Osaka rozpętała burzę w AO. Znowu to zrobiła

1 godzina temu
Naomi Osaka wywoła kontrowersje w Australian Open z uwagi na swoje zachowanie w trakcie meczu z Soraną Cirsteą oraz słowa wypowiedziane po meczu. Japonka gwałtownie zdecydowała się przeprosić za swoje zachowanie, a my o ocenę sytuacji na korcie poprosiliśmy sędzię tenisową, Gabrielę Załogę. - Nie ma jednoznacznego przepisu, który by to regulował - słyszymy.
Wielkie emocje towarzyszyły spotkaniu Naomi Osaki z Soraną Cirstea w drugiej rundzie Australian Open. Japonka wygrała 6:3, 4:6, 6:2, ale już w trakcie meczu Rumunka miała pretensje o zachowanie Japonki, a po meczu powstało ogromne zamieszanie.

REKLAMA







Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. "Mam nadzieję, iż jeszcze sporo przede mną"



W trzeciej partii Cirstea gwałtownie straciła serwis. Osaka prowadziła z przewagą przełamania 2:0, 3:1, a potem 4:2. W siódmym gemie rumuńska tenisistka serwowała przy stanie 30:30, gdy doszło do niecodziennej sytuacji. Cirstea posłała pierwszy serwis w siatkę, a w momencie gdy przygotowywała się do drugiego podania, jej rywalka głośno powiedziała do siebie: "Come on!" ("Dawaj!"). Wyglądało to jak forma motywacji skierowana do siebie samej ze strony Japonki.
Zamieszanie w końcówce meczu
Cirstea usłyszała te słowa. Przez moment czekała na reakcję sędzi, a gdy się jej nie doczekała, odezwała się do arbiter: "Czy to w porządku, by mówić między serwisami?". Sędzia przekonywała ją, iż nie ma tematu i nie ukarała w żaden sposób Osaki. Poddenerwowana Rumunka przegrała dwa kolejne punkty i została ponownie przełamana. Osaka prowadziła dzięki temu już 5:2, a za chwilę przy swoim podaniu domknęła spotkanie.






Po piłce meczowej panie spotkały się przy siatce, by podać sobie ręce, ale podziękowanie ze strony Cirstei okazało się bardzo szybkie i chłodne. Osaka dopytywała ją, o co chodzi, a ta wskazała na wspomnianą sytuację z "Come on!". Japonka uśmiechnęła się, pokręciła głową. Wyglądało tak, jakby nie mogła uwierzyć, iż rywalka może mieć do niej o to pretensje.






W wywiadzie pomeczowym na korcie była liderka rankingu dopytywana o zamieszanie, mówiła: "Podobno wiele rzeczy ją wkurzyło. Nieważne. Jest świetną zawodniczką. To był chyba jej ostatni Australian Open i myślę, iż dlatego jest zła. Przepraszam, jeżeli coś ją zdenerwowało". Osaka nawiązała do zapowiedzi Cirstei z grudnia, iż sezon 2026 będzie jej ostatnim w roli zawodowej tenisistki.



Sędzia komentuje
Po zakończeniu meczów na turniejach wielkoszlemowych zwykle w ciągu godziny organizowane są konferencje prasowe tenisistów. Osaka podczas spotkania z dziennikarzami wycofała się ze swoich słów na korcie i przeprosiła publicznie Cirsteę. - Nigdy wcześniej nie byłam w takiej sytuacji. Jestem trochę zdezorientowana, ale rozumiem, iż jej emocje były bardzo silne. Chcę też przeprosić. Myślę, iż słowa, których użyłam na korcie, były obraźliwe. Nie lubię okazywać braku szacunku. Gdy się nakręcam w myślach, motywuję, to nie myślę jednocześnie: "OK, przy okazji będę rozpraszać rywalkę".






Problem w tym, iż właśnie zdaniem Cirstei, Osaka zdekoncentrowała ją swoim zachowaniem. Do sytuacji doszło w końcowym fragmencie spotkania, gdy każda piłka może mieć znaczenie w kontekście ostatecznego wyniku rywalizacji. Zapytaliśmy sędzię tenisową Gabrielę Załogę, czy zachowanie Japonki można kwalifikować jako naruszenie przepisów.


- Nie ma jednoznacznego przepisu, który by to regulował. Gdyby uznać, iż to była przeszkoda, to teoretycznie Osaka powinna przegrać ten punkt. Przepisy uznają, iż punkt rozpoczął się z pierwszym serwisem, więc jesteśmy de facto w jego trakcie. A w trakcie punktu jakiekolwiek okrzyki są zabronione - mówi Załoga.
- Ale w tym wypadku nie mam przekonania, czy Osaka rzeczywiście krzyczała. To podobna sytuacja do tej, jak zawodnik podskakuje, czy zmienia pozycję przy returnie, do czego ma prawo. Trudno tutaj o jednoznaczną ocenę.



Gdyby Osaka straciła wtedy punkt, nie doszłoby do wyniku 30:40 w gemie Rumunki, a byłoby 40:30 dla serwującej. Cirstea miałaby wówczas szansę na wygranie gema i zbliżenie się do przeciwniczki na 3:4. Nie wiadomo, jak wtedy zakończyłoby się to spotkanie, gdyby Japonka miała mniejszą przewagę i nie serwowała zaraz na zamknięcie rywalizacji.
Wcześniej było to samo
Na swojej pomeczowej konferencji prasowej Cirstea nie chciała wracać do tej sytuacji. Wolała z dziennikarzami rozmawiać o tym, jakie piękne chwile przeżyła w trakcie swojej kariery w Australii. 35-latka z Bukaresztu najdalej w Australian Open doszła do czwartej rundy (2017 i 2022). Jej najlepsze rezultaty to ćwierćfinał Roland Garros 2009 oraz US Open 2023. Rumunka jest dziś 43. na świecie, najwyżej była sklasyfikowana na 21. pozycji, ale miało to miejsce 13 lat temu. Jej karierę nie raz hamowały kontuzje.


Wracając do Osaki - już w trakcie meczu pierwszej rundy w Melbourne Japonka również mówiła do siebie "Come on!" w momencie, gdy jej rywalka Antonia Ruzic przygotowywała się do wykonania serwisu. Doszło do tego chociażby w trzeciej partii przy stanie 6:3, 3:6, 1:0 z perspektywy Japonki. W drugim gemie było 15:15, serwowała Ruzic, pierwsze podanie posłała za daleko, a gdy miała zaserwować drugi raz, wtedy Osaka kilka razy wypowiedziała "Come on!". Chorwatka zepsuła ponownie serwis, popełniając podwójny błąd serwisowy. Ruzic nie zgłaszała pretensji do sędziego, a ten nie reagował na zachowanie Japonki.
W trzeciej rundzie Australian Open Osaka (17. WTA) zmierzy się z Maddison Inglis (168. WTA). Kwalifikantka z Australii w drugiej rundzie ograła Niemkę Laurę Siegemund 6:4, 6:7, 7:6. W tamtym meczu też doszło do zamieszania, gdy w pewnym momencie Niemka zdecydowała się zaserwować, choć odbierająca nie była jeszcze gotowa na wykonanie returnu.



Relacje z turnieju w Sport.pl, transmisje w Eurosporcie oraz na platformie HBO Max.
Idź do oryginalnego materiału