Myśleli, iż nie nadaje się do biegania, a został mistrzem Polski. Bartosz Kitliński o trudnej drodze do złota

3 dni temu
Zdjęcie: kitliński


Bartosz Kitliński idzie przez sezon jak burza. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy zdążył poprawić młodzieżowy rekord Polski na 1000 m, „popsuć święto” Niemcom, wypchnąć ojca z top 10 Lubelszczyzny na 1500 m i zostać mistrzem kraju na 800 m. W Birmingham 22-latek planuje „postawić kropkę nad i”, choć jeszcze rok temu czytał o sobie, iż „talent się skończył”.

Sezon 2025 Bartosz Kitliński (Team New Balance & AZS UMCS Lublin) w związku z kontuzją stopy musiał zakończyć już w lipcu. „Po hali myślałem, iż będę w stanie przenosić góry, ale gwałtownie życie sprowadziło mnie na ziemię. Taki jest sport – kontuzje były są i będą” – tłumaczył w mediach społecznościowych. Po wyleczeniu urazu, odpuścił tegoroczny sezon pod dachem i skupił się na treningu. Wrócił na bieżnię w maju i nie przestaje błyszczeć. W ostatni weekend lipca zdobył swój pierwszy dorosły tytuł mistrza Polski.

Najpierw sztuczka z butelką, później sztuka na bieżni

Męski finał 800 m, podczas rozegranych w stolicy Podlasia, 102. Mistrzostw Polski Seniorów w Lekkoatletyce stał na wysokim poziomie. Duża w tym zasługa Macieja Wyderki, który od początku narzucił mocne tempo, odhaczając 400 m w 50.2 s. Nie zdołał jednak „dowieźć” swojej pozycji do mety. Na ostatniej prostej najwięcej sił zachował Bartosz Kitliński, który atakował z trzeciego miejsca. Jego 1:44.97 to rekord mistrzostw Polski. Drugi był Filip Ostrowski (1:45.16), a trzeci Wyderka (1:46.25).

Bieg miał niezwykły ciężar gatunkowy, ponieważ więcej niż trzech zawodników wypełniło wskaźnik na zbliżające się Mistrzostwa Europy w Birmingham. To właśnie od kolejności na mecie w Białymstoku zależało, kto ostatecznie zdobędzie powołanie.

Bartosz Kitliński w rozmowie z portalem bieganie.pl relacjonuje, iż w biegu po swój pierwszy złoty krążek seniorskich mistrzostw Polski czuł się „jak w transie”. choćby nie słyszał, co krzyczy mu ojciec i trener zarazem, a więc Piotr Kitliński, który zwykle obserwuje poczynania syna z linii startu do 200 metrów. Co do przebiegu rywalizacji, Bartosz przekonuje, iż nastawiał się na scenariusz z mocnym tempem od początku.

– Maciej (Wyderkared.) świetnie czuje się w szybkich biegach, dlatego zakładałem, iż zaryzykuje i otworzy mocno. Pierwsze okrążenie miałem w 50.60 i wydaje mi się, iż jeszcze tylko w Dessau (chodzi o start z czerwca br., gdzie Bartosz uzyskał życiowe 1:44.56 – red.) miałem identyczne otwarcie, co jest moim najszybszym początkiem w życiu.

W pierwszym postartowym wywiadzie dla TVP Sport Kitliński zdradził, iż wyczekując finału 800 m wykonał w hotelowym pokoju tzw. bottle flipping i stwierdził, iż jeżeli sztuczka się uda, na bieżni też będzie górą. Udało się. Podrzucona butelka obróciła się w taki sposób, iż wylądowała na swojej podstawie

– Mój współlokator już wyjechał. Nudziłem się sam w pokoju, więc dla śmiechu stwierdziłem, iż podrzucę butelkę i jak wyląduje równo to wygram. Udało się za pierwszym razem – powiedział nam Bartosz.

