I choć KuPS był przed tym meczem wielką niewiadomą, to wystarczył kwadrans, by stwierdzić, iż Lecha Poznań raczej nie spotka tego wieczoru nic złego. Prowadził już wtedy 1:0 po golu Antoniego Kozubala, a KuPS zaczynał grać w osłabieniu, bo Joslyn Luyeye-Lutumb, 23-letni prawoskrzydłowy, pomylił boisko z oktagonem i agresywnie zaatakował Kozubala uderzając go łokciem w twarz, za co sędzia wyrzucił go z boiska. I faktycznie – przewaga mistrzów Polski była niezaprzeczalna: jeszcze przed przerwą na bramkę rywali padło piętnaście strzałów, pięć było celnych, a po drugiej stronie Bartosz Mrozek marzł w kilkunastostopniowym mrozie niezmuszany do jakiejkolwiek interwencji. Kolejny gol - Taofeeka Ismaheela – padł jeszcze przed przerwą. A i tak miało się wrażenie, iż Lech wciąż nie wrzucił wyższego biegu.
REKLAMA
Zobacz wideo Kosecki mocno do Papszuna: Wiemy, iż jesteś szefem, ale idź i zobacz młodzież Legii
Pierwsze mecze pokazały, nad czym Lech musi pracować
Lecha Poznań martwiły przed tym meczem tylko trzy kwestie: kilkunastostopniowy mróz, sztuczna murawa na stadionie w Tampere i bardzo ubogi materiał do analizy. KuPS jest bowiem niemal nowym zespołem i nie ma wiele wspólnego z drużyną, która jesienią w Lidze Konferencji potrafiła zremisować 2:2 z Crystal Palace i pokonać 3:1 Slovan Bratysława. Nie dość, iż w ostatnich tygodniach zmienił się trener, to z klubu odeszło też aż jedenastu piłkarzy – głównie tych najlepszych. A iż ligowy sezon w Finlandii rozpocznie się dopiero w kwietniu, to sztab Lecha nie bardzo miał co analizować.
Drużyna z Kuopio wprawdzie rozegrała w ostatnich tygodniach trzy mecze w ramach pucharu ligi, ale trudno było je potraktować poważnie, skoro odbyły się w hali, a w jednym z nich wystąpili zawodnicy z akademii, bo ci z pierwszego zespołu byli akurat na obozie treningowym w Hiszpanii. adekwatnie ten dwumecz w europejskich pucharach zaskoczył wszystkich w klubie, bo dopiero pierwszy raz w historii fiński zespół wygrzebał się z fazy ligowej. Działacze nie zdążyli więc ze wszystkimi transferami, a nowy trener nie miał czasu, by ułożyć zespół po swojemu.
Wszystko wskazywało więc, iż Lech nie tylko będzie faworytem, ale też będzie do tego meczu zdecydowanie lepiej przygotowany, a okoliczności sprawiły, iż był zmuszony skupić się przede wszystkim na swojej grze. Mógł np. popracować nad skutecznością i szczelnością defensywy. Pierwsze mecze po przerwie - porażki z Lechią Gdańsk i Piastem Gliwice, a następnie zwycięstwa z Górnikiem Zabrze i Piastem – dokładnie pokazały, gdzie Lech ma największe problemy. Przegrywał, gdy na potęgę marnował sytuacje podbramkowe i popełniał proste błędy w obronie. Przegrywał też, gdy słabo organizował się po stracie piłki i nie potrafił zabezpieczyć się przed kontrami rywali. Wygrywał natomiast, gdy gwałtownie obejmował prowadzenie w meczu (i z Górnikiem, i z Piastem pierwsze gole strzelał w 10. minucie), a później potrafił nim rozsądnie zarządzać.
Zresztą, trener Niels Frederiksen na konferencji prasowej wprost nakreślił priorytety na spotkanie z KuPS. - Cieszy mnie to, iż stwarzamy sytuacje. To pierwszy krok ku temu, by strzelać gole. Musimy jednak więcej z nich zamieniać na bramki. Jak spojrzymy na liczbę punktów oczekiwanych w Ekstraklasie, zgodnie z tą statystyką powinniśmy być liderem tabeli, a nie jesteśmy, bo brakuje nam skuteczności. Traciliśmy zbyt wiele "miękkich goli", a nie wykorzystywaliśmy okazji, w których o gola można było się pokusić. Natomiast na początku rundy może jeszcze brakować tej jakości w zespole i potrzeba trochę czasu, by wskoczyć na odpowiednie tory – mówił.
