NBA podniosła prognozę salary cap, czyli limitu płac, a to oznacza, iż niektórzy zawodnicy zarobią jeszcze więcej! Wzrosną maksymalne kontrakty, płace minimalne i próg luxury tax, ale istniejące umowy nie zostaną nagle zmienione. Dla klubów to zarówno dobra, jak i zła wiadomość. Dzięki temu dostaną trochę więcej miejsca w limicie zarobków, ale pensje największych gwiazd będą rosły jeszcze szybciej.
NBA przekazała klubom nowe wyliczenia na sezon 2027/28. Salary cap ma wynieść 176 mln dolarów, a próg luxury tax 213 mln. Wcześniejsza prognoza mówiła o 174 mln dolarów limitu płac. Ostateczne liczby liga ustali pod koniec czerwca 2027 roku, ale właśnie na takich prognozach agenci, zawodnicy i generalni menedżerowie planują dziś kolejne ruchy.
Dla nas te dwa miliony mogą nie brzmieć jak wielka zmiana, chociaż to przecież gigantyczne pieniądze dla zwykłego człowieka! W świecie NBA każda taka korekta uruchamia cały łańcuch decyzji. Chodzi o to, iż maksymalne kontrakty są liczone jako procent salary cap. Tak samo rośnie skala płac minimalnych. A przecież wyższy próg podatkowy może zdecydować, czy klub zatrzyma dobrego rezerwowego, czy jednak będzie go musiał oddać.
Jak to wygląda w praktyce? Zawodnicy z podpisanymi zwykłymi umowami na konkretne kwoty nie dostaną nagle podwyżki. Nowa prognoza nie działa wstecz i nie zmienia gotowych umów. Zyskają na tym jednak przede wszystkim trzy grupy.
- Pierwsza to zawodnicy, których maksymalne kontrakty zaczną obowiązywać właśnie w okresie 2027/28 i są zapisane jako procent salary cap.
- Druga to wolni agenci podpisujący nowe umowy latem 2027 roku.
- Trzecia to gracze na minimum oraz debiutanci wybrani w drafcie 2027, bo skala płac minimalnych i „rookie scale” rośnie razem z salary cap.
Ta prognoza nie zmieni dziś pieniędzy na kontach zawodników, ale będzie miała wpływ podczas rozmów o ich przyszłości.
Najwięcej dostaną największe gwiazdy
Tak to już w życiu bywa niesprawiedliwie, iż najwięcej dostają najbogatsi. W tym przypadku chodzi o największe gwiazdy NBA, czyli Victora Wembanyamę, który podpisał pięcioletnie przedłużenie z San Antonio Spurs, które zacznie się od sezonu 2027/28. Francuz zgodził się na 25% salary cap i zrezygnował z zapisów, które mogły podnieść jego kontrakt do 30% limitu po nagrodach indywidualnych.
Przy wcześniejszej prognozie 174 mln dolarów jego pierwszy rok nowej umowy był wart około 43,5 mln. Przy limicie na poziomie 176 mln byłoby to już 44 mln dolarów. Różnica wynosi pół miliona w pierwszym sezonie, a przy pięcioletniej umowie z ośmioprocentowymi podwyżkami robi się z tego prawie 3 mln dolarów więcej.
To przez cały czas jest bardzo duża ulga dla San Antonio, bo gdyby Wembanyama miał kontrakt zaczynający się od 30% salary cap, to jego pierwsza pensja wyniosłaby 52,8 mln dolarów. Różnica między 25% a 30% to aż 8,8 mln w jednym sezonie. W erze drugiego progu (second apron) taki rabat może oznaczać pozostawienie w składzie jednego bardzo dobrego gracza rotacji.
Jeszcze więcej zarobi Shai Gilgeous-Alexander z Oklahoma City Thunder. Jego kontrakt supermax zaczynający się w 2027/28 ma poziom 35% salary cap. Przy prognozie 174 mln pierwszy rok dawałby 60,9 mln dolarów. Przy 176 mln będzie to 61,6 mln.
To niby tylko 700 tys. dolarów więcej w pierwszym roku. Tyle iż późniejsze sezony są liczone z ośmioprocentowymi podwyżkami. Kilkaset tysięcy w punkcie wyjścia gwałtownie zamienia się w kilka milionów w całej umowie.
- 25% salary cap: 44 mln dolarów zamiast 43,5 mln;
- 30% salary cap: 52,8 mln zamiast 52,2 mln;
- 35% salary cap: 61,6 mln zamiast 60,9 mln.