Holenderskie doświadczenie przyda się w Birmingham?

Kitliński rozpoczął sezon 2026 od startu na 1500 m podczas Akademickich Mistrzostw Polski, które odbyły się w drugiej połowie maja. Później zaliczył występy m.in. w silnie obstawionych mitingach w Dreźnie, Dessau czy Ostrawie. W Czechach poprawił o ponad sekundę młodzieżowy rekord Polski na 1000 m, który od 15 lat należał do Adama Kszczota. Lublinianin zamienił 2:16.99 na 2:15.81. – Kryzysu tym sezonie nie miałem. Starty były fajnie rozplanowane. Przed żadnym biegiem, poza mistrzostwami Polski, nie luzowaliśmy treningu.

Wśród mocnych treningów, które udało się wpleść w startowy kalendarz, 22-latek wymienia 3 razy 500 m na dłuższej przerwie (7-8 minut). Na 8 dni przed Białymstokiem Kitliński zrobił pięćsetki odpowiednio w: 67.7, 66.3 i 63.6 sekundy.

Po tym treningu wiedziałem, iż jestem w bardzo dobrej formie. Kwas był wysoki, bo 20.7 mmol, ale rekord nie padł. Wydaje mi się, iż w tym roku w Font Romeu dobiłem do 23. Bardzo lubię takie mocniejsze treningi. Mało odcinków, ale na dużym cierpieniu do tak zwanego „zgona”. Najbardziej nie lubię długich rozbiegań, typu 20 km. To jest dla mnie za nudne.

Kitliński wierzy, iż uzyskana forma nie wyparuje i w Birmingham pokaże się z jak najlepszej strony. Będzie to jego drugi raz na seniorskiej imprezie tej rangi. Zimą 2025 zadebiutował podczas Halowych Mistrzostw Europy w Apeldoorn i był to debiut z przebojami. W eliminacjach młodzieżowiec wziął udział w solidnej kraksie, ale po złożeniu protestu uzyskał kwalifikację do półfinału. Tam finiszował czwarty (z czasem 1:46.06) i na tym etapie zakończył udział w zawodach.

Kitliński przekonuje, iż tamta historia sporo go nauczyła i do Birmingham pojedzie z dużo większym doświadczeniem. Chodzi nie tylko o umiejętność odnalezienia się w stawce ale też o większą odporność psychiczną.

– W Apeldoorn narzucałem na siebie niepotrzebną presję. Wiedziałem, iż dużo osób na mnie liczy i bardzo chciałem nie dać plamy. W Białymstoku pokazałem, iż teraz potrafię się odciąć i robić swoje, zamiast stresować się tym, co inni powiedzą. W tamtym roku zimą byłem zawodnikiem na fali, ale gdy latem przydarzyła się kontuzja stopy czytałem na platformie X, iż „talent się skończył”. Dotykało mnie to, dlatego stwierdziłem, iż znikam z X i przestaję czytać komentarze. To też mi dzisiaj pomaga. Póki co, wszystko co w tym sezonie zaplanowałem, się sprawdza. Mam nadzieję, iż w Birmingham postawię kropkę nad i – powiedział nam zawodnik AZS UMCS Lublin.

Niemcom zepsuł święto, ojca wypchnął z top 10 Lubelszczyzny

Wśród tegorocznych dokonań Bartosza Kitlińskiego dwa szczególnie ochoczo zostały podchwycone przez media. Po 3:40.31 na 1500 m, które Bartosz uzyskał podczas Akademickich Mistrzostw Polski, lokalny serwis z województwa lubelskiego, Kronika Tygodnia, donosił, iż 22-latek „wypchnął” ojca z czołowej dziesiątki ALL-TIME Lubelszczyzny na tym dystansie.

Z kolei po tym jak Bartosz dość sensacyjnie pokonał faworyta gospodarzy, Roberta Farkena, na 1000 m w Dreźnie (z wynikiem 2:17.07), Interia podała, iż Polak „popsuł święto” Niemcom.

