Nieoczekiwany transfer w F1. Podczas Grand Prix Australii na gridzie zobaczymy nowe twarze

3 godzin temu

Jesteśmy w przededniu startu nowego sezonu F1. Najlepsi kierowcy na świecie powoli zaczynają się pojawiać w Melbourne, gdzie 6 marca odbędą się pierwsze treningi przed Grand Prix Australii. Największą zmianą jeżeli chodzi o grid jest dołączenie zupełnie nowego, jedenastego zespołu. Natomiast zmieniło się tak naprawdę więcej, niż niektórym może się wydawać. Co należy zapamiętać przed startem sezonu 2026?

Spis treści:

  • Nowy zespół w stawce
  • Wielka marka włącza się do gry
  • Zmiany dostawców silników
  • Debiutant w F1

Nowości na gridzie w F1

W poprzednich tekstach zapowiadających sezon F1 podsumowałem testy (LINK) oraz kalendarz na ten rok (LINK). Dziś pora na analizę tego, jak będzie wyglądał tegoroczny grid. Oczywiście pomijając na moment to, co jest najważniejsze, czyli to, iż zobaczymy na nim zupełnie inne bolidy, skonstruowane według nowych przepisów. jeżeli natomiast chodzi o kwestie formalne, to największą różnicą jest jedenasty zespół w stawce. Mowa tutaj oczywiście o Amerykanach – Cadillac Formula 1 Team. Warto zwrócić na to uwagę, bo nie jest to wyłącznie zmiana nazwy, czy głównego inwestora. To coś zupełnie nowego – początek nowego projektu, który powstał z niczego.

fot. Rudy Carezzevoli / Getty Images / Pirelli F1 Media

Natomiast o ile zupełnie nowy jest sam zespół, tak doskonale znani są jego kierowcy. Cadillac bowiem zdecydował się postawić na doświadczenie i zaangażował dwóch seniorów – Valtteriego Bottasa oraz Sergio Pereza. W teorii mowa o dwóch kierowcach, którzy w przeszłości byli chociażby wicemistrzami świata i którzy mają na koncie wiele wygranych wyścigów oraz mnóstwo miejsc na podium. Statystycznie będą na gridzie jednymi z tych, którzy w tym sporcie osiągnęli najwięcej. Natomiast fakty są też takie, iż obaj wyraźnie odstawali od swoich zespołowych kolegów – mistrzów świata. Dochodzili do swoich sukcesów dlatego, iż mieli do dyspozycji mistrzowskie bolidy, które zdominowały ten sport na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat. Obaj mają już 36 lat, co czyni ten skład najstarszym w F1. Wreszcie – obaj byli już na emeryturze, bo ktoś na pewnym etapie postanowił, iż nie są już na poziomie Formuły 1. To sporo nam mówi.

Zmiana numer dwa

Drugą największą zmianą na tegorocznym gridzie jest pojawienie się zespołu Audi Revolut F1 Team. Natomiast tutaj akurat nie mówimy już o zupełnie nowym projekcie, a o przejęciu zespołu Saubera przez Audi. To niemiecki koncern odpowiadał za budowę bolidu R26 i to niemiecki koncern jest producentem silnika. Mowa tu więc o bardzo poważnym i wymagającym projekcie, który wykracza nieco dalej poza zwykłą zmianę nazwy. Ci sami natomiast pozostają kierowcy – będą to Nico Hulkenberg oraz Gabriel Bortoleto.

fot. Joe Portlock / Getty Images / Pirelli F1 Media

Jeśli jesteśmy już przy silnikach, trochę w tej kwestii się nam pozmieniało. Wspomniałem już o tym, iż Audi samo produkuje dla siebie jednostkę. Cadillac skorzysta z kolei z silnika Ferrari – podobnie jak fabryczny zespół Scuderii oraz inny amerykański team w stawce, czyli Haas. Bardzo dużo mówi się przed sezonem o jednostkach Mercedesa, które mają być aktualnie najlepsze w stawce. Skorzystają z nich podobnie jak przed rokiem Mercedes, McLaren, Williams, ale również Alpine, które porzuciło produkowanie własnych silników właśnie na rzecz niemieckiej technologii.

Dwa przeciwległe bieguny

Musimy pozostać przy kwestii silników jeszcze przez moment. Należy bowiem przypomnieć, iż swoje własne silniki, przy pewnym wsparciu Forda, buduje już Red Bull. Oprócz głównego zespołu korzysta z nich również Racing Bulls. I należy to sobie powiedzieć, iż RBR wykonał w tej materii niesamowitą pracę. Na testach zobaczyliśmy, iż te silniki działają i są naprawdę dobre. Oczywiście nie jest to moment na to, aby rozmawiać o osiągach, bo nikt takowych na ten moment jeszcze nie zaprezentował. Natomiast samo to, iż te bolidy jeździły i pokonywały duże dystanse, może być traktowane jako ogromny sukces Red Bulla.

fot. Rudy Carezzevoli / Getty Images / Pirelli F1 Media

Chociażby w kontekście tego, co widzimy w przypadku zespołu Astona Martina. Brytyjczycy zrezygnowali z silników Mercedesa na rzecz mariażu z Hondą. Są w tym momencie jedyną ekipą, która korzysta z usług Japończyków. I na ten moment – no cóż, nie wygląda to zbyt ciekawie. Eksperci zgodnie powtarzają, iż testy w wykonaniu tego zespołu okazały się absolutną klapą. Inni mówią wprost, iż ten sezon dla Astona Martina jest już spisany na straty. I w tym momencie może wydawać się, iż problemem są właśnie jednostki.

Debiutant w F1

Omówiliśmy już kwestię zespołów oraz dostarczycieli silników. Natomiast warto zająć się jeszcze jednym – mianowicie, zmianami personalnymi. Bohaterem największego transferu jest oczywiście Isack Hadjar, który otrzymał awans z Racing Bulls do Red Bulla. Zajmujący dotychczas miejsce obok Maxa Verstappena Yuki Tsunoda pożegnał się natomiast królową motorsportu. Miejsce Hadjara w Racing Bulls, obok Liama Lawsona, zajmie z kolei Arvid Lindblad. I tutaj należy się zatrzymać przez chwilę dłużej.

fot. Rudy Carezzevoli / Getty Images / Pirelli F1 Media

Dziś Arvid Lindblad jest debiutantem w F1. Nie możemy zapominać jednak o tym, iż historia Brytyjczyka była w pewnym momencie bliźniacza z historią… Kacpra Sztuki. Przypomnijmy, iż w 2023 roku Sztuka pokonał Lindblada we włoskiej Formule 4. Kiedy Polak włączył tryb „demolka”, Brytyjczyk nie był choćby blisko. Następnie obaj trafili do akademii Red Bulla oraz do Formuły 3. Tam natomiast z różnych względów ich losy potoczyły się zupełnie inaczej. Zwróćmy uwagę na to, jak kilka decyduje w tym sporcie. Mowa o dwóch chłopakach, którzy byli w pewnym momencie na tym samym poziomie, na tym samym szczeblu drabiny. Ba – Sztuka był wówczas kierowcą lepszym od Lindblada. Dziś natomiast Brytyjczyk jest w przededniu swojego debiutu w F1, natomiast Polak wypadł poza serie juniorskie towarzyszące królowej motorsportu.

Zdjęcie główne: Glenn Dunbar / LAT Images / Pirelli F1 Media

Idź do oryginalnego materiału