Niespodziewane kłopoty Agnieszki Rylik. Grozi jej do ośmiu lat więzienia

2 dni temu
Zdjęcie: Screeny: Instagram.com/agnieszka_rylik, interwencja.polsatnews.pl/


Już ponad 440 tys. złotych dla Agnieszki Rylik zebrało stowarzyszenie "Obudź w Sobie Potencjał". Okazuje się jednak, iż zrzutkę dla byłej mistrzyni świata w boksie chciały zablokować jej wierzycielki, które wypowiedziały się w reportażu dziennikarki Polsatu. - Poczułam się jak bardzo dobry bankomat z dostępem 24-godzinnym do wypłat - powiedziała jedna z poszkodowanych. Rylik odpiera zarzuty, a sprawą już zajęła się prokuratura, która postawiła zarzuty byłej mistrzyni.
- To było doskonale zagrane. To nie miało nic wspólnego z tym, co ona mówiła, czyli z dobrym koleżeństwem, z przyjaźnią, z zażyłością. Z perspektywy lat mam takie wrażenie, iż był to wypracowany mechanizm. To zaufanie było budowane przez lata, bo pierwsze pieniądze pożyczyła ode mnie w 2020 r. Wtedy pożyczyłam jej 5 tys. złotych i to był największy przelew - tak o znajomości z Agnieszką Rylik mówi pani Eliza, jedna z bohaterek reportażu wyemitowanego w programie "Interwencja" w telewizji Polsat.


REKLAMA


Zobacz wideo Szef KSW ostrzega: Pudzianowski tylko na tym straci


Pani Eliza jest jedną z wierzycielek byłej mistrzyni świata w boksie, o której wielkich problemach dowiedzieliśmy się pod koniec stycznia. "Rylik to najbardziej utytułowana polska pięściarka. Z 18 zawodowych walk wygrała 17, zdobywając tytuł mistrzyni świata. Ale Rylik była też wielokrotną mistrzynią świata i Europy w kickboxingu. Dziś, jak sama napisała, wciąż walczy. Tym razem o powrót do zdrowia i normalnego życia, które skończyło się blisko trzy lata temu po śmierci jej partnera Andrzeja Gnoińskiego" - pisaliśmy na Sport.pl.
"Zostałam sama i prawie przestałam chodzić przez problemy z kręgosłupem. (...) Zawsze myślałam, iż jak mam dwie ręce i dwie nogi w miarę zdrowe to zawsze sobie poradzę, niestety zwyrodnienia w odcinku lędźwiowym kręgosłupa sprawiły, iż nogi drętwiały i zaczęły się problemy z poruszaniem. Nie mogłam chodzić, ani stać dłużej niż parę minut. Nie mogłam się schylić. Nie wspominając o bólu. (...) W międzyczasie straciłam ubezpieczenie zdrowotne. Nieważne, iż ciężko pracujesz całe życie. Nie pracujesz, to nie masz ubezpieczenia. Nie masz jak się leczyć, nie masz za co żyć, nie masz gdzie mieszkać. Wpadasz w błędne koło" - przekazywała sama Rylik za pośrednictwem mediów społecznościowych.
Rękę do byłej pięściarki wyciągnęło mnóstwo osób, które zdecydowały się wpłacić pieniądze na zbiórkę, założoną na portalu zrzutka.pl. Do dziś zebrano w niej ponad 440 tys. złotych. Cel zbiórki został określony na pół miliona złotych. - Zacząłem zachęcać Rylik, by wyraziła zgodę na założenie zbiórki. Na początku nie była gotowa. Mistrzyni blisko trzy lata temu zdecydowała, iż chce być sama, ale przecież tak naprawdę nikt tego nie chce. Wiemy, iż samotność nikomu nie służy. Zwłaszcza gdy potrzebujemy pomocy. W końcu przyszedł 21 stycznia, czyli dzień jej urodzin i imienin. To wtedy się odważyła i powiedziała: "Zróbmy to" - mówił nam założyciel zbiórki Bartosz Oleszczuk.
"Poczułam jak bardzo dobry bankomat"
Dziś, kiedy zbiórka powoli dobiega do końca, temat powrócił. Tym razem odezwali się wierzyciele Rylik, którzy próbują odzyskać pożyczone jej przed laty pieniądze. - Mówiłam jej: "Musisz mi zwróci część". Odpowiadała: "Dobra, za tydzień ci zwrócę". I zwracała 300 czy 500 złotych, ale za kolejny tydzień prosiła o kolejny przelew na 1000 złotych na inne konto, bo poprzednie jest zablokowane. (...) W sumie jest mi winna około 8 tys. złotych - powiedziała pani Eliza w programie "Interwencja".


