Nieprawdopodobne sceny w hicie PlusLigi. Chaos to mało powiedziane

3 tygodni temu
To był mecz bardzo nerwowy, chaotyczny, a choćby mający w sobie coś absurdalnego i kuriozalnego. Ostatecznie tę siatkarską bitwę w hicie Plusligi wygrała Aluron CMC Warta Zawiercie, która pokonała Asseco Resovię 3:1 (25:23, 19:25, 34:32, 25:22). Kibice z pewnością nie narzekali na nudę. Ale można mieć sporo uwagi do sędziów. Sytuacja, w której byli głównymi antybohaterami, miała zdecydowany wpływ na losy meczu.
Sobotni wieczór mógł być wyjątkowy dla sympatyków siatkówki, bowiem dostali absolutny hit PlusLigi - druga Aluron CMC Warta Zawiercie mierzyła się z czwartą Asseco Resovią. Zawiercianie mieli szansę przejąć pozycję lidera po tym, jak w piątek wskoczył tam PGE Projekt Warszawa. Było pewne, iż to będzie wielkie granie.


REKLAMA


Zobacz wideo Bogdanka LUK Lublin z pucharem Polski. Kewin Sasak został MVP turnieju


Zawiercie lepiej czuje się w chaosie
Oba zespoły nie mogły opanować nerwów w pierwszych fragmentach tego spotkania. Szczególnie to było widać w polu serwisowym, gdzie siatkarze popełniali sporo błędów. Jednak w kluczowych momentach gospodarze byli w stanie się poprawić w tym elemencie. Lepiej też u nich funkcjonowało przyjęcie, więc były chwile, kiedy dało się dobrze zaatakować. Dzięki temu zdołali sobie wyrobić minimalną przewagę w końcówce pierwszego seta i wygrać go 25:23.
Resovia złapała wiatr w żagle
Drugą partię perfekcyjnie otworzyli gospodarze, prowadzili 4:1, bezlitośnie wykorzystywali błędy rzeszowian. Wydawało się, iż w tym momencie Warta zacznie sobie budować autostradę przynajmniej do wygrania drugiego seta. Ale nic z tych rzeczy. Rzeszowianie odrobili straty z nawiązką, zdobyli sześć punktów z rzędu, prowadzili 9:6. Goście wyraźnie poprawili się w polu zagrywki. Szczególnie niebezpieczni w tym elemencie dla zawiercian stali się Yacine Louati i Danny Demyanenko. W ataku wspomniana dwójka także się rozkręcała, do spółki z Arturem Szalpukiem, przy siatce potrafił zaskoczyć dodatkowo Marcin Janusz.


Resovia nie utrzymała tej przewagi, dała się wciągnąć w chaotyczną siatkówkę, wkradały się też błędy w komunikacji. Zawiercie odzyskało prowadzenie, było 13:11. Ale taki okres gry nie trwał długo. Resovia ponownie przejęła inicjatywę, znów zanotowała kilkupunktową serię. Prowadziła 17:14. Potem tylko powiększała przewagę, aż wygrała seta 25:19 i doprowadziła do remisu.


Wyglądało na to, iż ta druga seria punktowa rzeszowian będzie momentem zwrotnym tego meczu. W trzecim secie goście zanotowali kolejną taką serię, dała im prowadzenie 11:6. Resovia wyglądała na uporządkowany zespół, jakby znalazła stabilizację w obronie i ataku. A tej brakowało w Zawierciu. Bartłomiej Bołądź, Bartosz Kwolek, Mateusz Bieniek i Kyle Ensing byli przewidywalni, z łatwością nadziewali się na rzeszowski blok.


Odbudowa Warty i kuriozalna sytuacja. Chaos to mało powiedziane
Przy stanie 19:14 dla Resovii kibice Warty praktycznie milczeli, przebijali się bez problemu fani gości ze swoimi przyśpiewkami. Michał Winiarski czuł, iż jego zawodnicy nie panują nad emocjami, musiał interweniować. Wziął czas w najlepszym możliwym momencie, bo wybił rzeszowian z rytmu. Warta odrobiła straty i doprowadziła do gry na przewagi. Wtedy działy się naprawdę szalone rzeczy.


Przy stanie 27:26 dla Warty była szansa na to, by zamknąć seta. I nagle zapanował chaos. Aaron Russell zaserwował mocno, ale w aut. Sędzia przyznał punkt gościom. Ale Zawiercie miało pretensje, twierdząc, że, piłka dotknęła po drodze Szalpuka. Gracz Resovii był pewny, iż tej piłki nie dotknął. Zasądzono challenge, ale nie na prośbę gospodarzy, tylko zespołu sędziowskiego. Po wideoweryfikacji uznano, iż nie da się potwierdzić kontaktu Szalpuka z piłką - brakowało odpowiedniego ujęcia kamery z tej sytuacji. W związku z tym powinna być podtrzymana pierwotna sytuacja, czyli punkt dla Resovii na remis 27:27. Ale nagle główny arbiter postanowił zmienić decyzję i zadecydować, iż ta akcja była bez punktu. Oba zespoły były wściekłe na to, jaki zamęt wprowadzili sędziowie w tej sytuacji. Trener Resovii Massimo Botti aż wychodził z siebie.
Dalsza gra na przewagi była bardzo nerwowa. Częściej bliżej zakończenia seta byli gospodarze. Gości przy życiu trzymał nieprawdopodobny dziś Louatit. Ostatecznie Warta dopięła swego, wygrała seta 34:32.


Zobacz też: Tak Flick zwrócił się do Lewandowskiego i spółki. "Zapytałem zawodników"


Warta dopięła swego
Trzecia partia mogła mieć wpływ na oba zespoły. najważniejsze było zatem to, kto lepiej wejdzie w kolejnego seta, kto szybciej zapomni o kuriozum stworzonym przez arbitrów. Widać było po Zawierciu, iż są bardziej odporni w tej wojnie nerwów. Rzadziej mylili się w ataku, do tego byli w stanie zatrzymać Louatita. Bardzo dobrze też w obronie wyglądał Jakub Popiwczak. Drugą część meczu miał znacznie lepszą.
Zawiercianie prowadzili w pewnym momencie 6:1. Potem ich przewaga nieco się zmniejszyła, ale dalej byli w dużo lepszym położeniu. Świetną robotę robił Bołądź w polu serwisowym, swoje punkty przy siatce dokładali Kwolek i Jurij Gładyr.
Przy stanie 17:14 dla gospodarzy Rzeszów wciąż wierzył w doprowadzenie do tie-breaka. Ale Zawiercie nie straciło koncentracji ani na moment. Nie pomagały asy serwisowe Klemena Cebulja i dobra zmiana Jakuba Buckiego w ataku. Warta zawsze potrafiła znaleźć odpowiedź. Dlatego udało się jej zamknąć seta przy wyniku 25:21 i cały mecz 3:1.
To cenne zwycięstwo dla Warty, wywalczone w chaotycznych, niekiedy absurdalnych warunkach. Odzyskała fotel lidera. Resovia pozostała na czwartym miejscu


PlusLiga, 20. kolejka fazy zasadniczej:
Aluron CMC Warta Zawiercie - Asseco Resovia 3:1 (25:23, 19:25, 34:32, 25:22)
Idź do oryginalnego materiału