28 strzałów, pięć wielkich szans i tylko dwa gole
W ostatnich tygodniach szwankowała przede wszystkim skuteczność Pablo Rodrigueza, który przełamał się dopiero w ostatni meczu z Piastem, Yanicka Agnero, który ma trudną do wytłumaczenia przypadłość – otóż nie wykorzystuje najłatwiejszych sytuacji, choćby takich, w których wystarczy wbić piłkę z kilku metrów do niemal pustej bramki. Wtedy albo się poślizgnie, albo kopnie nad poprzeczką, albo w ogóle nie trafi w piłkę. Symboliczny był choćby ostatni mecz z Piastem – Iworyjczyk zanim strzelił ładnego gola głową, zmarnował dwie znacznie łatwiejsze okazje. Od dłuższego czasu zawodzi też Luis Palma, który ostatniego gola strzelił na początku listopada w wyjazdowym meczu z Rayo Vallecano. Mniej skuteczny jest choćby Mikael Ishak.
Spotkanie z KuPS nie przyniosło w tym aspekcie przełomu, a skuteczność piłkarzy Lecha nie była najlepsza. W sumie uderzali na bramkę rywali aż 28 razy, 12 strzałów było celnych, pięć stworzonych przez nich sytuacji "SofaScore" zakwalifikowała jako tzw. wielkie szanse, a xG (gole oczekiwane) Lecha wyniosło 3,23. Mimo to, mecz skończył się wynikiem 2:0. Tylko. Znów Palma chętnie uderzał na bramkę (pięć strzałów), ale tylko raz w nią trafił. Znów Ishak uderzał w bramkarza w sytuacjach, które zwykle wykorzystywał bez mrugnięcia okiem. Ismaheel co prawda skończył mecz z golem, ale miał przynajmniej dwie dobre okazje, by strzelić kolejnego.
Lech Poznań jedną nogą w 1/8 finału Ligi Konferencji
Ale to tylko jeden aspekt tego meczu. Wspominamy o skuteczności, bo na jej poprawie zależało samemu Frederiksenowi. i choć w tym aspekcie zadowolony raczej nie będzie, to cała reszta powinna go cieszyć. Przede wszystkim Lech wraca do Poznania z pewnym zwycięstwem. Trzeba to docenić, pamiętając chociażby wpadkę na Gibraltarze i wstydliwą porażkę z Lincoln, która już na zawsze powinna stanowić dla Lecha przestrogę przed lekceważeniem rywala. Lech ma też dwubramkową zaliczką. To choćby lepszy wynik niż spodziewał się duński trener, który przed meczem stwierdził, iż biorąc pod uwagę okoliczności – mróz, sztuczną murawę i zagadkowego rywala – choćby remis nie byłby zły. Wreszcie jego zespół choćby na chwilę nie stracił kontroli nad meczem – nie pozwolił rywalom oddać celnego strzału i spokojnie dominował. Nie podkręcał tempa, oszczędzał niektórych piłkarzy, ale kilka jego akcji – choćby ta bramkowa z przytomną asystą Ishaka i golem Ismaheela – mogło się podobać.
Oczywiście, trudno o dalekoidące wnioski ze spotkania z zespołem będącym w środku remontu i osłabionego czerwoną kartką już w 13. minucie. Lech po prostu zrobił swoje i zagrał jak na bardziej doświadczonego faworyta przystało. Jedną nogą jest już w 1/8 finału Ligi Konferencji Europy i może skupić się na wyjazdowym meczu z Koroną Kielce.

2 godzin temu







![III Kurpiowski Jarmark Bożonarodzeniowy przyciągnął tłumy. Ile kosztował? [ZDJĘCIA]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/zdjecia/2026/pxl_20251206_144717049_normal.jpg)







