. Nieważne, jaki będzie efekt. Po prostu, żeby się przełamać, żeby spróbować". Nie do końca była do tego przekonana. Wrócę do tego, o czym rozmawialiśmy wcześniej - to są właśnie te momenty, iż ona musi sama sobie zaufać. Dać sobie zgodę na to, iż choćby jak nie wyjdzie, to ok, trudno. Myślę, iż to już jest ten moment, iż trzeba też tych innych rzeczy próbować. Bo jak sprawdzał się ten tenis bardzo uproszczony przez Tomka (Wiktorowskiego – red.), to był moment, gdy Iga była w piku fizycznym i psychicznym, generalnie w takim totalnym piku. Tomek to świetnie uprościł i to "żarło", dawało zwycięstwo za zwycięstwem. Wydaje mi się, iż teraz jest ten moment, iż trzeba troszeczkę też szukać innych rozwiązań, żeby tę grę wzbogacić. Bo, jak widzimy w tym zderzeniu z najlepszymi, są okresy, iż zaczyna troszkę tego urozmaicenia brakować. Tak postrzegam to z boku.
Czyli z góry było wiadomo, iż tamten uproszczony tenis to recepta na sukces z krótkim terminem ważności?
Tak, w tamtym momencie to wszystko się świetnie składało. Pomysł Tomka był bardzo dobry, po prostu chodziło o skuteczność. Chodzi o to, żeby wygrywać. Iga zamiotła te trzy lata bezapelacyjnie, ale kariera jest długa. Tak jak trenujesz i funkcjonujesz w wieku 20 lat, nie funkcjonujesz już w wieku 25 lat. Inaczej też jest w wieku 30 lat. Trzeba się adaptować, dostosowywać. I teraz na tym - moim zdaniem - właśnie cała sztuka polega - żeby przede wszystkim sama Iga zrozumiała, iż trzeba ten tenis troszkę rozwijać. Oczywiście, z zachowaniem tego, co stanowi jej DNA. To jest podstawa i to zawsze będzie podstawa. Natomiast wydaje mi się, iż trzeba teraz troszeczkę próbować tego innego kierunku. Do tego cały czas kwestia emocji - im Iga jest spokojniejsza, tym jej gra jest lepsza. Im więcej nerwów, tym szybciej się ona kończy, trwa do pierwszego załamania. Z tym, co Iga ma, też jest w stanie cały czas oczywiście wygrywać. Nie wiem, czy dominować, ale dalej wygrywać. Natomiast próbowałbym też innych rozwiązań. To ma być ewolucja, a nie rewolucja. Podpisuję się pod tym, co mówił Wim. Każdy z najlepszych tenisistów na świecie w czasie kariery ewoluował. Uważam, iż Iga też musi ewoluować ze swoją grą.
We wtorek, gdy oficjalnie przedłużyłeś o dwa lata umowę, wspomniałeś o pewnych wątpliwościach dotyczących dalszego pełnienia roli kapitana reprezentacji Polski w Pucharze Billie Jean King. Skąd się one wzięły?
Kilka czynników się na to złożyło. Nie chodziło choćby o same wyniki, bo nastąpiło to po tym, jak uzyskaliśmy nasz najlepszy rezultat, czyli trzecie miejsce w turnieju finałowym (w 2024 r. – red.). Byliśmy naprawdę bardzo blisko spełnienia marzenia, którym jest występ w finale. Szczerze mówiąc, to nie wierzę w to, iż byśmy ze Słowacją tego finału wtedy nie wygrali. Pewnie byłoby po drodze troszkę emocji, ale dalibyśmy radę. Różne - nazwijmy to - międzyludzkie i inne sprawy po drodze spowodowały, iż poczułem pewne zmęczenie i miałem zawahanie co do tego, co robić dalej.
Dotyczyło to jedynie funkcji kapitana czy tenisa?
Nie, tenisa nie. Zastanawiałem się po prostu, co będzie najlepsze dla drużyny, biorąc pod uwagę wszelkie towarzyszące temu okoliczności i inne czynniki. Zastanawiałem się, co będzie dla drużyny najlepsze. Bo dobro drużyny zawsze jest dla mnie najistotniejsze. Natomiast miniony sezon - rozegrane turnieje i rozmowy z dziewczynami - spowodowały, iż wspólnie chcemy jeszcze raz rękawice podjąć i spróbować przede wszystkim ponownie zakwalifikować się do turnieju finałowego. Zobaczymy, jakiego rywala przydzieli nam los. jeżeli to będzie Australia lub Japonia na wyjeździe gdzieś w kwietniu, to bardzo ciężko jest przekonać wtedy najlepsze zawodniczki do takiego startu.
Może to być choćby nierealne.
Ale po ubiegłorocznych spotkaniach z drużyną wróciły energia, werwa i chęć kontynuacji. Myślę, iż w zdecydowanej większości drużyny jest chęć do tego, byśmy ten wózek przez cały czas razem ciągnęli.

2 godzin temu