Pani Magdalena, która ujawniła, iż pożyczyła Rylik 2700 złotych: - Mocno ucierpiało moje poczucie sprawiedliwości. Gdyby pani Agnieszka Rylik powiedziała mi, iż znajomość z gwiazdą będzie kosztować mnie pieniądze, to wtedy mogłabym podjąć decyzję świadomie. Dawałam jej kolejne szanse, słuchałam kolejnych wyjaśnień. I kiedy w końcu poirytowana powiedziałam, iż skoro nie ma na życie, to dobrze by było, gdyby się wzięła za pracę jak każdy z nas, to jej się to nie spodobało i znajomość się urwała, a dług został. Dlatego zdecydowałam się na oficjalną drogę, dostaliśmy nakaz, a komornikowi w ciągu trzech lat udało się uzyskać kwotę trzystu kilkudziesięciu złotych.
Pani Magdalena wysłała choćby wniosek do komornika z prośbą o zablokowanie zrzutki i egzekucję należnych jej pieniędzy. - Komornik uzyskał odpowiedź, iż te środki nie są zbierane przez dłużnika, tylko przez stowarzyszenie, które taką zbiórkę założyło, więc formalnie nie są to środki dłużnika – powiedział Przemysław Małecki z Izby Komorniczej w Warszawie.


Panie Eliza i Magdalena nie są jedynymi osobami, od których Rylik miała pożyczać pieniądze. - Agnieszkę poznałam w 2016 r. na urodzinach mojego przyjaciela. Około 2018 r. zostałam poproszona o świadczenie pomocy prawnej. Pomogłam jej, jednak do dzisiaj się ze mną nie rozliczyła. Chodzi o około 1500 złotych. Uważam, iż gdyby miała dobrą wolę, to przez tyle lat z całą pewnością by się ze mną rozliczyła. Nie tylko nie chciała się z tego ze mną rozliczyć, ale również bardzo mi naubliżała - stwierdziła adwokat Anna Szydłowska.
- Tak się poczułam jak bardzo dobry bankomat z dostępem 24-godzinnym do wypłat. Zdarzało się, iż w nocy również były telefony: potrzebuję na taksówkę, żeby podjechać do apteki, na leki. Ja jej bezgranicznie ufałam. Nasza przyjaźń zakończyła się wtedy, jak poprosiłam ją, żeby poddała się leczeniu, ja już od pewnego czasu obserwowałam pewne niepokojące mnie sygnały. Mówię o pewnej formie uzależnienia. Zareagowała bardzo agresywnie, nagle kontakt się urwał, po prostu zniknęła z dnia na dzień z mojego życia - dodała pani Anna, która ujawniła, iż łącznie pożyczyła Rylik prawie 40 tys. złotych.


Rylik odpiera zarzuty
Z programu dowiedzieliśmy się, iż Prokuratura Rejonowa Warszawa-Śródmieście prowadzi sprawę oszustw, w której Rylik jest podejrzaną i już postawiono jej zarzuty. - Mamy do czynienia z około dwunastoma zarzutami: zarzuty oszustwa, doprowadzenia do niekorzystnego rozporządzania mieniem po uprzednim wprowadzenie w błąd pokrzywdzonego. Każdy z takich czynów zagrożony jest karą więzienia od sześciu miesięcy do lat ośmiu. Zarzuty zostały postawione, nie zostały jeszcze tylko ogłoszone. Planujemy je ogłosić w najbliższym czasie - przekazał Piotr Antoni Skiba z Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
Rylik nie pojawiła się w reportażu. Na zadane pytania odpowiedziała oświadczeniem, które opublikowano w programie i na stronie internetowej. W całości można je przeczytać w tym miejscu.


