Nie wiemy czy LeBron James podjął już decyzję, w którym klubie zagra, czy może naprawdę przez cały czas się zastanawia. Wiemy jedno – wciąż nie powiedział tego światu, a świat czeka na jego decyzję i staje się już niecierpliwy. Na szczęście LeBron James przyznał, iż nie pozwoli nam długą czekać, dlatego mamy teorię kiedy to powie i dlaczego tyle musimy na to czekać.
Teoretycznie LeBron James może ogłosić swoją decyzję w każdej chwili. Pamiętajmy jednak, iż w ostatnich tygodniach świat sportu, także w Stanach Zjednoczonych żył mistrzostwami świata w piłce nożnej. Na szczęście finał jest dziś o godz. 21:00 (Argentyna zagra z Hiszpanią). Możliwe, iż LeBron czeka na zakończenie Mundialu, żeby mieć całą scenę ponownie dla siebie.
Podobną teorię ma Marc Stein, dziennikarz zajmujący się NBA od ponad 30 lat. Napisał on ostatnio, iż LBJ może wstrzymać się z komunikatem do przyszłego tygodnia właśnie ze względu na piłkarskie mistrzostwa świata. Kiedy one się skończą znów wszyscy będą mówić o Jamesie i jego decyzji.
To, iż kilka klubów wstrzymuje się z dalszym podpisywaniem kontraktów, bo czeka na decyzję LeBrona, to jest pikuś. Komisarz Adam Silver powiedział ostatnio, iż NBA wstrzymuje się z ułożeniem terminarza, bo czeka na informację, w której drużynie zagra LBJ! Chodzi oczywiście o najważniejsze spotkania w okresie zasadniczym, czyli otwarcie rozgrywek, Christmas Day, święto Martina Luthera Kinga i ogólnie ustalenie priorytetów oraz hitów telewizyjnych.
NBA czeka. Kluby czekają. Na szczęście jednak sam LeBron pytany w czwartek o jego decyzję powiedział „nie będę was już długo trzymał w niepewności„.
To by oznaczało, iż jesteśmy blisko ogłoszenia decyzji i iż teoria o tym, iż zrobi to po Mundialu jest wielce prawdopodobna.
Ile można podejmować decyzję!?
Czy naprawdę mamy uwierzyć, iż LeBron James od kilku tygodni cały czas się zastanawia w którym klubie będzie grał w przyszłym sezonie? Agent LeBrona przyznał, iż po tym jak ogłosili, iż odchodzi z Los Angeles Lakers, to odezwało się do niego 27 z 30 drużyn NBA.
James zakończył play-offy w 12 maja, a więc ponad dwa miesiące temu. Wiadomo, iż przyglądał się ruchom poszczególnych klubów, analizował ich potencjał i możliwości, ale czy naprawdę mamy uwierzyć, iż podjęcie decyzji zajmuje mu tyle czasu? Trudno w to uwierzyć. Oczywiście rozmowy z rodziną i najbliższymi współpracownikami, ale to mogło zająć kilka dni, a nie tygodni.
Możliwe jednak, iż po tym jak Rich Paul powiedział, iż dla LeBrona najważniejszy będzie „fun„, czyli euforia z gry i iż pieniądze nie są najważniejsze, to rozmowy z klubami polegały na tym, żeby sprawdzić gdzie LBJ będzie czuł się najlepiej, a to zwlekanie z ogłoszeniem decyzji, to po prostu element gry – „showbiznesu„.
Ostatnio jednak James doprecyzował swoje oczekiwania w programie „The Shop”. Chce rywalizować na wysokim poziomie i trafić do klubu, który „każdego dnia buduje mistrzowskie nawyki, ale przede wszystkim ufa procesowi„. Oczywiście słowa „trust the process” natychmiast wywołały reakcję kibiców Sixers, ale LeBron przypomniał, iż używa tego zwrotu od początku swojej kariery w NBA. Przekaz jest jednak czytelny, iż nie chodzi wyłącznie o nazwiska w składzie, ale o klub, który już dziś działa jak drużyna gotowa walczyć o mistrzostwo.
Naprawdę nikt nie wie!
