Przejęcie Portland Trail Blazers przez grupę inwestycyjną „Rip City Rising” pod wodzą Toma Dundona miało być nowym otwarciem dla jedynej zawodowej drużyny sportowej w stanie Oregon. Po sfinalizowaniu transakcji opiewającej na astronomiczną kwotę 4,25 miliarda dolarów, fani liczyli na standardy sukcesu znane z również rządzonego przez ich nowego właściciela hokejowego zespołu, Carolina Hurricanes. Tymczasem rzeczywistość pierwszych tygodni jego rządów maluje obraz skrajnego pragmatyzmu i cięć kosztów, które w kuluarach NBA zaczynają być określane mianem „skąpstwa”. Choć 54-latek deklaruje „dążenie do doskonałości”, jego pierwsze decyzje uderzają w fundamenty jedności drużyny i profesjonalizmu sztabu.
Najgłośniejszym echem w lidze odbiła się decyzja o pozostawieniu w domu zawodników zatrudnionych na kontraktach typu two-way podczas wyjazdowych meczów fazy play-off przeciwko San Antonio Spurs. Choć gracze tacy jak Caleb Love, Chris Youngblood i Jayson Kent nie mogą występować w fazie pucharowej, standardową praktyką w NBA jest zabieranie ich z resztą składu, by budować chemię i nagrodzić za wkład w sezon zasadniczy.
Sean Highkin z „Rose Garden Report” zauważył wręcz, iż Portland Trail Blazers są w tym sezonie jedną drużyną, która zdecydowała się na taki krok. Jest to ruch postrzegany jako wyjątkowo niefortunny w stosunku zwłaszcza do Love’a, który odegrał kluczową rolę w utrzymaniu zespołu w grze o play-offy podczas fali kontuzji. 24-letni rozgrywający wystąpił w 49 meczach sezonu regularnego i, choć zwykle był rezerwowym, spędzał na parkiecie średnio 20,7 minuty, notując w międzyczasie 10,4 punktu, 2,3 zbiórki i 2,5 asysty.
– To wykracza daleko poza standardową praktykę w NBA. Wszystkie siedem pozostałych drużyn grających na wyjeździe w pierwszy weekend tegorocznych play-offów zabrało swoich zawodników zatrudnionych na umowach typu two-way na mecze, mimo iż ci nie pojawią się na parkiecie. Mogą być w cywilnych ubraniach, ale wciąż są traktowani jako część swoich zespołów – dosadnie skomentowały sytuację źródła zbliżone do ligi.
The Trail Blazers are the only playoff team that didn't bring their two-way players on the road due to cost-cutting measures by new team owner Tom Dundon, per @highkin. pic.twitter.com/m4Ef9AYfiQ
— Yahoo Sports (@YahooSports) April 20, 2026Czy to koniec – nazwijmy to – „kontrowersji logistycznych”? Wręcz przeciwnie. Podczas turnieju play-in w Phoenix personel drużyny został zmuszony do wymeldowania się z hotelu o godzinie 12:00, na wiele godzin przed wyjazdem na arenę, tylko po to, by uniknąć dodatkowych opłat. Pracownicy ubrani w barwy klubowe spędzili ten czas, „koczując” w hotelowym lobby, co świadkowie opisali jako „fatalny wizerunek” dla organizacji wartej miliardy dolarów.
Niepokój budzą również plany Toma Dundona dotyczące obsady stanowiska głównego trenera. w tej chwili zespół wciąż prowadzi (tymczasowo) Tiago Splitter, jednak doniesienia o budżecie przeznaczonym na zatrudnienie stałego następcy Chaunceya Billupsa są dla ekspertów wprost alarmujące. Nowy właściciel rzekomo nie zamierza płacić więcej niż 1,5 miliona dolarów rocznie, podczas gdy czołowi szkoleniowcy w lidze zarabiają kwoty ośmiocyfrowe.
– Kwoty rzędu od 1 do 1,5 miliona dolarów to w rzeczywistości przedział płacowy dla najlepszych asystentów trenera w lidze, ale chęć Portland, by wydawać tak skromne środki na pełnoetatowego następcę Billupsa, została już szeroko zakomunikowana i prawdopodobnie będzie miała znaczący wpływ na cały proces – podkreślił powagę sytuacji Jake Fischer.
Jake Fischer on the Blazers' head coaching position:
"The consistent word for weeks about new Blazers owner Tom Dundon is his apparent desire to pay no more than $1.5 million annually for a new head coach. That's well below the current NBA standard … even for a first-time… pic.twitter.com/6sgwyvxv2l
W tym kontekście Dundon również robi sobie pod górkę. Tak niskie wynagrodzenie może skutecznie zniechęcić doświadczonych kandydatów i zmusić organizację do „poszukiwań na wyprzedaży” wśród trenerów akademickich lub międzynarodowych, co może utrudnić pozyskanie topowego kandydata.
Mało? Polityka oszczędności dotyka bezpośrednio także fanów, którzy po pięcioletniej przerwie doczekali się meczów play-off w hali Moda Center. Zespół ogłosił, iż w przeciwieństwie do niemal wszystkich innych organizacji w NBA – i na przekór wieloletniej tradycji w Portland – kibice nie otrzymają darmowych koszulek okolicznościowych na trybunach. jeżeli sympatycy „Rip City” chcą zaprezentować się w jednolitych barwach, będą musieli wydać własne pieniądze, co w kontekście wysokich cen biletów i parkingu budzi uzasadnione rozgoryczenie.
W szerszej perspektywie Dundon nie wyklucza zresztą przenosin zespołu, zwłaszcza jeżeli władze stanu Oregon i miasta nie sfinansują renowacji hali kwotą 600 milionów dolarów. Zapytany o zaangażowanie własnego kapitału w infrastrukturę, odparł wymijająco, sugerując, iż publiczne środki są jedyną drogą do zatrzymania drużyny w Portland na kolejne 20 lat.
Coraz więcej wskazuje na to, iż pod wodzą nowego pryncypała Portland może zmierzać w stronę nowej wersji „Jail Blazers” (o których niedawno znów mogliśmy usłyszeć w dokumencie na Netflixie)— tym razem nie z powodu skandali i problemów z prawem, ale przez politykę skrajnego cięcia kosztów. Decyzje nowego właściciela zaczynają podkopywać fundamenty organizacji, a ich konsekwencje mogą okazać się równie długofalowe, co w najbardziej burzliwym okresie w historii klubu. A w tej lidze reputacja rozchodzi się szybciej niż wyniki.

6 godzin temu







