Organizatorzy Australian Open w szoku. Szalone sceny, zrobiła się afera

2 godzin temu
W niedzielę 18 stycznia ruszył Australian Open. Pierwszy wielkoszlemowy turniej w kalendarzu jak zwykle przyciąga tłumy kibiców, którzy z bliska chcą obejrzeć nierzadko swoich idolów. Niedziela ilość fanów, którzy opanowali Melbourne Park przekroczyła oczekiwania organizatorów, powodując tym samym ogromny problem dla służb porządkowych oraz włodarzy imprezy.
Australian Open 2026 ruszyło pełną parą. Pierwsze spotkania, a w nich niespodziewane rozstrzygnięcia oraz niejednokrotne "męczarnie" faworytów są już za nami. W pierwszych godzinach turnieju poziom sportowy dopisał, ale to, co widać w obiektywie kamery, nie oddaje widzom tego, co dzieje się poza jej zasięgiem. A tam, w alejkach między kortami zrzeszonymi w Melbourne Park mamy do czynienia z iście spektakularnymi widokami.

REKLAMA







Zobacz wideo Kuriozalne sceny w finale Pucharu Narodów Afryki! Senegal mistrzem! [SKRÓT MECZU]



Rekordowa frekwencja w Melbourne Park
Ogromne tłumy fanów, które opanowały zaplecza kortów w pierwszy dzień mogły przyprawić w osłupienie nie jedną osobę, która taki obrazek ujrzała. Najbardziej w tym wszystkim swoje zaskoczenie okazali organizatorzy, którzy - jak sami przyznali, nie byli przygotowani na przyjęcie takiej ilości kibiców. Jak przyznał Craig Tiley, dyrektor Australian Open, pierwszego dnia w "tenisowym miasteczku" zgromadziły się 100 763 osoby, zaś w sesji otwarcia wzięło udział aż 73 235 widzów. Bilety wstępu, które kosztowały 65 dolarów, zdążyły się wyczerpać wczesnym rankiem w niedzielę.


- Nie mieliśmy wątpliwości, iż na terenie obiektu pojawiło się więcej ludzi, niż się spodziewaliśmy. Dzieje się tu tak wiele rzeczy, a mecze tenisowe są świetne, więc pojawiło się u nas mnóstwo ludzi w tym samym czasie, a to świadczy o zainteresowaniu tym wydarzeniem. Z pewnością zainwestujemy dodatkowe środki już na początku, aby kibice mieli bezproblemowy wstęp - zapewniał Tiley w rozmowie z "Channel 9".
Zobacz też: Tak trener FC Porto podsumował Pietuszewskiego. Co za słowa!
Ostrożność ponad wszystko. To pokłosie zamachu terrorystycznego z grudnia
Jak powszechnie wiadomo, wzmożona obecność służb porządkowych, w tym policji uzbrojonej w karabiny półautomatyczne ma na celu zabezpieczenie całej imprezy. Australijczycy nie zdążyli się jeszcze otrząsnąć po tragedii, jaka miała miejsce na plaży Bondi w Sydney, gdzie 14 grudnia dwóch zamachowców otworzyło ogień do żydowskiej społeczności podczas tamtejszych obchodów święta Chanuki. W wyniku ataku zginęło 16 osób.



Tłumaczenie dyrekcji to jedno, zaś opinie kibiców to drugie. Ci byli zmuszeni do oczekiwania w piętrzących się kolejkach do wejścia na trybuny. Przed godziną 11 czasu lokalnego, by móc wejść na widownię trzeba było czekać co najmniej 20 minut. W wypowiedzi dla "Reutersa", jeden z mieszkańców Melbourne żalił się na brak biletów. - Nigdy nie spodziewałem się, iż nie będę miał wejściówek na kort, choć zawsze nie było z tym problemu - przyznał wyraźnie rozgoryczony. Jedna z fanek w rozmowie z portalem "news.com.au" przyznała też, iż była świadkiem kłótni rozgniewanych kibiców z ochroną, którzy stali w kolejce do wejścia na John Cain Arena. - Wczoraj byliśmy bardzo zdenerwowani, czekając na wejście na John Cain Arena, ale gdy tylko zajęliśmy swoje miejsca, wszystko ucichło - oceniła. Wśród zainteresowanych nie brakuje skarg i obelg skierowanych pod adresem organizatorów. Najczęściej pojawiającym się sformułowaniem było "to jest żart".


Oszałamiające tłumy
Wielkim zainteresowaniem cieszyło się spotkanie Filipinki Alexandry Eali z Alycią Parks. Tak wielkim, iż przed kortem nr 6, na którym się ono odbywało można było zaobserwować ogromne kolejki do wejścia na widownię. W większości spowodowane były obecnością lokalnej społeczności filipińskiej, co także zaskoczyło organizatorów imprezy. Francuski dziennikarz, Quentin Moynet zamieścił na portalu "X.com" nagranie spod tej areny z dopiskiem: „Oszałamiająca kolejka do kortu nr 6. Powód? Filipińska Alexandra Eala za chwilę zagra mecz pierwszej rundy Australian Open".






Według relacji fanów, którzy zgromadzili się w Melbourne Park w poniedziałek - drugiego dnia imprezy, włodarze podjęli stosowne działania ku temu, by usprawnić ruch między kortami. Wśród opinii na temat imprezy przebija się wiosek, wysnuty przez Jona Wertheima na łamach "Sports Illustrated", który wskazał na dosadne różnice pomiędzy Wimbledonem a Australian Open. "To nie jest impreza szampańska, ale piwna - dużo zabawy, ale mało zahamowań. Czasami można poczuć się jak na festiwalu muzycznym w samym centrum jednego z największych miast świata - z dodatkiem tenisa. Czasem choćby pojawia się Cate Blanchett" - skwitował.


Kibice w błędzie. Kwalifikacje wzięte za turniej główny
Rekordowa frekwencja towarzyszyła także "tygodniowi otwarcia", w którym odbywały się mecze kwalifikacyjne do drabinek głównych turnieju. Spora część z fanów była przekonana, iż są to już mecze pierwszej rundy. Skąd taki wniosek? Do 2024 roku wstęp na mecze kwalifikacyjne był bezpłatny. Od tej pory kibice mogą kupić karnety na stadion w cenie 20 dolarów, zaś dzieci mogą liczyć na bezpłatne wejście. Zadowolony z takiego obrotu spraw jest Tiley, który skierował swoje pochwały w kierunku liczebności kibiców w ubiegłym tygodniu. - Nie mam wrażenia, iż to pierwszy dzień kwalifikacji. W wielu aspektach mam wrażenie, iż to pierwszy dzień imprezy - skomentował. - Pierwszy z 21 dni aktywności, rozrywki i sportu - dodał. Można mieć wobec tego nieodparte wrażenie, iż w tym wszystkim tenis spada na ostatnie miejsce.



Australian Open potrwa do 1 lutego, kiedy to rywalizację finałowym starciem zakończą singliści. Dzień wcześniej decydujące o losach triumfu w imprezie spotkanie rozegrają singlistki.
Idź do oryginalnego materiału