To, iż nikt nie wie, który klub wybierze LeBron jest niesamowite, ale naprawdę tak jest. W swoim ostatnim podkaście dziennikarz ESPN Brian Windhorst opowiedział ciekawą historię. Kilka dni temu brał udział w turnieju golfowym. Zanim i przed nim grali właściciele klubów i menedżerowie najwyższego szczebla. Nikt nie wiedział jaką decyzję podejmie James i każdy z nich pytał Windhorsta czy on to wie.
Możliwie jest, iż żeby ograniczyć możliwość wycieku informacji LeBron ogłosi decyzję przed poinformowaniem swojego przyszłego klubu. To znaczy, iż powie, iż zagra w klubie X i ten klub dowie się o tym w tym samym czasie co my. A kwestie szczegółów dogadają sobie już później. LeBron James jest jedynym zawodnikiem, który może sobie pozwolić na takie zachowanie.
Cavs, Heat i Sixers są najbliżej?
Wielu dziennikarzy jest zgodnych, iż największe szanse na pozyskanie LeBrona mają Cavs, Heat i Sixers. Określają to jako trzy główne kierunki. Każdy z tych klubów oferuje Jamesowi coś innego, ale nie należy zapominać też o Warriors i o Nuggets.
Tak naprawdę, to nie wiemy czy LeBron będzie chciał się trzymać bardziej tradycji, nostalgii czy wyłącznie mistrzostwo się będzie dla niego liczyć, czy jednak robienie „szoł” przez cały sezon nie okaże się priorytetem. LBJ może mówić jedno, ale każdy z tych klubów da się podciągnąć pod jego kryteria, a nie zapominajmy, iż jest wielkim szołmenem i chce, żeby wszyscy o nim mówili jak najdłużej i jak najczęściej.
Już 1 lipca pisałem, iż powrót do Cleveland ma największy sens, jeżeli spojrzymy na racjonalność i tradycję. Pytanie jednak czy LeBron nie chce wyjść z tego schematu i „zaszaleć” na koniec kariery?
1. Powrót do Cleveland ma największy sens
Jeśli LeBron naprawdę chce grać o mistrzostwo, to Cavs dają mu drużynę, która właśnie awansowała do finału konferencji. Poza tym byłaby to idealna historia o powrocie do domu – gotowy scenariusz na film dokumentalny, który prawdopodobnie powstanie. Ta symbolika – powrót do miejsca, w którym wszystko się zaczęło, do Cavs dla któych zdobył mistrzostwo w 2016 roku i jeszcze jedna szansa na ostatni tytuł!
Powrót w rodzinne strony byłby pięknym zamknięciem tej wielkiej kariery, a pamiętajmy, iż symbole mają dla LeBrona ogromne znaczenie. Możliwe jednak, iż będzie chciał zagrać jeszcze jeden sezon, więc grę w Cavs może odłożyć na sezon 2027/28.
Cavs mają skład, który realnie może walczyć o mistrzostwo. Wyobraźcie sobie pierwszą piątkę: Donovan Mitchell, James Harden, LeBron James, Jarrett Allen i Evan Mobley? Doświadczenie i mądrość LeBrona mogłaby im pomóc wejść na wyższy poziom.
Ważne byłoby też to, iż nie musiałby być ani pierwszą, ani drugą, ani choćby trzecią opcją w ataku. Fakt, iż obrona nie skupiałaby się tak bardzo na nim, dawałoby mu też więcej swobody.
Jedyny problem, to, iż obaj podkoszowi nie rzucają dobrze za trzy punkty, a tak zwany „spacing„, czyli rozciąganie gry jest przy LeBronie bardzo ważne. Cavs mają jednak dobry skład, miejsce dla LeBrona w pierwszej piątce i najlepszą historię do opowiedzenia. Dlatego patrząc z punktu widzenia tradycji i rozsądku wydają się być wysoko na liście.
2. Miami wzywa!
Słońce, plaże, dwa wspólne mistrzostwa, reputacja klubu i niskie podatki. Pat Riley ma 81 lat i tak jak LeBron James nie ma już czasu czekać na kolejne szanse. Teraz, albo nigdy. Dlatego Heat tak zależało na pozyskaniu Giannisa i dlatego brylantowy Pat mówi do LeBrona „zapraszam na wspólny ostatni taniec„.