Na pytanie, które z wyczynów sprawiło Bartoszowi większą satysfakcję, ten odpowiada bez namysłu: „Nie no, Niemcy”. – W Dreźnie to była moja pierwsza wygrana na mitingu rangi „silver”. Farken to nie byle kto, ale szósty zawodnik mistrzostw świata na 1500 i jeszcze biegał u siebie.

Wracając natomiast do wątku poprawienia wyniku ojca, należy podkreślić, iż Bartosz wraz z sześć lat starszym bratem Michałem są piątym pokoleniem biegających Kitlińskich. Rodzice: Agnieszka i Piotr w przeszłości sięgali po medale mistrzostw kraju na średnich dystansach. Dziadek, Marek Ambroży Kitliński, przez wiele lat był trenerem lekkiej atletyki w Unii Hrubieszów. Z bieganiem związani mieli też być pradziadkowie Bartosza.

– Dziadek Marek zawsze przeżywa, stresuje się, obserwuje każdy start. Prosi, żeby podesłać link do transmisji, jeżeli coś nie leci w telewizji. Tak samo dziadkowie od strony mamy bardzo śledzą i przeżywają – mówi najmłodszy z biegającego klanu.

Sprinty z Boltem i gra w ogonki, a później załamka

Sofia Ennaoui w jednym z wywiadów wspomniała, iż tradycją w jej rodzinnym domu był „rosołek do Małysza”. Bartosz Kitliński zapamiętał siebie sprzed lat jako „niejadka”, a wśród ulubionych przekąsek z dzieciństwa wymienia waniliowe serki Danio czy żurek autorstwa mamy i babci.

W rodzinnym domu Kitlińskich w telewizji zawsze leciało dużo sportu, ale niekoniecznie lekkiej atletyki. Jak grali siatkarze, oglądano siatkówkę, jak skakał Stoch, puszczano skoki. Bartosz wśród pierwszych dużych wydarzeń sportowych, które śledził, wspomina mistrzostw świata w Berlinie (2009) podczas których Usain Bolt ustanawiał fenomenalny rekord świata na 100 m – 9.58.

– Gdy w telewizji mówili: na miejsca, gotów, to ja też w pokoju wykonywałem te komendy, a podczas wystrzału: dzida do drzwi.

Na pierwsze biegowe treningi Bartosz zaczął chodzić w wakacje między 2 a 3 klasą szkoły podstawowej. Jak przekonuje, traktował je przede wszystkim jako dobrą zabawę, podczas której m.in. grało się w ogonki.

– Z szarf robiło się „ogonki” i wkładało w spodenki. Chodziło o to, żeby gonić innych i zabrać im szarfę oraz tak dobrze uciekać, żeby zachować swoją – wyjaśnia.

Bieganie było dla Bartosza sposobem na atrakcyjne spędzanie wolnego czasu, ale nie tylko. Ważne było też dorównanie wynikami do sześć lat starszego brata Michała. Poprzeczka została zawieszona wysoko, ponieważ ten jako junior, sięgał po medale mistrzostw Polski na 800 m.

Chciałem go prześcignąć, ale początkowo mi to kompletnie nie wychodziło. Jak zaczęły się czwartki lekkoatletyczne, czyli 4-5 klasa podstawówki, wyglądałem naprawdę źle. Stałem na starcie ubrany w kolce, które załatwił mi tato, a przychodził piłkarz w halówkach i wygrywał ze mną jak chciał. Szybsza potrafiła być choćby dziewczyna z mojego rocznika. Miałem trochę załamkę – wspomina Bartosz, który ostatecznie znacznie poprawił rekordowe 1:48.99 starszego brata.

