Mocne słowa kapitana ROW-u Rybnik. „Sami do tego doprowadziliśmy”

speedwaynews.pl 1 godzina temu

Niedzielne starcie w Ostrowie Wielkopolskim na długo zapadnie w pamięci kibiców Metalkas 2. Ekstraligi. Opóźniony przez potężną ulewę mecz przyniósł szalone zwroty akcji, dramaturgię związaną z płonącym motocyklem Taia Woffindena i wreszcie niezwykle cenne, wyjazdowe zwycięstwo INNPRO ROW-u Rybnik (51:39). Po meczu, który dla gości stał się upragnionym momentem przełamania, głosu udzielił kapitan „Rekinów”, Jakub Jamróg. Doświadczony krajowy lider rybniczan w rozmowie z naszym portalem nie gryzł się w język, szczerze podsumowując trudny początek zawodów oraz dłuższą niemoc, z jaką zmagał się on sam i cała drużyna.

Aury, która spłatała figla tuż po próbie toru, nikt nie był w stanie przewidzieć. Kwadrans intensywnych opadów deszczu całkowicie zmienił warunki i zmuszał zawodników do błyskawicznych, intuicyjnych korekt w sprzęcie.

Ta ulewa z pewnością mocno zweryfikowała plany. Ja nic nie zmieniałem w sprzęcie, bo wiedziałem, iż będę jechał z trzeciego i czwartego pola. Te sektory były dość przyczepne i miałem przełożenia przygotowane typowo pod nie. Niestety, to również nie zadziałało. Wkradło się trochę błędów. Ja też je popełniłem w swoich pierwszych biegach, podejmując złe decyzje odnośnie motocykli czy przełożeń – przyznał otwarcie Jakub Jamróg.

Kapitan śląskiej ekipy gwałtownie jednak zaznaczył, iż w trudnych momentach ostatecznie zwyciężyła monolityczna postawa całego zespołu, co pozwoliło zniwelować jego początkowe potknięcia.

Jak już później to złapaliśmy, to było dobrze. Taki jest po prostu ten sport – ciężko idealnie trafić od razu i sprawić, żeby wszystko od początku funkcjonowało. Fajnie, iż jako cała drużyna potrafiliśmy się zrównoważyć. Kiedy ja miałem słabszy początek, jechał Jesper, a chłopaki ciągnęli wynik. Później to się zamieniło i my do nich dołączyliśmy. Na tym polega siła drużyny, więc super – podkreślił żużlowiec.

INNPRO ROW Rybnik jechał do Ostrowa pod olbrzymią presją, będąc po serii mocno przeciętnych spotkań na początku ligowej kampanii. Działacze z Górnego Śląska zdecydowali się na rewolucję, wprowadzając do składu Nicolaia Klindta w miejsce bezbarwnego Wiktora Lamparta. Duńczyk stał się ojcem sukcesu, inkasując 11 punktów i pociągając za sobą resztę formacji seniorskiej oraz juniorskiej.

Siła drużyny w sporcie żużlowym polega właśnie na tym, żeby nikt nie odstawał i żeby nie było dziur w składzie. Czasami mówi się po przegranym meczu, iż jechało tylko jeden czy dwóch zawodników. U nas każdy te punkty zdobywał. Nikt nie odjechał idealnych zawodów, ale każdy dzielnie walczył. Byliśmy mocno zdeterminowani, bo mamy sytuację, jaką mamy. Pokazaliśmy ząb – gospodarze też, ale u nas tego zęba było chyba więcej. Cieszymy się bardzo, bo dostaliśmy wiatr w żagle i ciśniemy dalej do przodu – mówił dalej.

Lider rybniczan odniósł się także bezpośrednio do roszady kadrowej, która wywołała sporo poruszenia, zwłaszcza iż po spotkaniu z zestawienia na jakiś czas wypadł Wiktor Lampart.

Sytuacja nie jest dla nas komfortowa. Szkoda, iż po tym meczu wypadł Wiktor. Nie wiadomo, kto będzie kolejny – może ja, może ktoś inny. Transfer Nicolaia mocno się obronił i nie ma co z tym dyskutować. My sami, niestety, swoją jazdą doprowadziliśmy do sytuacji, w której Nicolai wskoczył do składu. To świetny gość, zrobił dzisiaj świetną robotę. Jest jak jest – każdy z nas stanowi część drużyny, ale żużel to mocno indywidualny sport. Może to nas zmotywowało i sprawiło, iż stanęliśmy na wysokości zadania – dodał bez owijania w bawełnę.

Końcówka meczu w wykonaniu Jakuba Jamroga mogła już satysfakcjonować (ostatecznie 8+1 i dwie bardzo ważne wygrane w biegach 13. i 14.). Sam zawodnik przyznaje, iż ma za sobą niezwykle intensywny czas, w którym musiał zmierzyć się z własnymi, rażącymi problemami sprzętowymi. Nie ukrywa, iż wcześniejsze mecze na domowym torze przy Gliwickiej były dalekie od ideału.

Patrząc przez pryzmat tych ostatnich meczów domowych, paradoksalnie powinniśmy czuć się tam świetnie, a tak nie było. Jechało dwóch zawodników – Janek i Patryk, trochę punktów dorzucał Jesper, natomiast ja z Wiktorem jechaliśmy bardzo kiepsko. To tak nie powinno wyglądać. Nasza jazda była po prostu zła dla oka, sam to przyznaję. Bardzo mocno przepracowałem ostatnie dwa tygodnie i widzę, iż to idzie w dobrym kierunku. Teraz musimy tylko dopilnować odpowiednich ustawień. Nie mogę doczekać się kolejnego meczu domowego. Wierzę, iż z tym torem dojdziemy do ładu tak, aby pasował całej drużynie i zaczniemy wygrywać – bije się w pierś kapitan ROW-u.

Okazja do potwierdzenia rosnącej formy nadejdzie już za tydzień, kiedy do Rybnika zawitają Cellfast Wilki Krosno. Dla Jamroga będzie to okazja do ponownego spotkania z klubem, którego barwy reprezentował przed rokiem. Doświadczony zawodnik zapewnia jednak, iż sentymenty odkłada na bok, bo rybnickie „Rekiny” muszą konsekwentnie piąć się w górę tabeli.

Oczywiście sentyment jest – i to spotkanie w Krośnie będzie pewnie bardziej sentymentalne. Bez żadnej złośliwości, po prostu w żużlu dość często zmienia się barwy klubowe. Jesteśmy u siebie, będziemy chcieli wygrać. Mecze domowe nie wychodzą nam idealnie, dlatego mamy w planie mocne treningi. Ciśniemy, żeby spotkanie z Wilkami wygrać, a potem kolejne i kolejne. Musimy odbić się od dna, bo nasze założenia były zupełnie inne – podsumował Jakub Jamróg.

Filip Seniuk (N), Jakub Jamróg (B), Gleb Czugunow (C)
Idź do oryginalnego materiału