Nowy lider mistrzostw, Kimi Antonelli ma szansę przestawić szyki w Mercedesie w okresie 2026/ Źródło: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:2025_Japan_GP_-_Mercedes_-_Kimi_Antonelli_-_FP2.jpg, fot. Liauzh (CC BY-SA 4.0)Pierwsze trzy wyścigi nowego sezonu Formuły 1 już za nami. Przysporzyły sporo mieszanych emocji, zarówno wśród kibiców, jak i kierowców. Jedno wiemy na pewno – na razie niczego nie da się przewidzieć i pierwszy miesiąc obfitował w niespodziewane wydarzenia. Zamykamy go z całkowicie zmienionym układem sił w stawce i nieoczekiwanym liderem.
Nowe regulacje są tematem dyskusyjnym – już na etapie testów choćby Max Verstappen wyrażał sceptycyzm i liczne obawy. Wiedzieliśmy, iż układ sił w stawce się wyrówna i wszyscy zaczną od zera. Od pierwszego weekendu mieliśmy do czynienia z wieloma niespodziankami, których liczba rosła wraz z kolejnymi wyścigami. Rundy w Chinach czy Japonii okazały się znacznie bardziej atrakcyjne, niż w poprzednich latach – mamy teraz znacznie więcej manewrów wyprzedzania i zmian w stawce względem układu z kwalifikacji. Na papierze widać głównie plusy, bo same w sobie wyścigi są dynamiczne i widowiskowe. Większość kierowców nie jest jednak zadowolona z trudności w kwalifikacjach wynikających z konieczności zarządzania baterią i tego, jak wiele zależy od tego w wyścigu. Do przeszkód niestety dochodzi także kwestia bezpieczeństwa. Podnoszona przede wszystkim po koszmarnym wypadku Olliego Bearmana w Grand Prix Japonii. Brytyjczyk uderzył w ścianę przy prędkości ponad 300 km/h podczas próby wyprzedzenia Franco Colapinto. Argentyńczyk obronił się przed manewrem, będąc wolniejszym aż o 45 km/h. Tak duże różnice w prędkościach są określane jako niebezpieczne. W związku z tym prawdopodobnie zostaną podjęte próby, by zmienić to po przerwie spowodowanej odwołaniem GP Bahrajnu i GP Arabii Saudyjskiej. Przed miesięczną przerwą działo się jednak bardzo dużo, a układ sił uległ całkowitej zmianie.
Powrót na szczyt i nowy mistrz świata?
Tak, jak większość się spodziewała, Mercedes podkreślił swoją dominację już na początku sezonu. W pierwszy weekend w Australii kierowcy Srebrnych Strzał zablokowali pierwszy rząd, a George Russell zgodnie z oczekiwaniami znalazł się przed Kimim Antonellim. Pomimo problemów na starcie, udało im się dojechać w tej samej kolejności do mety, zdobywając pierwszy dublet w tym składzie. Wcześniej nie był to jednak weekend marzeń dla młodego Włocha – niestety rozbił bolid w trzeciej sesji treningowej. Mechanikom udało się go odbudować za sprawą cudu – kraksy Maxa Verstappena w sesji Q1, która kupiła im kilka cennych minut. Spektakularna odbudowa Kimiego była jednak wstępem do spełnienia kolejnych wyścigowych marzeń.