Ojciec chciał mu powiedzieć, iż nic z tego nie będzie

Po złotym biegu w Białymstoku pierwsze słowo od taty-trenera brzmiało „super”. Ma być to ulubione słówko Piotra Kitlińskiego, gdy jest zadowolony z występu syna. kooperacja w rodzinnym duecie układa się bez większych sporów, choć Bartosz przyznaje, iż nie zawsze tak było.

– Może kiedyś byłem większym awanturnikiem. Teraz jestem spokojniejszy i uważam, iż to plus, iż trenerem jest tato. Łatwiej jest mi powiedzieć, kiedy coś mi nie pasuje. Dzięki temu możemy lepiej analizować trening i wiemy co działa, a co nie. Co mam do powiedzenia, to powiem. Do obcej osoby byłoby mi trudniej – zaznacza.

Okazuje się, iż podczas trudnych biegowych początków, kiedy wyniki młodszego syna odstawały od tego, co w tym samym wieku prezentował Michał, nie tylko Bartosz przeżywał „załamkę”. Wątpliwości, czy bieganie jest dla niego odpowiednią drogą miał też Piotr Kitliński, który planował powiedzieć „młodemu”, iż pora pomyśleć nad odpuszczeniem sobie.

Zawsze wydawało mi się, iż we mnie wierzy. Przyznał się dopiero po juniorskich mistrzostwach świata w Cali (2022 – red.), gdzie zająłem 11 miejsce. To był mój pierwszy rok juniora i pobiłem życiówkę taty z czasów seniora (Bartosz jako 18-latek biegał już 1:48.34 – red.). Wtedy po sezonie powiedział mi: kurde, a jak zaczynałeś biegać, to zastanawiałem się, jak ci delikatnie powiedzieć, iż nic z tego nie będzie – wspomina słowa ojca, Bartosz.

Stosuje patent Kszczota, ale pójdzie śladem Lewandowskiego?

Tegoroczny mistrz Polski na 800 m przyznaje, iż ma kilka przedstartowych rytuałów. Przede wszystkim, dopóki nie pojawi się na stadionie, stara się tak zająć głowę, żeby nie myśleć o biegu. Przed rozgrzewką lubi posłuchać muzyki, ale gdy rozpoczyna ćwiczenia ściąga słuchawki. Od niedawna przeprowadza też rozmowę z samym sobą.

– Wziąłem to od Adama Kszczota. Stoję przed lustrem i zadaję sobie kilka pytań: po co tu jestem, dokąd zmierzam, dlaczego zacząłem biegać?

Bartosz Kitliński doskonale wie, ile wynosi rekord Polski na 800 m i nie kokietuje, iż 1:43.22 nie chodzi mu po głowie. – Żeby go pobić trzeba być w super formie, ale też trafić na dobre warunki, mocną stawkę. Nie każdy jest takim zawodnikiem jak Rudisha, który podyktuje sobie mocne tempo od startu do mety.

W rozwoju kariery pomaga Kitlińskiemu Marcin Lewandowski. Panowie współpracują zarówno w kwestii odżywek, jak też organizacji startów w dobrze obsadzonych mitingach. Bartosz nie wyklucza, iż w przyszłości pójdzie śladem trzeciego zawodnika świata na 1500 m z 2019 roku.

– Nie zdziwię się jak w przyszłości się przedłużę i skończę na 1500 m. Widać, iż mam do tego predyspozycje, jestem typem wytrzymałościowym. Póki co nie biegałem tego dystansu często, może 4-5 razy, ale za każdym razem wychodziło świetnie.

Aktualna życiówka (3:40.31) Bartosza podchodzi z taktycznego biegu na mocną końcówkę podczas tegorocznych Akademickich Mistrzostw Polski.

Co jeżeli w karierze sportowej nie wszystko pójdzie zgodnie z planem? W zanadrzu są studia na kierunku zarządzanie, które póki co biegacz przerwał, żeby skupić się w stu procentach na szlifowaniu życiówek. Jak na razie, „dziekanka” zwraca się z nawiązką.

Idź do oryginalnego materiału