
Nate Diaz choćby nie myśli o przejściu na sportową emeryturę. Co więcej, reprezentant Stanów Zjednoczonych domaga się natychmiastowego rewanżu z Mikiem Perrym!
Wygląda na to, iż Nate Diaz nie przejął się porażką z Mikiem Perrym, a głosy sugerujące mu zawieszenie rękawic na kołku ma w głębokim poważaniu. Stocktończyk nie tylko nie zamierza przechodzić na emeryturę, ale również nie ma ochoty na dłuższą przerwę od startów. 41-latek już snuje plany na przyszłość, wzywając Most Valuable Promotions do jak najszybszego zorganizowania rewanżu z Perrym.
Podczas konferencji prasowej po pierwszej gali MMA Netflixa młodszy z braci Diaz wyraźnie podkreślił, iż nie ma czasu do stracenia. Dlatego zamierza odpocząć jeden dzień, a w poniedziałek już zacznie biegać w ramach przygotowań do kolejnego starcia.
Amerykanin odniósł się również do faktu, iż nie został dopuszczony do trzeciej rundy przez swój narożnik. Stwierdził, iż rozumie decyzje swoich trenerów i nie ma im tego za złe. Jak przyznał, krew zalewająca mu oczy w znacznym stopniu utrudniała widoczność i raczej nie zdziałałby już nic więcej w tym pojedynku.
Byłem wściekły, ale rozumiem tę decyzję. Mocno krwawiłem i wiedziałem, iż nie dam rady nic więcej zdziałać. Nie sądzę zresztą, żeby jemu też wiele zostało, ale krew na prawym oku kompletnie pozbawiła mnie widoczności.
W końcu padło też pytanie o to, jak długo jeszcze Nate Diaz będzie się bił. 41-latek nie udzielił jednoznacznej odpowiedzi. Niemniej jednak z jego słów można wywnioskować, iż na razie nie bierze pod uwagę scenariusza, w którym żegna się z MMA.
Czuję to samo co wtedy, gdy przegrywałem jako młody zawodnik. Nie mam wyznaczonej godziny wymeldowania – to jest na zawsze. A jak już przyjdzie ten czas, to nie zamierzam płakać przed kamerami ani rzucać rękawic na środku oktagonu. Po prostu wychodzisz w las i żyjesz swoim życiem. Mam tłumaczyć się z tego, iż nie walczę? Rób, co chcesz. Ale na razie czuję, iż przede mną jeszcze długa droga i mnóstwo roboty.
Nate Diaz shuts down critics and retirement talks after his loss to Mike Perry
“The show goes on, I don’t have a check out time, this s**t is forever. I got a lot of people to make up for because I didn’t do the things they wanted me to do. I want to get right with everybody” pic.twitter.com/DgRUURRiNP
Kibice swoje, a Nate Diaz swoje
Dla wielu osób, które śledzą karierę Diaza od pewnego czasu, niezrozumiałe jest, dlaczego 41-latek wciąż chce rywalizować w oktagonie. Przecież na pierwszy rzut oka widać, iż jest już wolniejszy, porusza się jak wóz z węglem, a jedyne, co mu pozostało, to charakter i twarda głowa. Natomiast Stocktończyk zawsze tłumaczy to w ten sposób, iż każdy powinien skupić się na sobie i robić to, co mu się żywnie podoba.
ZOBACZ TAKŻE: Conor McGregor wraca do UFC. Rewanż za walkę sprzed lat
Trzeba przyznać, iż coś w tym jest. Czasami aż za bardzo przejmujemy się decyzjami innych ludzi, zamiast skupić się na sobie. Choć zdrowy rozsądek podpowiada, iż Nate Diaz powinien zakończyć karierę i nie przyjmować kolejnych ciosów na głowę, to ostatecznie to jego życie oraz jego wybory. Na koniec dnia to on poniesie konsekwencje swoich czynów – zresztą jak każdy z nas.
A Wy co sądzicie? Podzielcie się swoimi opiniami w komentarzach na Facebooku!

1 godzina temu