Ciekawostką jest to, iż jest to dodatkowy argument dla Jalena Durena w jego obecnym sporze z Detroit Pistons. jeżeli środkowy rzeczywiście zaryzykuje i podpisze umowę kwalifikowaną po to, aby za rok zostać wolnym agentem, to wtedy będzie negocjował już przy wyższym limicie płac niż dziś.
Minimum też rośnie, ale nie każda umowa działa tak samo
Wzrosną też pensje minimalne. Skala minimum w NBA jest powiązana ze wzrostem salary cap i zależy od liczby sezonów rozegranych w lidze. jeżeli salary cap rzeczywiście zatrzyma się na 176 mln dolarów, to zawodnik bez stażu w NBA będzie mógł liczyć na około 1,45 mln dolarów za sezon. Dziś minimum dla takiego gracza wynosi około 1,36 mln, więc różnica to mniej więcej 91 tys. dolarów.
Weteran z co najmniej dziesięcioletnim stażem zarobiłby na minimalnej umowie około 4,14 mln dolarów, wobec obecnych 3,88 mln. To wzrost o blisko 260 tys. dolarów.
Warto jednak pamiętać, iż przy rocznych umowach minimalnych z weteranami klub nie ponosi całego kosztu jego pensji. NBA pokrywa część pieniędzy, a dokładnie ponad poziom minimum dla zawodnika z dwuletnim stażem. Dlatego gracz może dostać ponad 4 mln dolarów, ale jego pełny koszt w salary cap drużyny jest niższy. To jeden z powodów, dla których zespoły walczące o tytuł przez cały czas mogą podpisywać doświadczonych koszykarzy za minimum. choćby jeżeli ich realna wypłata rośnie.
Dlaczego to problem dla klubów?
Salary cap wzrośnie ze 164,961 mln do 176 mln dolarów, czyli o około 6,7 proc. Problem polega na tym, iż umowy wieloletnie pozwalają drużynie podnosić pensję zawodnika aż o 8% rocznie.
Wyobraźmy sobie zawodnika zaczynającego od 35% obecnego limitu. To około 57,7 mln dolarów. Po rocznej podwyżce o 8% zarabiałby już około 62,4 mln dolarów. Przy salary cap wynoszącym 176 mln jego kontrakt zajmowałby nie 35%, ale ponad 35,4% całego limitu.
Prawdziwy problem zaczyna się wtedy, gdy masz dwóch lub trzech zawodników z takimi zapisami w kontraktach, albo próbujesz podpisać przedłużenia z młodymi graczami i jeszcze próbujesz skompletować ławkę.
Wyższy próg luxury tax wynoszący 213 mln dolarów daje trochę oddechu. Nie daje jednak klubom pełnej wolności. przez cały czas obowiązują ich first apron i second apron, czyli progi, po których przekroczeniu tracą kolejne narzędzia do budowania składu. Wielokrotnie już pisaliśmy, iż dziś nie wystarczy mieć właściciela gotowego zapłacić podatek. Trzeba jeszcze móc wykonać transfer, trzymać pensje w ryzach i korzystać z wyjątków.
Dlatego właśnie dlatego nowy, wyższy próg salary cap jest lepszą wiadomością dla zawodników, niż dla generalnych menedżerów klubów. Koszykarze zarobią więcej, szczególnie największe gwiazdy. Skorzystają na tym ich agenci, ale też debiutanci i weterani na minimum. Kluby natomiast dostaną wyższy limit, ale niekoniecznie większą swobodę ruchów. Jak widać zmiany w przepisach NBA w ostatnich latach sprawiły, iż już nie wygrywa ten co ma najwięcej pieniędzy i płaci podatek od luksusu za przekroczenie limitu. Teraz wygrywają ci, którzy mądrze zdecydują komu dać jaką kwotę oraz ci którzy mogą liczyć na to, iż ich największe gwiazdy nie będą chciały maksymalnych umów, ale dla dobra drużyny wezmą trochę mniej – jak zrobił to Wembanyama, dla którego fakt, żeby w składzie pozostali najlepsi młodzi zawodnicy jest ważniejszy, niż to czy jego i tak już gigantyczna pensja jest wyższa o dwa czy trzy miliony dolarów.
Uważasz, iż ten artykuł był ciekawy? Poleć go znajomym! Dziękujemy!
Więcej moich tekstów znajdziesz tutaj. Jestem też na Twitterze oraz
.
Dodaj PROBASKET do preferowanych źródeł w wyszukiwarce Google!
Czy wiesz, że PROBASKET ma swój kanał na WhatsAppie? Kliknij tutaj i dołącz do obserwowania go, by nie przegapić najnowszych informacji ze świata NBA! A może wolisz korzystać z Google News? Znajdziesz nas też tam, zapraszamy!

19 godzin temu