W Chinach Mercedesy ponownie ustawiły się w pierwszym rzędzie do sprintu, w tej samej kolejności – George znalazł się przed Kimim. Brytyjczyk zwyciężył a jego młodszy kolega zakończył na piątej pozycji, po karze za kolizję z Isackiem Hadjarem. To jednak ostatni jak do tej pory dominujący występ Russella. W kwalifikacjach w Szanghaju zmagał się z problemami technicznymi i w ostatniej chwili wyjechał na finałową część czasówki. Po raz pierwszy w tym sezonie został pokonany przez Antonellego, który ustanowił kolejny rekord – został najmłodszym zdobywcą pole position w Grand Prix (już wcześniej został jego właścicielem w kategorii dowolnego formatu, po pierwszej pozycji do sprintu w Miami). W wyścigu także nie miał sobie równych – choć na starcie wyprzedził go Lewis Hamilton, młody Włoch odzyskał swoją pozycję już na drugim okrążeniu i nie oddał jej aż do mety. 19-latek zaliczył świetny weekend, zgarniając honorowe miejsce, wygraną oraz najszybsze okrążenie. Transmisje na całym świecie obiegło nagranie wzruszonego kierowcy podczas wywiadu po wyścigu. Podium okazało się wyjątkowo symboliczne – znaleźli się na nim obecni reprezentanci Mercedesa oraz Lewis Hamilton, a jako delegacja zwycięskiej ekipy został wysłany Peter Bonnington – obecny inżynier wyścigowy Kimiego, wcześniej przez wiele lat współpracujący z Lewisem, a także jednorazowo z Georgem podczas jego debiutu w Mercedesie w Sakirze w 2020 roku.
Podobny scenariusz powtórzył się dwa tygodnie później, w Grand Prix Japonii. Kimi znów był najszybszy w czasówce, jednak po słabym starcie spadł na szóste miejsce, co zmusiło go do przebijania się przez stawkę. Pomogła mu neutralizacja w idealnym momencie – tuż przed jego zjazdem na pit stop, kiedy prowadził stawkę. Pozwoliło mu to utrzymać prowadzenie do mety. To spotkało się z niezadowoleniem George’a, który zjechał zaledwie okrążenie wcześniej. Dzięki kolejnej wygranej Antonelli dorzucił do swojego dorobku kolejny rekord – został najmłodszym kierowcą w historii na prowadzeniu w mistrzostwach świata. Russell w Japonii zajął bowiem czwartą lokatę i stracił prowadzenie z dziewięcioma punktami straty do lidera.
Choć wielu fanów podchodziło sceptycznie do możliwości walki wewnętrznej w zespole, staje się to realnym scenariuszem na przyszłość – Kimi jest bowiem jedynym kierowcą, który zameldował się na podium we wszystkich trzech dotychczasowych wyścigach. Jedyną piętą achillesową Mercedesa wydają się jak na razie starty, jednak może zostać to poprawione w trakcie przerwy. Możemy mieć do czynienia z ciekawym pojedynkiem w zespole – jak na razie nie byliśmy jeszcze świadkami bezpośredniej walki na torze obu kierowców. Dotychczas Toto Wolff ostudza zapał, utrzymując, iż Kimi jak na razie nie będzie walczył o tytuł, choć marzenia o kolejnym wielkim talencie na miarę Maxa Verstappena i najmłodszym w historii mistrzu świata mogą okazać się bardziej realistyczne, niż wydawało się to na początku sezonu.
Wielki powrót i bolesne upadki
Nowa nadzieja rozpaliła się wśród fanów Ferrari. Zespół całkiem nieźle zaprezentował się w testach, a Lewis Hamilton nieoczekiwanie zachwalał nowe regulacje. Było to zwiastunem odrodzenia włoskiego zespołu, który zaliczył świetne wejście w nowy sezon. Od początku sezonu kierowcy dominują na startach, z którymi poradzili sobie zdecydowanie najlepiej dzięki mniejszej turbosprężarce. Kierowcy Ferrari dostarczają widowiska w każdy weekend, tocząc efektowne, ale jednocześnie czyste pojedynki. Charles Leclerc już dwa razy zameldował się na podium a jego zespołowy kolega przerwał długą serię bez meldunku w pierwszej trójce w Grand Prix Chin. w tej chwili kierowcy zajmują trzecią i czwartą pozycję w zestawieniu i najczęściej są wskazywani jako ci, którzy mogą zagrozić Mercedesowi.