"Jeżeli chodzi o osoby Magdaleny L., Elizy G. i Anny B. (jeżeli dobrze domyślam się, o co chodzi) to dwie z tych osób próbowały niejako przymusić mnie do podpisania dokumentów i zapłaty kwot, które w znacznej części nie dawały się w matematyczny i ekonomiczny sposób wyjaśnić oraz domagały się przepisania na ich rzecz prawa własności mojego samochodu o wartości kilkakrotnie przewyższającej kwotę faktycznych moich zadłużeń wobec nich. Nie unikałam obowiązku uregulowania moich faktycznych zobowiązań wobec pani Anny B., jednakże odmówiła ona kilka lat temu podpisania przygotowanego przeze mnie porozumienia obejmującego faktycznie pożyczone mi kwoty. Co do pani Elizy G. - wiele lat temu stwierdziła wedle mojej wiedzy, iż ona nie chce już mieszać się w sprawy związane z rozliczeniem ze mną. Co do Pani Magdaleny L. - również od lat nie miałam żadnej informacji o dochodzeniu wobec mnie kwot ani wskazania ich wysokości" - czytamy w oświadczeniu.
I dalej: "Obecna aktywność wszystkich wskazanych w zapytaniu pań związana jest tylko i wyłącznie z tym, iż z uwagi na moją bardzo trudną sytuację ludzie dobrego serca postanowili przeprowadzić akcję charytatywną m.in. na moje leczenie. Nie byłam ani inicjatorem tej akcji, ani pomysłodawcą, ani też autorem jej opisu - wiem, iż organizator zbiórki wykorzystał tekst mojego wpisu z mediów społecznościowych. Widocznie żadna z Pań widocznie nie doczytała regulaminu zbiórek tego typu, a z racji zaprzeszłych animozji w istocie chcą uniemożliwić lub utrudnić realizację celu zbiórki oraz uzyskać jakieś nieznane mi co do wysokości środki".


Pieniądze wypłacane zgodnie z prawem
Po emisji reportażu w Polsacie Rylik zabrała też głos w mediach społecznościowych. "Po dokładnej analizie programu wraz z moim pełnomocnikiem prawnym wrócę z pełnym oświadczeniem w tej sprawie" - napisała na Instagramie.


Po emisji reportażu skontaktowaliśmy się też z Oleszczukiem, który potwierdził, iż proponował pani Annie trójstronne porozumienie, które zostało przez nią odrzucone. Porozumienie miało polegać na tym, iż stowarzyszenie "Obudź w Sobie Potencjał", które zbiera pieniądze dla Rylik, miało spłacać jej dług z kontraktów reklamowych.
- Cały czas współpracujemy i pomagamy Agnieszce Rylik, dlatego też wspólnie szukaliśmy kontraktów dla niej. Co do samego reportażu, to nie chcę i nie mogę wypowiadać się w jej imieniu. Agnieszka pracuje ze swoim prawnikiem i na pewno niedługo sama się do tego odniesie - powiedział Oleszczuk.
- Pieniądze, które zebraliśmy na zrzutce, są na koncie stowarzyszenia. Część środków została już przekazania Agnieszce. Na przykład, kiedy potrzebowała pieniędzy na badania czy leczenie. Na wszystko mam faktury. Część pieniędzy została też wypłacona na codziennie potrzeby, bo przecież każdy musi z czegoś żyć. Te środki zaś są co miesiąc rozliczane przez Agnieszkę z księgową. Wszystko jest w zgodzie z prawem, bo nie mogę dysponować tymi pieniędzmi ot tak sobie - dodał.
Idź do oryginalnego materiału