Oto co sądzą o Rajoviciu w byłym klubie. "Jest fatalny"

2 dni temu
Mileta Rajović przychodził do Legii Warszawa z wielkimi nadziejami, ale na razie nie imponuje skutecznością, zwłaszcza jak na kwotę, którą stołeczni zapłacili Watfordowi. Nienajlepszą opinię o Duńczyku mają także w jego poprzednim klubie, co ujawnił dziennikarz Piotr Dumanowski w mediach społecznościowych.
- To był bardzo trudny okres, ale cały czas ciężko trenuję. Udało się zdobyć bramkę i jestem bardzo szczęśliwy - mówił Mileta Rajović po ligowym meczu Legii Warszawa z Cracovią (1:0), w którym trafił po raz pierwszy od grudnia (a w Ekstraklasie pierwszy raz od września). Napastnik, za którego stołeczny klub zapłacił Watfordowi 3 miliony euro (wówczas był to rekord), generalnie rozczarowuje. A nie tylko w Polsce opinie o Duńczyku są krytyczne.


REKLAMA


Zobacz wideo Afera Śląska i Wisły. Roj: To paradoksalna sytuacja, to jest bardzo zaskakujące


Mileta Rajović boleśnie podsumowany. "Szukali naiwniaka"
W serwisie X dziennikarz Piotr Dumanowski ujawnił, co usłyszał od wysoko postawionej osoby z poprzedniego klubu zawodnika. "Szef skauting Udinese i Watfordu, jak zapytałem go o Rajovicia, to odpowiedział mniej więcej tak: 'Jak trafiłem do klubu, to Mileta już tam był. To napastnik na Serie C, strzeli kilka goli ze względu na fizyczność, ale ogólnie jest fatalny'. Brzmiało to, jakby szukali naiwniaka" - napisał na X. Przypomnijmy, iż Serie C to trzeci poziom rozgrywkowy we Włoszech.


Co do Watfordu, to Duńczyk furory tam nie zrobił. Przez nieco ponad rok rozegrał 48 meczów i zdobył 14 bramek (bez asysty) dla angielskiego drugoligowca, który jesienią 2024 r. wypożyczył go do kopenhaskiego Broendy. Tam też rewelacji nie było, bilans zamknął się na 28 występach, ośmiu trafieniach i dwóch asystach. Mimo to Legia zdecydowała się wyłożyć na niego ogromne pieniądze.


Mileta Rajović poprawi się u Marka Papszuna? Na razie wielkiej różnicy nie ma
W Warszawie mogli mieć nadzieję, iż po fatalnej dla całej drużyny jesieni także napastnik zacznie prezentować się lepiej pod okiem Marka Papszuna. Ten stawiał na Duńczyka i po jego serii bez gola mógł mieć chwilę triumfu w meczu z Cracovią, gdy awaryjnie wprowadzony z ławki Rajović dał zwycięstwo.


- Trener Papszun bardzo mi pomógł. Wierzył we mnie i w całą drużynę. Rozmawialiśmy i mówił, żebym próbował, bo dochodzę do sytuacji strzeleckich. (Gol - red.) to była kwestia czasu - tłumaczył zawodnik, który w piątek 13 marca wyszedł w podstawowym składzie na spotkanie z Radomiakiem Radom (1:1). Jednakże znów rozczarował i jako pierwszy w stołecznym zespole zszedł (zastąpił go Jean-Pierre Nsame).


Zobacz również: Reprezentant Polski wypada z gry tuż przed barażami. Złe wieści dla Urbana
W tym sezonie Mileta Rajović rozegrał 35 meczów i strzelił osiem goli (bez asysty) w barwach Legii Warszawa.
Idź do oryginalnego materiału