Znacznie gorzej wygląda sytuacja Red Bulla. Nowa jednostka napędowa, opracowana we współpracy z Fordem, nie spełniła oczekiwań. Max Verstappen z powodu kłopotów z samochodem rozbił się w kwalifikacjach w Australii, zaś Isack Hadjar zakończył wyścig przedwcześnie z powodu awarii. W Chinach z kolei czterokrotny mistrz świata cały czas skarżył się na problemy, a ostatecznie jego bolid został wycofany. Dopiero w Japonii obaj kierowcy dojechali do mety, zajmując ósme i 12. miejsce. Na ten wyścig przywieziono pierwsze poprawki, ale problemu nie zostały w pełni rozwiązane. Red Bull musi znaleźć sposób na to, jak zbliżyć się do czołówki. Na razie nie wprowadził jednak żadnej zmiany, która przyniosłaby rezultaty. Co ciekawe, Isack pokonał Maxa w kwalifikacjach już dwukrotnie, od samego początku w nowym zespole. Nasuwa się pytania, czy będzie w stanie dorównać Holendrowi, w przeciwieństwie do poprzednich zespołowych partnerów?
Niewiele lepiej sytuacja prezentuje się w McLarenie – ekipie, która w zeszłym roku zdobyła oba mistrzowskie tytuły. Oscar Piastri zaliczył koszmarny początek sezonu, rozbijając się w domowym wyścigu w Australii jeszcze przed okrążeniem formacyjnym. Różnica tempa do Mercedesa czy Ferrari także pozostawiła wiele do życzenia, zarówno w czasówce, jak i wyścigu. Pojawiały się liczne problemy techniczne oraz trudność w wykorzystaniu pełni potencjału silnika Mercedesa. Gdy wydawało się, iż gorzej już być nie może, oba samochody nie wystartowały do Grand Prix Chin z powodu dwóch różnych awarii. W Japonii Piastri odbudował się, zajmując drugie miejsce w wyścigu, a przez kilkanaście okrążeń był choćby jego liderem. Obecny mistrz świata, Lando Norris jak na razie zakończył oba wyścigi, w których wystartował na piątej pozycji i taką zajmuje również w klasyfikacji generalnej. Dotychczasowe występy zespołu są znacznie poniżej oczekiwań, zwłaszcza ze względu na fakt, iż ostatnie dwa lata prezentowali szczytową formę. Istnieje spora szansa, iż początkowe problemy zostaną rozwiązane i po ewentualnych poprawkach zespół będzie w stanie zbliżyć się do czołówki.
Nowy sezon, nowy początek
W środku stawki niewątpliwie o prowadzenie powalczą Haas, Alpine i Racing Bulls. Ten pierwszy z nich ma znaczący atut – Ollie Bearman jest jednym z największych młodych talentów na gridzie, a sezon rozpoczął z przytupem. Po drugim weekendzie sezonu miał już na koncie punkty we wszystkich możliwych sesjach (dwóch wyścigach oraz sprincie) i znajdował się na piątym miejscu w klasyfikacji generalnej kierowców, wyprzedzając choćby Maxa Verstappena i obecnego mistrza świata, Lando Norrisa. Na szczególną uwagę zasługuje jego występ w Chinach, gdzie zajął piąte miejsce. Niestety trzeci weekend skończył się kiepsko dla 20-letniego Brytyjczyka, ale można przypuszczać, iż ma spore szanse po raz kolejny pokonać w wewnętrznej rywalizacji znacznie bardziej doświadczonego Estebana Ocona.
Alpine wydaje się znacznie lepiej przygotowane, niż w poprzednim sezonie i obaj kierowcy zaliczyli już zdobycze punktowe. Na szczególne wyróżnienie zasługuje Pierre Gasly, który w Chinach zdobył szóstą lokatę, w Japonii utrzymał za sobą do samego końca Maxa Verstappena, dowożąc siódme miejsce. Ma to także swoje symboliczne znaczenie – w 2019 roku został wyrzucony z pierwszego zespołu Red Bulla za zbyt słabe wyniki w porównaniu właśnie do czterokrotnego mistrza świata. Z kolei Franco Colapinto ma szansę podnieść się po kiepskim poprzednim sezonie i wykorzystać znacznie lepszą jednostkę napędową Mercedesa w porównaniu z używanym w poprzednim sezonie silnikiem Renault.