LeBron w Heat spędził cztery lata, za każdym razem grając w wielkim finale. Zna klub, trenera i smak wspólnego zwycięstwa. W Miami nie lubią półśrodków i LBJ to wie. Wie, iż jeżeli pozyskali Giannisa, to zrobią wszystko, aby walczyć o mistrzostwo. Poza tym decyzja o dołączeniu do Heat może też przekonać kilku weteranów…
Heat brakuje jeszcze rozgrywającego, a też czy na pewno tercet Adebayo – Giannis – LeBron to idealne rozwiązanie na dzisiejszą NBA?
Atutem za Miami jest też osoba trenera. Erik Spoelstra to jeden z najlepszych, a być może najlepszy w tej chwili trener w NBA, który potrafi wykorzystywać potencjał swoich zawodników i dostosowywać taktykę do ich możliwości.
Heat też wydają się być bardzo wysoko jego liście, bo jest to klub, który już zna, szanuje i ma potencjał na grę o wysokie cele.
3. Warriors kuszą najlepszą historią
Ale historią do opowiedzenia, bo czy nie byłoby tak, iż przez pół roku media śledziłyby poczynania Golden State Warriors?
Oczywiście to byłoby bardzo dziwne widzieć LeBrona w koszulce Warriors obok Stepha Curry’ego, ale jeżeli zamykać historię z przytupem i zawładnąć świadomością dziennikarzy i kibiców, to tylko w ten sposób!
Pójście LeBrona do Warriors wydaje się nieprawdopodobne, bo byłoby najbardziej efektowne. Pamiętajmy, iż odrzucenie opcji zawodnika przez Draymonda Greena daje Wojownikom przestrzeń na to, aby podpisali z nim i LeBronem nowe umowy. Warriors musieliby jednak znaleźć chętnego na przejęcie rocznej umowy Jimmy’ego Butlera, bo ten jest kontuzjowany i mało prawdopodobne, żeby choćby jeżeli wróci w trakcie sezonu, to aby udało mu się gwałtownie wrócić na wysoki poziom.
Na pewno skład Steph, LeBron i Green, a może do tego Klay Thompson? może Anthony Davis? To by się na pewno znakomicie oglądało i na pewno media mówiłyby o każdym ich meczu.
Mistrzostwa by z tego nie było, ale za to ile szumu! LeBron James w koszulce Warriors, to byłaby na pewno najbardziej medialna historia dekady!
4. Sixers kuszą składem
Wiele osób uważa, iż LeBron bierze też pod uwagę Philadelphię 76ers. Joel Embiid, Tyrese Maxey i Jaylen Brown mają już od dłuższego czasu rekrutować Brona. Trudno się dziwić. Sixers mogliby stworzyć jeden z najbardziej utalentowanych składów w NBA.
Maxey daje tempo. Brown atletyzm i obronę na skrzydle. Embiid pozostaje graczem, którego nie da się zatrzymać samemu, a James byłby brakującym elementem w najważniejszych momentach, czyli dodatkowym kreatorem, który nie panikuje, gdy gra toczy się o najwyższą stawkę.
Trzeba jednak pamiętać, iż tak jak Heat, Sixers nie są gotowym projektem. Brown dopiero tam trafił, a Embiid przez cały czas budzi pytania o zdrowie. LeBron mógłby dać Sixers to, czego zawsze im brakowało, czyli spokój i kontrolę. Mógłby też wejść do kolejnej drużyny, w której wszyscy będą musieli nauczyć się grać trochę inaczej.
Dla osób, które śledzą NBA od kilku dekad taki ruch, czyli wybranie Sixers, byłby jednak dużym zaskoczeniem.
5. Jokić kusi – koszykarsko idealnie
Nuggets nie są dziś wskazywani jako faworyt wyścigu po LeBrona, ale nie należy ich traktować jak przypadkowego klubu dopisanego do listy. Kontaktowali się z obozem Jamesa, a argument koszykarski jest bardzo mocny. Nikola Jokić i LeBron w jednym ataku brzmią jak duet z gry komputerowej, a obok świetny Jamal Murray i Aaron Gordon od czarnej roboty oraz skład, który nie musiałby zaczynać od zera.
