Mistrzostwa Polski pod lupą. Czy polska lekka atletyka rzeczywiście jest w kryzysie?

1 godzina temu

Odbywające się w miniony weekend w Białymstoku 102. PZLA Mistrzostwa Polski w Lekkiej Atletyce na nowo wywołały dyskusję o stanie i kondycji „królowej sportu” w naszym kraju. Przeważały opinie, iż kilku zawodników światowego czy europejskiego formatu nie jest w stanie przykryć ogólnej jakościowej zapaści w większości konkurencji.

Postanowiłem sprawdzić, jak wyniki osiągnięte przez zwycięzców tegorocznego krajowego czempionatu wypadają na tle historycznych rezultatów uzyskiwanych podczas mistrzostw Polski. Mam świadomość, iż takie porównanie nie jest w pełni miarodajne. Przykładowo, w Białymstoku silny wiatr utrudniał sprinterom walkę o rekordowe czasy, choć jednocześnie sprzyjał zawodnikom startującym w niektórych konkurencjach technicznych.

Mimo tych ograniczeń tego typu zestawienie pozwala spojrzeć na sytuację z szerszej perspektywy, wyrobić sobie własną opinię i odpowiedzieć – przynajmniej częściowo – na pytanie, czy określenie „kryzys” w odniesieniu do polskiej lekkiej atletyki rzeczywiście jest uzasadnione, czy też bywa nadużywane.

Dzisiaj biorę pod lupę konkurencje męskie. Analizę startów kobiet opublikuję w innym terminie.

Sprinty

Pod nieobecność kontuzjowanego Oliwera Wdowika mistrzem Polski na 100 metrów został Dominik Kopeć z czasem 10.24. Gdy cofniemy się w czasie, rezultat ten nie robi większego wrażenia. Już w 1965 roku podczas mistrzostw Polski legendarny Wiesław Maniak przebiegł ten dystans w 10.1, ustanawiając rekord kraju.

fot. Tomasz Kasjaniuk

Podobnie wygląda sytuacja na 200 metrów. Wynik Łukasza Żaka (21,28 s) jest słabszy od czasu „białej błyskawicy”, czyli Mariana Foika z mistrzostw Polski w 1959 roku, kiedy uzyskał 21,1.

Powodów do dumy nie przynoszą także wyniki na jednym okrążeniu stadionu. Po występie Maksymiliana Szweda wielu liczyło na złamanie bariery 45 sekund. Ostatecznie Maks zwyciężył z czasem 45.79 s, który jest porównywalny z rezultatami Zbigniewa Jaremskiego i Jana Wernera z mistrzostw Polski w 1972 roku (obaj uzyskali po 45.8).

Jeszcze słabiej wygląda porównanie biegu na 400 m przez płotki. Szczęśliwy zwycięzca Piotr Kidoń (prowadzący na ostatniej prostej Paweł Miezianko przewrócił się) wygrał z wynikiem 51.07. Tymczasem już w 1968 roku Wilhelm Weistand przebiegł ten dystans w 50.4, ustanawiając rekord Polski.

Średnie i długie dystanse

O ile wyniki na średnich dystansach uzyskane przez Macieja Wyderkę na 800 m i Filipa Ostrowskiego na 1500 m pokazują wyraźne ożywienie i wysoki poziom w tych konkurencjach, o tyle biegi długie prezentują się znacznie skromniej.

Kamil Herzyk zdobył złoty medal na 5000 m z czasem 14:28,74. Tymczasem już w 1954 roku Alojzy Graj zwyciężył w czasie 14:22.0, pokonując o zaledwie 0,8 Jerzego Chromika.

fot. Kassandro, CC BY-SA 3.0, via Wikimedia Commons

Na 3000 m z przeszkodami bezkonkurencyjny był Maciej Megier (8:24.11). To rezultat bardzo zbliżony do wyniku Bronisława Malinowskiego z mistrzostw Polski w 1973 roku (8:24.4). Rok później Malinowski triumfował już z rekordem Polski – 8:19.2.

Skoki

W skoku wzwyż niespodziewanym mistrzem został Sebastian Moszczyński z wynikiem 2.16 m. To zaledwie centymetr mniej od rezultatu młodego Jacka Wszoły z 1976 roku – sezonu zwieńczonego później olimpijskim złotem w Montrealu.

W skoku o tyczce Filip Kempski, pokonując 5.32 m, wyrównał wynik Władysława Kozakiewicza z mistrzostw Polski w 1973 roku.

fot. Tomasz Kasjaniuk

W skoku w dal Paweł Tarkowski uzyskał wartościowe 7.97 m, ale do wyniku Jerzego Homziuka z 1972 roku zabrakło mu siedmiu centymetrów.

W trójskoku Dawid Krzemiński przekroczył granicę 16 metrów (16.15 m). To jednak wciąż daleko od historycznego osiągnięcia Józefa Szmidta, który podczas mistrzostw Polski w Olsztynie w 1960 roku jako pierwszy człowiek w historii pokonał granicę 17 metrów, uzyskując 17.03 m na żużlowym rozbiegu.

Rzuty i wielobój

Rezultat 20,68 m Konrada Bukowieckiego w pchnięciu kulą daje nadzieję na finał mistrzostw Europy w Birmingham, ale historycznie wynik ten ustępuje 21.12 m Edwarda Sarula z mistrzostw Polski w 1983 roku.

Paweł Fajdek w rzucie młotem osiągnął 79.03 m, zbliżając się do granicy 80 metrów. Mimo to lepszy pozostaje rezultat Mariusza Tomaszewskiego z 1984 roku – 79.42 m.

W rzucie dyskiem Damian Rodziak uzyskał 63.66 m. Nieco dalej podczas mistrzostw Polski w 1982 roku rzucił Dariusz Juzyszyn.

W dziesięcioboju Rafał Horbowicz zgromadził 7435 punktów, wyraźnie ustępując rezultatowi Tadeusza Janczenki z 1970 roku, który zdobył 7803 punkty według obowiązujących wówczas tabel.

Nie porównuję natomiast wyników w rzucie oszczepem. W 1986 roku zmieniono konstrukcję męskiego oszczepu, przesuwając jego środek ciężkości o 4 cm do przodu. Spowodowało to wcześniejsze opadanie oszczepu i skrócenie osiąganych odległości o kilka metrów. Z tego powodu porównywanie wyników sprzed i po tej zmianie nie ma większego sensu.

Podsumowanie

Zdaję sobie sprawę, iż pojedyncze zestawienie nie jest ostatecznym dowodem na kryzys polskiej lekkiej atletyki. Pokazuje jednak wyraźnie, iż w wielu konkurencjach poziom mistrzostw Polski nie tylko nie przewyższa osiągnięć sprzed kilku dekad, ale często jest od nich wyraźnie słabszy. Ostateczną ocenę kondycji polskiej lekkiej atletyki każdy czytelnik powinien wyciągnąć samodzielnie.

Autor: Michał Hasik, dziennikarz i historyk sportu, autor książki „Wrogowie”, opisującej losy najsłynniejszej polskiej, przedwojennej rywalizacji biegowej pomiędzy Januszem Kusocińskim a Stanisławem Petkiewiczem.

fot. w nagłówku Tomasz Kasjaniuk

Idź do oryginalnego materiału