NBA: To był największy błąd trenera Spurs. Sochan miał rację

4 godzin temu

Jeremy Sochan mówił przed finałami, iż Victora Wembanyamę trzeba zmusić do biegania. Dać mu różne ustawienia, grać z nim fizycznie, nie pozwolić mu stać wygodnie w jednym miejscu. Nie chodziło o brudną grę ani polowanie na kontuzję. Chodziło o prostą rzecz: przy takim wzroście i tak dużej odpowiedzialności na boisku Wembanyama się po prostu męczy. A gdy zaczyna brakować mu sił, przestaje być sobą i popełnia więcej błędów. Właśnie dlatego najważniejsze pytanie po czwartym meczu finału NBA nie dotyczy tylko błędów w końcówce, pudłowanych rzutów wolnych czy dobitki OG Anunoby’ego. Dotyczy także trenera Spurs, bo jeżeli analizujemy porażkę drużyny z San Antonio i utratę 29 punktów przewagi, to musimy zapytać, czy Wembanyama nie grał po prostu za długo. Możliwe, iż był to największy błąd szkoleniowca Ostróg w tym spotkaniu.

W czwartym meczu finału NBA San Antonio Spurs prowadzili z New York Knicks różnicą aż 29 punktów. Mieli mecz w rękach, ale jednak go przegrali (106:107). Knicks prowadzą teraz 3-1 i są o krok od mistrzostwa.

Najłatwiej powiedzieć, iż był to historyczny powrót Knicks, wielki mecz Jalena Brunsona, niewiarygodna dobitka OG Anunoby’ego i koszmarny błąd De’Aarona Foxa w końcówce. To wszystko prawda, ale najpoważniejszym błędem i jedną z przyczyn przegranej Spurs było złe zarządzanie minutami na boisku Wembanyamy.

Sochan podpowiedział Knicks taktykę

Sochan zna Wembanyamę lepiej niż ktokolwiek w zespole Knicks. Grali razem przez ponad dwa lata w San Antonio. Wie, jak trudno gra się przeciwko Francuzowi, ale wie też, iż jego największa siła może stać się problemem, jeżeli rywal zmusi go do ciągłej pracy.

Wembanyama nie jest zwykłym wysokim. On nie tylko stoi pod koszem i czeka na podania. On broni obręczy, pomaga przy pick-and-rollach, odstrasza rywali samą obecnością, ale też zbiera, rozciąga grę, rzuca za trzy, kończy wjazdy pod koszem i czasem kreuje też innych.

Wemby wie, iż ma potencjał dominacji, dlatego chce wpływać na wszystko. Jego zaangażowanie ma jednak koszt w postaci zmęczenia i właśnie o tym mówił Jeremy jeszcze przed finałami.

Sochan mówił wtedy: – To jeden z najciężej pracujących zawodników, jakich kiedykolwiek widziałem, i cały czas nad tym pracuje, ale on się męczy. To naturalne, przy takim wzroście on się męczy. Przy drużynie, którą mamy, myślę, iż ważne będzie pokazywanie mu różnych wariantów obrony i nie tyle obijanie go, ile bardzo fizyczna gra przeciwko niemu oraz zmuszanie go do biegania. Wtedy się zmęczy i moim zdaniem będzie musiał odpuszczać niektóre akcje.

Wygląda na to, iż zaczęło się to potwierdzać i stało się największym problemem Spurs.

Minuty nie wzięły się znikąd

W sezonie zasadniczym Wembanyama grał średnio 29,2 minuty na mecz. W pierwszej rundzie play-offów było to około 28 minut. W półfinale konferencji znowu około 29 minut.

Dopiero później obciążenie zaczęło gwałtownie rosnąć. W finale konferencji Wembanyama grał już średnio 37,7 minuty, a w pierwszych czterech meczach finału NBA jest to średnia 40,2 minuty.

