Niewiarygodny mecz Majchrzaka! Było już 2:0 w setach

1 godzina temu
- Coś niebywałego! Kamil Majchrzak wygrał gema, którego powinien przegrać - emocjonował się komentator w trakcie meczu pierwszej rundy Australian Open. Ale potem to Brytyjczyk Jacob Fearnley zadziwił, wracając efektownie do gry, gdy był już w wielkich opałach. Polski tenisista z trudem wygrał 7:6, 7:5, 3:6, 7:6, podtrzymując świetną serię Biało-Czerwonych w Melbourne.
Poniedziałkową rywalizację na korcie nr 12 kompleksu w Melbourne Park otworzyła Magdalena Fręch, która rozbiła w 62 minuty Słowenkę Veronikę Erjavec 6:1, 6:1. Jedynie 10 minut krócej trwał pierwszy set pojedynku Kamila Majchrzaka, który pojawił się na tej samej arenie kilka godzin później. Reakcje tenisisty współpracującego z trenerem Christopherem Kasem po niewykorzystanych szansach były bardzo wymowne, ale po trzech i pół godziny walki mógł odetchnąć głęboko z ulgą.

REKLAMA







Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. "Mam nadzieję, iż jeszcze sporo przede mną"



Zarówno Majchrzak, który niespełna tydzień temu obchodził 30. urodziny, jak i młodszy o młodszy o pięć lat Fearnley jakiś czas temu budowali ranking ATP od zera. Ale z zupełnie innego powodu. Polak dwa lata temu wrócił do rywalizacji po 13-miesięcznej dyskwalifikacji (stosował zanieczyszczony suplement), a Brytyjczyk rok wcześniej zaczął międzynarodową rywalizację od podstaw po kilku latach gry w barwach jednego z amerykańskich uniwersytetów. I choć jedynie ten drugi może się pochwalić już obecnością w Top50 (był w tym gronie latem ubiegłego roku), to faworytem był teraz Majchrzak. I z tej roli się wywiązał.
Eksperci przed tym meczem zwracali uwagę, iż na korzyść będącego w tej chwili 59. rakietą globu Majchrzaka przemawia nie tylko większe doświadczenie, ale i regularność oraz to, iż zwykle dobrze pilnuje własnego podania. Sklasyfikowany o 18 pozycji niżej Fearnley z kolei dał się poznać jako specjalista od podwójnych błędów. I choć w poniedziałek początkowo miał ich dużo, to Polak miał problem z tym, by mu odskoczyć.
Z powodu australijskiego upału obaj zawodnicy w przerwach zmieniali przepocone koszulki, które oblepiały ich ciała. Nieraz też widać, było, iż dłuższe wymiany kosztowały ich sporo sił. Obaj również mieli świadomość, iż im dłużej potrwa ten pojedynek, tym bardziej najważniejsze będzie przygotowanie fizyczne.
Być może też dlatego Majchrzak już na początku meczu bardziej ryzykował, chcąc gwałtownie skończyć akcję, choć wydawało się, iż wydłużanie wymian będzie działało na jego korzyść. Nie dawało to jednak początkowo efektu. Co prawda po błędach rywala zanotował przełamanie już przy stanie 1:1, ale Fearnley od razu odrobił stratę. Brytyjczykowi sprzyjało też na tym etapie szczęście – w siódmym gemie po raz drugi w niespełna pół godziny podnosił rękę w przepraszającym geście, bo piłka otarła się o taśmę i spadła na stronę przeciwnika. Przewaga Polaka zarysowała się mocniej dopiero w tie-breaku. W tym sezonie jak na razie świetnie sobie radzi w setach, które wymagają takiego rozstrzygnięcia i nie inaczej było teraz.



Ale jeżeli ktoś z kibiców 30-latka myślał, iż od tego momentu będzie on miał już z górki, to bardzo się pomylił. Bo co prawda znów to Majchrzak jako pierwszy zanotował „breaka", ale zamiast powiększać przewagę 3:1 ta po chwili była już tylko wspomnieniem. Frustrował się po zmarnowanych okazjach, a w dziewiątym gemie był w dużych tarapatach. Tak dużych, iż niektórzy byli już pewni, iż za chwilę ponownie straci podanie. Aż trzykrotnie się przed tym wybronił, w tym raz bardzo efektownie. Był bowiem już w głębokiej defensywie – tak głębokiej, iż w pewnym momencie nie było go choćby widać na ekranie podczas transmisji. Wydawało się, iż Brytyjczykowi nie pozostaje nic innego jak tylko go „dobić". Ale Polak, będąc pod ścianą, zdołał wygrać tę akcję.
- Coś niebywałego! Kamil wygrał gema, którego powinien przegrać - przyznał komentujący ten mecz w Eurosporcie Dawid Olejniczak.
Niektórzy mogli uznać, iż będący w tak trudnej sytuacji Fearnley będzie już praktycznie na deskach. Ale zamiast rzucić ręcznik on zaczął grać coraz lepiej, ograniczając prezenty w postaci pomyłek. Od stanu 2:2 faworyt miał już kilka do powiedzenia w tej partii. Tak samo było na początku kolejnej odsłony.
- Tu potrzebna jest jakaś terapia wstrząsowa – zaznaczył Olejniczak przy stanie 0:3.



Brytyjczyk wyciągnął nieco pomocną dłoń, popełniając znów więcej błędów w piątym gemie i Polak tę dłoń złapał, odrabiając stratę przełamania. Podczas jednej z wymian Fearnley przewrócił się i przy własnym prowadzeniu 3:2 skorzystał po raz pierwszy, ale nie ostatni z pomocy medycznej.
Emocje coraz bardziej udzielały się Majchrzakowi. Po jednej z przegranej akcji w siódmym gemie wściekły na siebie zaczął krzyczeć. Przetrwał jednak i te problemy, by ponownie okazać się lepszy w tie-breaku.
30-latek z Piotrkowa Trybunalskiego wyrównał rachunki ze Szkotem. Bo to właśnie ten drugi wygrał ich jedyny aż do teraz mecz - w 2024 roku zmierzyli się w kwalifikacjach w Sztokholmie.
Choć ogółem Majchrzak bardzo dobrze radzi sobie na kortach twardych, to akurat w Melbourne jeszcze nigdy nie przeszedł drugiej rundy. Rok temu, wciąż odbudowując ranking po przymusowej przerwie, przeszedł trzystopniowe kwalifikacje, ale przegrał w pierwszej rundzie, choć wydawało się, iż los się do niego uśmiechnął, zestawiając go wówczas ze 182. na światowej liście Hiszpanem Pablo Carreno Bustą.



O pierwszy w karierze awans do trzeciej rundy Australian Open zagra z Węgrem Fabianem Marozsanem (47. ATP), który wyeliminował rozstawionego z numerem 24. Francuza Arthura Rinderknecha.
Majchrzak kontynuuje dobrą passę polskich singlistów pierwszego dnia turnieju. Przed nim awans wywalczyły bowiem już w komplecie Fręch, Magda Linette oraz Linda Klimovicova. Jako ostatnia z tej grupy w poniedziałek wyjdzie na kort Iga Świątek.
Idź do oryginalnego materiału