Ostre słowa Skrzydlewskiego. Oberwało się zawodnikom

speedwaynews.pl 1 godzina temu

H. Skrzydlewska Orzeł Łódź zdecydowanie zrehabilitował się po porażce z Moonfin Magnus Ostrów Wielkopolski, wygrywając u siebie z Cellfast Wilkami Krosno. Witold Skrzydlewski nie jest wielce pocieszony zwycięstwem w momencie, kiedy to wcześniej jego zespół przegrał z takim zespołem jak Moonfin Magnus. Działacz łódzkiego żużla zdecydowanie nie pozostawił suchej nitki na sztabie szkoleniowym.

Dumny bym był jakbyśmy z Ostrowem wygrali, ale polegliśmy na całej linii. Mi się wydaje, iż naszego trenera zgubiła próżność. Uważał, iż spacerkiem zjemy ten klub, a okazało się, iż na piętnaście wyścigów, trzynaście startów przegraliśmy – zaczął Witold Skrzydlewski, prezes H. Skrzydlewska Orzeł Łódź, podczas Kolegium Żużlowego. – Ja jestem człowiek impulsywny. Rozmawiałem nie tylko z trenerem, poprosiłem trzech panów, sztab szkoleniowy. Powiedziałem im, co zrobili źle. Nie wyobrażam sobie, aby to dalej tak było. Dałem słowo, iż na następny mecz nie przyjdę. Meczu z Wilkami Krosno nie oglądałem choćby w telewizji. Dopiero po godzinie dziewiętnastej zadzwoniłem i dowiedziałem się, iż wygraliśmy dwoma punktami. Wielce mnie to zaskoczyło.

Premia dla zawodników? Nic z tych rzeczy

Witold Skrzydlewski przyznał, iż drużyna miała zagwarantowany bonus za zwycięstwa z Moonfin Magnus Ostrów Wielkopolski, Cellfast Wilkami Krosno oraz ZKS Stali Rzeszów. Z uwagi na porażkę z ostrowskim zespołem, temat premii został zamieciony pod łódzki dywan. Zdaniem właściciela Orła Łódź, porażka z Moonfin Magnus odbije się czkawką i brakiem awansu do czołowej czwórki.

Drużyna miała do podniesienia bardzo duże pieniądze. Wydaje mi się, iż nikt takich pieniędzy nie oferował. Było typowo po żydowsku, bo jestem z miasta, które ma takie pochodzenie. Była oferta, iż jeżeli wygrają mecze z Ostrowem, Krosnem i Rzeszowem, to jest cała pula do wzięcia. Dzisiaj jest po tej puli, ponieważ potknęliśmy się na pierwszej przeszkodzie. Uważam, iż to odbije się nam czkawką, bo przez to nie pojedziemy w pierwszej czwórce – podkreśla impulsywny właściciel łódzkiego klubu.

Brak ambicji?

H. Skrzydlewska Orzeł Łódź, jak co roku, operuje na małych kwotach, zbierając okruchy z rynku. Udało się namówić Villadsa Nagela czy Zacha Cooka, a swoje nazwiska posiadają Marcin Nowak czy Oliver Berntzon. Witold Skrzydlewski nie widzi w zespole ambicji, co jego zdaniem, powinno się połączyć z chęcią wyciągnięcia mnóstwa pieniędzy z żużlowego toru. Prezes podkreślił również słabszą postawę Villadsa Nagela.

Drużyna była tania, ale dostaje prawdziwe pieniądze. Wywiązujemy się z tego w stu procentach. Powinna mieć jednak wielką ambicje, ale jej zdecydowanie nie widać. Wystarczy spojrzeć na mecz w Poznaniu, gdzie wygrywamy, aby ostatnie biegi przegrać 5:1. To jest tragedia. Uważam, iż dopiero teraz zobaczymy, co my jesteśmy warci. Cieszymy się z tego Nagela, ale niech państwo zwrócą uwagę, iż jego gwiazda zaczyna gasnąć. Zdobywa coraz to mniej punktów. Ja wiem, jaka jest przyczyna. Ten chłopak co dwa dni jeździ jakieś mecze. On ma młody organizm, nie wytrzyma tego – uważa Skrzydlewski.

Idź do oryginalnego materiału