W ostatnim spotkaniu Wemby spędził na parkiecie aż 43 minuty i 55 sekund. To nie jest drobna różnica. To jest zmiana całego sposobu wykorzystywania najważniejszego zawodnika drużyny.

Etap sezonuMinuty Wembanyamy
Sezon zasadniczy29,2
I runda play-offów28,1
II runda play-offów29,2
Finał konferencji37,7
Finały NBA40,2
Game 4 finału43:55

Wiadomo, iż w play-offach gwiazdy grają więcej. Wiadomo, iż w finałach NBA rotacje się skracają, ale tu nie chodzi tylko o samą liczbę minut. Chodzi o to, co Wembanyama musi robić w tych minutach. Przecież on nie odpoczywa w obronie i nie odpuszcza w ataku. Nie może schować się w rogu parkietu i poczekać, aż akcja przejdzie obok niego. Knicks cały czas starali się go angażować w grę, zmuszać do biegania i to przyniosło efekt.

W trzecim meczu się udało, ale w czwartym już nie

Ktoś może powiedzieć, żeprzecież w trzecim meczu Wembanyama też grał dużo i Spurs wygrali. To prawda. Spędził wtedy na boisku 39 minut, zdobył 32 punkty, miał osiem zbiórek, sześć asyst, trzy bloki i dwa przechwyty. Wyglądał świetnie.

Ale czwarty mecz pokazał drugą stronę tej decyzji. W trzecim udało się Wembanyamie grać długo, bo w trakcie spotkania było dużo przerw, sprawdzania powtórek przez sędziów i trener Mitch Johnson wziął choćby czas, który wyglądał na taki, żeby Francuz chwilę odpoczął.

W ostatnim meczu się to nie udało, a najbardziej wymowny moment przyszedł w trzeciej kwarcie. Knicks zaczęli zmniejszać straty, a Madison Square Garden ożyło. Spurs przestali wyglądać jak drużyna, która spokojnie kontroluje spotkanie. Wembanyama usiadł na ławce, ale odpoczywał tylko 58 sekund!

To był chyba największy błąd trenera Spurs. Oczywiście można powiedzieć, iż Knicks naciskali i trzeba było ratować mecz, więc Wembanyama musiał wrócić. Tylko iż właśnie w tym jest problem. Spurs nie zarządzali już przewagą, ale zaczęli się o nią bać, więc „kto inny jak Wemby, to on nas uratuje”.

To nie wyglądało jak część plan. Raczej jak desperacja ubrana w zaufanie do największej gwiazdy.

Brutalna czwarta kwarta

Wembanyama zagrał w czwartej kwarcie pełne 12 minut. Nie miał ani sekundy odpoczynku.

Jego statystyki z tej części są bardzo wymowne: 5 punktów, 2/9 z gry, 1/4 z rzutów wolnych i -16.

To nie wyglądało jak dominacja, ale jak nieudana próba ratowania sytuacji.

Już na początku czwartej kwarty Mitchell Robinson zablokował jego wejście pod kosz. Potem były kolejne nieudane próby, pudła spod kosza, niedokończone akcje i najważniejszy moment: 1:47 do końca meczu.

Spurs prowadzili 104:103. Wembanyama stanął na linii rzutów wolnych. Mógł dać San Antonio trzy punkty przewagi, ale nie trafił obu rzutów.

Jak mawia Brian Windhorst z ESPNw każdym powrocie są niecelne rzuty wolne drużyny, która prowadziła” i tak było i tym razem. Windhorst zwrócił też uwagę, iż kiedy Wembanyama nie ma siły, to wygląda jakby zaczynał tracić równowagę, a to sprawia, iż traci swoje największe atuty zarówno w ataku, jak i w obronie.

Złe zarządzanie minutami Wembanyamy nie było oczywiście jedynym powodem porażki. Ale to element, który bardzo dobitnie pokazuje problem Spurs. Ich najlepszy zawodnik był na parkiecie, ale nie wyglądał już jak ktoś, kto ma wystarczająco dużo siły, żeby zamknąć ten mecz.