LeBron od lat mówi o inteligencji boiskowej Jokicia z ogromnym uznaniem. I trudno się dziwić. Obaj widzą na parkiecie rzeczy, których inni nie zdążą jeszcze zauważyć. Nie chodzi tylko o asysty czy triple-double. Chodzi o tempo, przewidywanie następnego ruchu obrony i karanie rywala za najmniejszy błąd. James mógłby uznać wspólną grę z Jokiciem za wyjątkowe doświadczenie na koniec kariery.
Byłaby to też zupełnie inna dynamika niż gra z Luką Donciciem. Luka jest dominującym kreatorem, lubi kontrolować rytm akcji i długo ma piłkę w rękach. Jokić rozgrywa inaczej. Często podejmuje decyzję natychmiast, oddaje piłkę i dalej wpływa na akcję bez niej. LeBron przez cały czas miałby wpływ na ofensywę, ale nie musiałby prowadzić wszystkiego ani stać z boku i czekać na swoją kolej.
To może być dla niego ważne. W Denver dostałby gotową strukturę: Jokicia, Murraya, Gordona, Cama Johnsona, Christiana Brauna i prawdopodobnie Peytona Watsona. LeBron mógłby często atakować kosz po ścięciach pod kosz, grać jako drugi kreator i korzystać z tego, iż obrona już jest rozciągnięta przez Jokicia. Z czysto koszykarskiego punktu widzenia trudno znaleźć lepsze środowisko.
Znaczenie mogą mieć też ludzie na górze. James od dawna zna Josha Kroenkego i jego rodzinę. To nie jest oczywiście sprawa, która sama w sobie przesądza o takim transferze, ale przy zawodniku takim jak LeBron ma znaczenie. On nie wybiera tylko piątki w pierwszym składzie. Wybiera właścicieli, kulturę pracy, ludzi odpowiedzialnych za decyzje i to, czy w razie potrzeby klub naprawdę zrobi wszystko, by walczyć o tytuł.
Największe pytanie dotyczy zdrowia. W ostatnim sezonie Jokić opuścił 19 meczów, Braun 38, Gordon 46, a Cam Johnson i Watson po 28. Jeden uraz można przeżyć. Problem zaczyna się wtedy, gdy w najważniejszej części sezonu wypadają dwaj lub trzej zawodnicy z tej grupy. LeBron nie ma już czasu, by czekać rok na kolejną szansę.
Dlatego Denver pozostaje czarnym koniem, a nie liderem tego wyścigu, ale jeżeli James naprawdę szuka nie tylko kolejnego wielkiego nazwiska obok siebie, ale także świeżej euforii z gry i partnera, który rozumie koszykówkę podobnie jak on, to Nuggets trzeba traktować bardzo poważnie.
Kto jeszcze?
Pojawiały się też plotki o Minnesota Timberwolves czy choćby Dallas Mavericks, ale gra u boku młodych zawodników wydaje się być najmniej prawdopodobna. Poza tym Minneapolis to małe miasto, gdzie zimą pogoda nie rozpieszcza, a Dallas nie mają na razie szans na walkę o wysokie cele. Dlatego te dwa kluby wydają się mieć najmniejsze szanse na pozyskanie LeBrona.
Czekając na ogłoszeni decyzji LeBrona możecie zagłosować w sondzie – jak myślicie, w którym klubie zagra w przyszłym sezonie?
Note: There is a poll embedded within this post, please visit the site to participate in this post's poll.Znajdziesz mnie na Twitterze oraz
, a więcej moich artykułów jest tutaj.
Zachęcam też do przeczytania wywiadu ze mną, który ukazał się na portalu pracasport.pl. Opowiadam w nim o historii PROBASKETU, który w tym roku skończył 25 lat oraz o tym jak działamy i jak to możliwe, iż udało nam się przetrwać.

1 dzień temu















