Brytyjski żużel ma naprawdę spore trudności z ratowaniem klubów przed zamknięciem. Birmingham Brummies zniknęli, dosłownie, z mapy i nie ma mowy o powrocie. Do tego dłużący się proces Mildenhall Fen Tigers o ponownym starcie i braki w National Development League. Do tego Kent Eagles, którzy ostatecznie nie wystartują w okresie 2026, ale przynajmniej podali powody.
Zamieszanie z właścicielem obiektu
Tradycyjnie na Iwade musi coś się dziać z właścicielem obiektu. Już podczas debiutanckiego sezonu NORA na tymże torze, właściciele kręcili nosem na jazdę innych zespołów. Do tego Si Kellows ustąpił ze stanowiska promotora, co pogłębiło problemy z włodarzami terenu. Po roku ścigania na poziomie lekko amatorskim, Kent pod nazwą Eagles wrócili do walki w oficjalnych strukturach.
Dlaczego zatem doszło do ponownego rozbratu? Okazuje się, iż formalności związane z wynajmem obiektu przekroczyły wszelkie oczekiwania. Tym samym, obie strony nie doszły do porozumienia, a termin złożenia dokumentów minął.
– Na ten moment, kwestia wynajmu nie została rozwiązana – czytamy w mediach społecznościowych Eagles. – Jest to bardzo martwiące nie tylko dla Kent Eagles, ale dla całych struktur. Jestem pewien, iż strony dojdą do porozumienia, ale można powiedzieć, ze Eagles padły ofiarą czasu. Termin zgłoszeń do NDL minął, ale wierzę, iż to nie koniec żużla na Iwade w okresie 2026.
Żużel pod znakiem zapytania
Jeżeli obie strony nie znajdą nici porozumienia, żużla na Iwade nie będzie w 2026 roku. Do tego dochodzi potrzebna zmiana dmuchanej bandy, ponieważ homologacja wygasła. Jest to spory koszt, który dla klubu z Wielkiej Brytanii może oznaczać czasem pogrzebanie i brak dalszych występów. Samo odejście Kent Eagles jest na tyle krzywdzące, iż to była dobrze prosperująca drużyna. Oczywiście zrodziła się na bazie nowych działaczy z Eastbourne, ale połączenie sił z Kent było trafionym pomysłem. Pozostaje zatem czekać na wieści, czy będą organizowane zawody pod egidą NORA czy też nie. Lokalna społeczność wspierała zespół przez wiele trudnych lat i na pewno sprawią, aby nowy etap Kent przetrwał o wiele dłużej.
fot. Damian Kuczyński













