Od 4:1 do 0:4 w godzinę. Wielki zwrot w meczu Świątek - Rybakina

2 godzin temu
Iga Świątek pod koniec drugiego seta spojrzała na trenera Wima Fissette'a i Darię Abramowicz i bezradnie rozłożyła ręce. Po 20 minutach meczu WTA Finals z Jeleną Rybakiną prowadziła 4:1, ale nieco ponad godzinę później przegrywała 0:4 w decydującej partii. Trzy miesiące temu skończyło się jej porażką 6:3, 1:6, 0:6. Teraz tenisistki zmierzą się w ćwierćfinale Australian Open.
Wygranie 12 z 13 ostatnich gemów kojarzy się z deklasacją charakterystyczną dla rywalizacji tenisistek, które dzieli przepaść. Ale niespodziewanie taki przebieg miało jedno ze starć Igi Świątek z Jeleną Rybakiną z poprzedniego sezonu. Dzięki wygranej reprezentantka Kazachstanu przerwała fatalną serię w rywalizacji z Polką. Stawką ich kolejnego pojedynku, do którego dojdzie w nocy z wtorku na środę, będzie półfinał Australian Open.

REKLAMA







Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. "Mam nadzieję, iż jeszcze sporo przede mną"



Wielki zwrot akcji w meczu Świątek - Rybakina. "Przejaw desperacji" zadziałał
W listopadowym mastersie w Rijadzie obie udział fazę grupową rozpoczęły od efektownych zwycięstw i w drugiej kolejce przyszła pora na tenisową ucztę. Trudno było jednak wtedy przewidzieć, iż dojdzie w niej do aż tak wielkiego falowania.
Serwis jest znakiem rozpoznawczym reprezentantki Kazachstanu, ale w pierwszej partii choćby w tym elemencie dominowała druga na światowej liście Polka. Wygrała wówczas aż 90 proc. akcji po pierwszym podaniu. Jej rywalka miała wówczas wielki problem z umieszczeniem piłki w korcie, notując 17 niewymuszonych błędów.
- Iga zaczęła z ogromną intensywnością, a ja byłam trochę wolna. Przegrywanie wyraźnie tak gwałtownie było trudną sytuacją, ale zaczęłam cisnąć - wspominała później piąta w rankingu WTA Rybakina.


Komentatorki Tennis Channel jej pierwsze próby szarpania w meczu określiły przejawem desperacji. Ale potem okazało się, iż przełamanie, które dzięki temu zapisała na swoim koncie pod koniec inauguracyjnej odsłony, było cennym punktem zaczepienia. Na początku drugiego seta sytuacja odwróciła się całkowicie.



Od tego momentu to zwyciężczyni Wimbledonu 2022 grała jak natchniona i trafiała niemal w każdej sytuacji, a triumfatorka ostatniej edycji londyńskiej imprezy wielkoszlemowej dopisywała na swój rachunek błąd za błędem. Jej słynny okrzyk "Jazda", który w pierwszym secie był potwierdzeniem mocy, potem miał pomóc w przełamaniu. Ale do takiego przełamania nie doszło.
Rybakina przerwała fatalną passę w meczach ze Świątek. Niechlubny wyczyn Polki
- jeżeli Jelena utrzyma ten poziom, to Iga będzie miała wielkie kłopoty - analizowały przy prowadzeniu 2:0 w trzeciej odsłonie komentatorki Tennis Channel. Polka już do końca meczu nie zdołała ugrać choćby gema.
Tym samym została pierwszą tenisistką od 2013 roku (poprzednią była Włoszka Flavia Pennetta), która przegrała w okresie trzy trzysetowe pojedynki z wynikiem 0:6 w decydującej partii. Wcześniej przydarzyło jej się to w półfinale Roland Garros z Białorusinką Aryną Sabalenką i w 1/8 finału w Pekinie z Amerykanką Emmą Navarro.
I choć taki nagły zwrot może mocno zaskakiwać, to oddają go w pełni statystyki. W drugiej partii wiceliderka światowego rankingu wygrała zaledwie 50 procent akcji po pierwszym podaniu, a w drugim i trzecim secie zaliczyła łącznie aż 36 niewymuszonych błędów. W pierwszym miała ich sześć.



Będąca piątą rakietą globu Rybakina po raz ósmy w okresie odwróciła wtedy losy pojedynku na swoją korzyść po przegraniu pierwszej odsłony. Przerwała też złą serię w rywalizacji ze Świątek, z którą przegrała wszystkie cztery wcześniejsze mecze w 2025 r.
Polka z kolei po raz drugi w okresie przegrała spotkanie po wygraniu pierwszego seta. Poprzednio przytrafiło jej się to w półfinale Australian Open, gdy uległa Amerykance Madison Keys.Teraz o półfinał wielkoszlemowej imprezy w Melbourne powalczy z będącą w świetnej dyspozycji Kazaszką. Awans do tego etapu byłby wyrównaniem jej najlepszego wyniku w tym turnieju. Rybakina to finalistka z 2023 roku.
To będzie też 12. mecz tych tenisistek, a bilans nieznacznie przemawia na korzyść Świątek (6-5). Europejskich fanów obu zawodniczek czeka zarwana noc, bo spotkanie rozpocznie się o godz. 1.30 czasu polskiego.
Idź do oryginalnego materiału