W Racing Bulls za kierownicą zasiadł jedyny nowicjusz w tym sezonie – 18-letni Arvid Lindblad. Młody Brytyjczyk zaliczył spektakularny debiut w juniorskim teamie Czerwonych Byków i w Australii zajął ósme miejsce, zdobywając pierwsze punkty w karierze. Co ciekawe, w Japonii wyrzucił z sesji Q3 samego Maxa Verstappena, wyprzedzając go o jedną lokatę. Liam Lawson także radzi sobie lepiej w porównaniu do 2025 roku – zaliczył łącznie trzy zdobycze punktowe z czterech możliwych. Zespół znajduje się w tej chwili zaledwie dwa punkty za Red Bullem, chociaż trzeba wziąć pod uwagę spore problemy techniczne seniorskiej ekipy podczas pierwszych weekendów.
Ostatniego słowa nie powiedziało jeszcze Audi (dawniej Sauber), które w kwalifikacjach wypada całkiem nieźle w porównaniu do reszty środkowych ekip. Wdrożyło nową, własną jednostkę napędową, która zdaje egzamin na torach wyścigowych. Zarówno Nico Hulkenberg, jak i Gabriel Bortoleto nie prezentują się najgorzej w kwalifikacjach (ten drugi już dwukrotnie zameldował się w Q3, a choćby zdobył punkty w wyścigu), zespół boryka sięjednak z licznymi problemami technicznymi. W dwóch pierwszych Grand Prix startowali z jednym samochodem z powodu awarii. Williams także może się jeszcze podnieść – po ominięciu testów w Barcelonie i słabym początku sezonu (liczne awarie pojawiły się zwłaszcza po stronie garażu Alexa Albona), Carlos Sainz zdołał już dowieźć do mety pierwsze punkty. Co ciekawe, jest to ta ekipa, która w 2025 roku najszybciej porzuciła pracę nad aktualnym samochodem, aby skupić się w pełni na nowych regulacjach i mimo to była najlepsza w środku stawki, zajmując piąte miejsce w klasyfikacji generalnej. Niestety, jak na razie wyraźnie odstają poziomem od Haasa czy Alpine, mimo wykorzystywania zdecydowanie najlepszej jednostki napędowej Mercedesa.
Najsłabiej jak na razie wypadają Cadillac oraz Aston Martin. Pierwsza z ekip dołączyła w tym roku i w tej chwili korzysta z silnika Ferrari. Wybrano dwóch doświadczonych kierowców – Valtteriego Bottasa oraz Sergio Pereza, którzy powrócili do stawki, by pomóc nowej ekipie odnaleźć się w elicie. Celem na ten rok miał być rozwój oraz dojeżdżanie do mety. Choć różnica do pozostałych zespołów jest dość spora, zespołowi tylko raz nie udało się dojechać do mety (Bottas nie ukończył GP Australii z powodu awarii). Znacznie gorzej sytuacja prezentuje się w Astonie Martinie, który walczy ze sporymi kłopotami już od testów. Silnik Hondy okazał się słabym wyborem, a sama konstrukcja na początku sezonu nie była w stanie przejechać dystansu wyścigowego (kierowcy skarżyli się m.in. na wibrowanie uniemożliwiające dalsze prowadzenie). Lance Stroll nie ukończył jeszcze żadnego wyścigu w tym sezonie a Fernando Alonso udało się to po raz pierwszy dopiero w trzecim Grand Prix Japonii.
Faworytem do obu tytułów pozostaje Mercedes, a Ferrari wydaje się tym zespołem, który może całkiem sporo namieszać. Nasuwają się pytania, czy Red Bull i McLaren zdołają się odbudować i wyrównać do reszty, a także jak ostatecznie ułożą się siły w środku stawki. Jedno jest pewne – czekają nas jeszcze liczne przetasowania, związane przede wszystkim z poprawkami wewnątrz zespołów oraz przystosowaniem się do nowych regulacji.
Oliwia GARCZYŃSKA

4 tygodni temu