Nie kupuję narracji, iż Wembanyama nie udźwignął końcówki. To zbyt powierzchowne. Moim zdaniem trener Spurs źle go ustawił w tym meczu. Zamiast chronić jego energię na najważniejszy moment, to korzystał z niego tak, jakby miał gasić każdy pożar. Zamiast zarządzać jego minutami, coraz bardziej polegał na tym, iż Wemby sam rozwiąże wszystkie problemy.

Można by powiedzieć, iż Wembanyama też ma swoje ograniczenia, iż jednak też jest tylko człowiekiem. Zwłaszcza kiedy gra prawie 44 minuty, walczy fizycznie z Robinsonem i Townsem, wchodzi w emocjonalny pojedynek z Knicks, broni obręczy, rzuca, zbiera, pomaga, a potem jeszcze ma domknąć mecz w czwartej kwarcie. To po prostu było za dużo.

Wychodzi na to, iż Jeremy Sochan miał rację, a trener Spurs popełnił błąd, bo zamiast chronić swojego lidera przed takim scenariuszem, sam pomógł Knicks go zrealizować.

GAME 5 w sobotę!

Dla Spurs sytuacja jest bardzo trudna. Zamiast remisu 2-2 przegrywają 1-3. A w finałach NBA tylko jedna drużyna zdołała wrócić z 1-3 i wygrać 4-3. Byli to Cleveland Cavaliers w 2016 roku.

Jeśli spojrzymy na serie do czterech wygranych z perspektywy wszystkich rund, w których jedna z drużyn prowadziła 3-1, to tylko 11 zespołom udało się wrócić z 1-3, a aż 200 wygrywało potem tę serię.

Podniesienie się po takiej porażce w czwartym meczu będzie niezwykle trudne, ale nie niemożliwe. Spurs musza jednak mądrzej zarządzać energią Wembanyamy.

Warto będzie też zobaczyć, czy kibice Knicks naprawdę wypełnią halę w San Antonio, bo coś zaczyna się dziać w tym kierunku!

Zapraszam na piąty mecz finału, który transmitowany będzie w nocy z soboty na niedzielę (13 na 14 czerwca) od godz. 2:30 w TVP Sport. Skomentuję ten mecz wspólnie z Radkiem Spiakiem.

Godzinny skrót w niedzielę o godz. 13:15, ale przypominam, iż mecze NBA można też oglądać w całości (na żywo lub z odtworzenia) za pośrednictwem aplikacji TVP Sport na urządzeniach mobilnych i na telewizorach. Mecze NBA są tam dostępne z odtworzenia przez około tydzień od premiery.

Więcej moich artykułów znajdziesz tutaj.

Warto przeczytać też:

NBA: Po tej akcji Wembanyama przestał grać dobrze. Sam jest sobie winien?
NBA: Kibice Spurs nie wierzą w swój zespół? Fani Knicks chcą przejąć halę w San Antonio
NBA: „Najgłupsza drużyna w historii cywilizacji”! O tym meczu będą robić filmy!

Wspieraj PROBASKET

  • Sprawdź najlepsze promocje NIKE i AIR JORDAN w Lounge by Zalando
  • W oficjalnym sklepie NIKE znajdziesz najnowsze produkty NIKE i JORDAN oraz dobre promocje.
  • Oficjalny sklep marki adidas też ma dużo do zaoferowania.
  • Oglądasz NBA? Skorzystaj z aktualnej oferty - kup dostęp do NBA League Pass.
  • Lubisz buty marki New Balance? W ich oficjalnym sklepie znajdziesz coś dla siebie.
  • Oryginalne perfumy i kosmetyki z dużymi rabatami znajdziesz w sklepie FLACONI.PL
  • Idź do oryginalnego materiału