Dla wielu może być to ujmujące, ale prawda jest taka, iż Krajowa Liga Żużlowa to niestety peryferia żużla. Potwierdza się to z każdym sezonem po którym dużo słyszy się o problemach finansowych czy organizacyjnych ośrodków na trzecim poziomie rozgrywek. Wydaje się, iż jedynymi klubami o których problemach nie słyszy się co roku są te zagraniczne. Te, którym regulaminem utrudnia się awans. Mowa tutaj naturalnie o Lokomotivie Daugavpils i ekipie Trans MF Landshut Devils. Mają oni, od początku zarządzania przez Ekstraliga S.A drugim poziomem rozgrywek, wieczne problemy. Prawdę mówiąc utknęli w KLŻ przez zapisy regulaminowe.
Mówią one jasno, iż drużyna musi posiadać stadion, zaplecze i założoną spółkę w Polsce. Chodzi też o limit zawodników zagranicznych. Swoje z pewnością miała by też do powiedzenia telewizja. Dla ekip spoza kraju to ściana nie do przebicia, a szkoda. Udowadniają bowiem, iż ich ambicje sięgają dalej niż KLŻ. Pięknym przykładem może być Trans MF Landshut Devils. Bawarczycy, którzy z roku na rok rosną w siłę, w sportowej walce potrafili awansować do finału rozgrywek, gdzie jednak ulegli dominatorom z Gdańska.
Wykonywane przez nich transfery na sezon 2027 też jasno pokazują, iż mają oni i ambicje i środki, aby rywalizować o awans. Dodatkowo Bawarczycy, którzy z roku na rok rosną w siłę. Potwierdzeniem jest chociażby Sam Masters, czołowy zawodnik KLŻ, podpisał kontrakt w Landshut. Mało tego, „Diabłom” udało się utrzymać w zespole Kima Nilssona – przyszłorocznego uczestnika cyklu Grand Prix. Pokazuje to jasno, iż ośrodek ten nie boi się wydawać pieniędzy, ma stabilną pozycję i wciąż się rozwija co szczególnie widać po wielu utalentowanych juniorach. Landshut ma więc wszelkie argumenty, aby na solidnym poziomie rywalizować w Metalkas 2. Ekstralidze. „Diabły” finałem KLŻ zdają się wysyłać jasny sygnał do władz – „czekamy na wasz ruch” i z pewnością liczy na refleksje z ich strony.
Warto się więc zastanowić czy w przypadku takich problemów polskich ośrodków władze nie powinny przeanalizować możliwości zmiany przepisów i rozpatrzenia angażu drużyn zza granicy na nieco złagodzonych warunkach regulaminowych? Wszystkim powinno przecież zależeć na poziomie rozgrywek i jej atrakcyjności. A zagraniczne kluby mogłyby to zapewnić. Być może bezpośrednio wywalczony awans którejś z nich zmieni nastawienie działaczy. Niestety na razie wydaje się to walką z wiatrakami. Pomarzyć jednak zawsze można.











